Płakałam długo u stóp Twoich,

lodowatym marmurem zrobionych.

Wściekła z niezrozumienia,

zaciskałam wargi by nie kląć Twego majestatu.

Dlaczego pozwoliłeś na krzywdę na mnie?

 

Za dużo wiedziałam,

zbyt wcześnie…

Odarta ze złudzeń,

patrzyłam tępo w Twe oczy.

 

Co się z nami stało?

 

Gdy wreszcie przestałam, a Ty dalej milczałeś,

zrozumiałam, że mi go nie wrócisz.

Mimo to, spędzałam dnie,

błagając Cię o niewybłagane.

I było mnie coraz mniej i mniej…

Zapadając się w rozpaczy traciłam ciało,

przytomność myśli i pojmowania.

Zaczęłam znikać.

Szybko, konsekwentnie, ze zgryzoty.

Wtedy dopiero odezwałeś się do mnie.

Mówiłeś spokojnie lecz stanowczo. Cicho.

Więc wstałam siłą Twoją i zaczęłam błagać Cię nie o niego, lecz o siebie.

 

Daj Boże zdrowie tej kobiecie, która buduje dom na zgliszczach mojego.

I siłę temu mężczyźnie, który o mnie zapomniał.

Wyzwól mnie z nienawiści, oddal rozpacz.

I nie bój się o mnie.

Choć ja wciąż się boję,

samotnych nocy, cichych dni, pustych półek w szafie.

 

Ty, która zabrałaś moje wszystko, bądź błogosławiona.

Śpij koło tego, którego ukochałam.

I niech on śpi koło swej ukochanej, ja już nią nie jestem.

Chodźcie na długie spacery, kochajcie się czule, a o mnie zapomnijcie.

Nie wrócę w złych snach.

Boże mój, naucz mnie kochać siebie, bym ze sobą była zawsze.

A potem naucz mnie kochać człowieka, bym mogła z nim kiedyś być.

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 24 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany