Śniła mi się wielka woda. Nie morze, nie ocean. Coś na kształt niekończącego się jeziora. Stałam na brzegu, a przede mną tylko bezkres wody. Za mną ściana z czerwonej cegły.

Daleko w górę. Chłód wiał od wody, wiatr smagał nieprzyjemnie twarz. Dygotałam z zimna, stojąc tam w letniej sukience. Jakbym zbłądziła gdzieś, spacerując po sierpniowej plaży.

Nie byłam spanikowana, choć sytuacja powinna tego wymagać. Byłam dziwnie nieobecna, aż zdałam sobie sprawę, że jestem tu, gdzie jestem. Sama. I że nie mam pojęcia co dalej.

Nie

Spojrzałam w prawo. Nie. Spojrzałam w lewo. Nie. Odwróciłam się twarzą do ściany. Poczułam zapach wilgoci. Mech gęsto obrastał cegły. Zaczęłam rozglądać się za jakąś wyrwą, ruchomym fragmentem muru. Waliłam w ścianę, by znaleźć jej słaby punkt lub coś, cokolwiek, po czym mogę się wspiąć. Nie. Nie ma stąd wyjścia. Oparłam głowę o ścianę i zaczęłam rytmicznie uderzać. Stop. Po 3 tąpnięciach przestałam. Odwróciłam twarz z powrotem w kierunku wody i przemyślałam wszystkie możliwe opcje.

Mogę stać oparta o zimny mur. Ile chcę. Tylko że to mi nic nie da. Mogę iść do przodu, przez tę wodę, choć zdaje się, że umrę.

Pierwszy krok

Zanurzyłam lewą stopę. Cofnęłam. Woda była lodowata, pełna glonów, a grunt miałki. Zanurzyłam prawą. Pierwszy krok niech będzie prawą nogą. Pierwszy krok jest najważniejszy i najtrudniejszy zarazem. I tak jest ze wszystkim pierwszym. Pierwszą pracą, pierwszą miesiączką, pierwszym seksem, pierwszym związkiem, pierwszym rozstaniem. Każdy kolejny wcale nie przychodzi łatwiej, zdaje się tylko, że jest mniej ważny, więc już się tak nie boimy, znika jakaś trudność. Więc szłam dalej. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej pewna swej zguby.

Utonęłam

Podobno gdy toniesz odczuwasz największą szczęśliwość. Nie wiem czy to prawda, w śnie – stuprocentowa. Zaczęłam się topić, ale tak, że czułam się najszczęśliwsza. To było najpiękniejsze i najsmutniejsze. Wiedziałam, że umieram i wiedziałam, że jest jeszcze tyle na świecie… Tyle miejsc, w których mogę być, tyle zobaczyć, posmakować, poczuć.

Nagle zapragnęłam wyjechać na wyspy pełne palm, zapragnęłam tańczyć, pić wino, nie odkładać na mieszkanie i nie planować rodziny. Robić to wszystko, co wciąż odkładam na to enigmatyczne „potem”, które nie nadchodzi. Utonęłam.

Obudziłam się

Łapiąc łapczywie oddech, usiadłam na łóżku. Głowę wsparłam na dłoni. Gdzie jestem? I czemu boję się utopić to stare życie? Czemu przeszłość wciąż trzyma mnie uwięzioną, odgrodzoną murem od przyszłości? Czemu nie mogę jej zobaczyć? Czemu żyję obowiązkiem, nie marzeniem? I kiedy to marzenie ma się spełnić, skoro wciąż każę mu czekać…

Wyskoczyłam z łóżka. 6 rano. Na dworze mróz, a grzejniki chyba wysiadły. Pozapalałam wszystkie światła w domu. Naciągnęłam dresy. Pobiegłam do sklepu. Zjadłam śniadanie. Telefon do pracy: „Urlop na żądanie!”. Wyjmuję z puszki odłożone na czarną godzinę pieniądze. Lotnisko.

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 24 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany