Nie wątpię. Stanisława Celińska jest dla mnie autorytetem człowieczeństwa.

Wspaniała aktorka. Słuchała każdego mojego słowa i analizowała każdą moją uwagę, bo mi ufała, że ja wiem, jak to przedstawienie powinno wyglądać.

A jak się Panu współpracowało z Dorotą Chotecką i Agnieszką Pilaszewską?

Agnieszka jest fantastyczną aktorką, zawsze tak uważałem. Utalentowana w wielu kierunkach. Napisała świetny scenariusz do ,,Przepisu na życie”, a potem książkę. To po prostu człowiek orkiestra. No i fenomenalnie zagrała w ,,Uchu prezesa”. Nie powiem absolutnie nic złego na temat naszych relacji. Natomiast z Dorotą Chotecką ciągle się przyjaźnimy, bo razem gramy. Z Agnieszką nie występowałem od bardzo dawna, choć chętnie bym to zrobił. Z Dorotą pojawiliśmy się w serialu ,,Ranczo”.

Przeczytałam w jednym z wywiadów, że jakiś lekko podchmielony fan spotkał Pana i powiedział: Norek, jaka się z ciebie szuja zrobiła. Pomylił postać graną przez Pana w serialu ,,Ranczo”. (śmiech)

Tak, bo ludzie oglądają seriale, jakieś historie i nie patrzą nawet kto to gra. Po prostu przyswajają sobie postać, mimo że ja bardzo się starałem, żeby Czerepach różnił się od Norka. Niestety dla niektórych to Norek założył sobie peruczkę na głowę i gra takiego sukinsyna jak Czerepach. (śmiech)

Panie Arturze, jest Pan dojrzałym mężczyzną, więc proszę nam powiedzieć, jak zmienia się postrzeganie kobiety przez mężczyznę na przestrzeni lat. Począwszy od wieku młodzieńczego. Co wówczas jest ważne? Jak to się zmienia?

My mężczyźni całe życie uczymy się kobiet. Ja do tej pory miewam takie chwile, że mówię: Tego nie wiedziałem. Myślałem, że wiem już o Tobie wszystko, a tego nie wiedziałem.

O żonie?

Tak. Zawsze lubiliśmy proste rzeczy typu bow house, proste kształty, minimalizm, a tu nagle barokowa filiżanka. I dlaczego? Skąd? A, bo tak jej się spodobało. Okazuje się, że uczymy się całe życie. Myślę, że Wy kobiety też się nas uczycie. Jeżeli jest się w dobrym związku, jest się nastawionym na to, żeby się uczyć siebie nawzajem, żeby polubić swoje wady, a jeżeli nie polubić, to przynajmniej zaakceptować. Na przykład to kobiece wpadanie w histerię. Trzeba to jakoś zaakceptować, ale nie można się znieczulić, bo bardzo często ona ma rację.

?

Ja zrozumiałem, że ta histeria często jest po to, żeby przytulić żonę, żeby ją uspokoić, żeby zahamować – po to jestem. Nie po to, żeby ją rozdrażnić albo krzyczeć: Po co ta histeria?! Po co histeryzujesz?! Nic się nie stało!. Nie, to jest bez sensu. Lepiej usiądźmy i porozmawiajmy. Zastanówmy się, co w tym wszystkim jest realne, a co jest jedynie założeniem, że stało się coś złego i napijmy się herbaty.
Odpowiadając na Pani pytanie: my będziemy do końca życia uczyć się siebie nawzajem i to właśnie jest cudowne, najcudowniejsze.

Zgodnie z Pańskim słowami: ,,W życiu najfajniejsze jest życie, a żyjąc człowiek nieustannie się czegoś uczy”! Panie Arturze, powoli zbliżając się do końca, poprosimy Pana o dokończenie kilku zdań. Możemy?

Proszę bardzo. Możemy, tylko to nigdy mądrze mi nie wychodzi. Zawsze palnę jakieś głupstwo. (śmiech)

Kobieca siła…

Nie ma kobiecej siły. Siła kobiet jest taka sama jak siła mężczyzn. Mówimy oczywiście o tej sile wewnętrznej. Ona jest w środku, w nas ludziach. Ta siła jest albo jej nie ma i nie ma znaczenia czy to jest mężczyzna czy kobieta.

Mężczyzna ucieka przed kobietą...

Bo jest tchórzem.

Lubię, kiedy kobieta…

Boże, ile ja rzeczy lubię, kiedy kobieta… (śmiech)

A to proszę nam zdradzić wszystkie rzeczy, które Pan lubi. (śmiech)

Wszystkich się nie da.

Przepraszam, że wtrącę, ale wie Pan, dlaczego to dla nas takie ważne? Ponieważ nasze Czytelniczki i my, poznajemy dzięki rozmowie z Panem i z innymi mężczyznami, świat z Waszej perspektywy. Dlatego tak dopytujemy.

Dobrze. Lubię, kiedy kobieta patrzy mi prosto w oczy.

Pan powiedział, że tych rzeczy jest dużo, niech Pan jeszcze coś zdradzi.

Lubię, kiedy się do mnie przytula, kiedy potrzebuje mojej opieki, kiedy pozwala mi być mężczyzną.

A co to znaczy? Kiedy nie pozwala?

No, czasami nie pozwala, bo wydaje jej się, że sama naprawi ten samochód, a nie naprawi. Może to zabrzmi dziwnie, ale powiem, że lubię, kiedy nie rozumiem kobiety, bo bardzo mnie to bawi.

Foto: Monika Smykowska – Golec

Kiedy jej Pan nie rozumie!?

Na przykład kiedy moja żona, jadąc samochodem, widzi zielone światło, to zwalnia, a ja dokładnie odwrotnie. Ja zawsze przyspieszam. Zapytałem więc ją: Dlaczego ty zwalniasz?, a ona na to: Przecież może się zapalić pomarańczowe!. Ja z tych samych powodów przyspieszam. To jest niepojęte… (śmiech) Moja żona ma mnóstwo takich przecudownych powiedzonek. Na przykład ja bardzo rzadko podnoszę głos i pytam cicho: Ale dlaczego to zrobiłaś?, na to moja żona mówi: Nie krzycz, ja odpowiadam: Przecież ja nie krzyczę, a ona: Krzyczysz, ja ze zdziwieniem zapytuję: Jak to, przecież nie podniosłem głosu, a żona na to: Bo ty krzyczysz cicho. (śmiech)

„Lubię nie rozumieć kobiety”, tak?

Tak, lubię nie rozumieć kobiety, bo wtedy mogę dociekać, mogę ją dalej poznawać. To jest bardzo zabawne, jak przykład z tymi światłami. Albo następna rzecz. Dla mnie nie do pojęcia jest to, że można spędzić godzinę przy stoisku ze stanikami i majtkami. To jest dla mnie nie do zrozumienia.

Czytaj dalej na następnej stronie.

1 2 3 4 5 6

O Autorze

ROZWÓJ OSOBISTY

Kobieta. Coach i mówca motywacyjny. Felietonistka, autorka książki „ Ta, która idzie”. Rozważa relacje międzyludzkie i ich wpływ na osiąganie celów. Kobieta. Uśmiechnięta i kochająca, której pasją jest wspieranie kobiet, poprzez pracę z nimi na drodze rozwoju osobistego. Nade wszystko kobieta.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany