Rozmowy o NAS wieczorową porą


Kasia: O co Ci znowu chodzi?

Rafał: Zastanawia mnie, dlaczego Wy, kobiety, nie potraficie docenić swojego chłopa?

K: Co my? Dlaczego Ty mówisz do mnie w liczbie mnogiej? Już nieważne jak mam na imię? Popatrz jak Ty mnie traktujesz!

R: Oho, zaczyna się… A więc dobrze…

K: Sam zacząłeś.

R: Kasiu, powiedz mi, dlaczego Wy, kobiety, nie potraficie docenić swojego mężczyzny? Teraz lepiej?

K: Mówiłam Ci, że chce mi się spać, a Ty znowu o tym docenianiu. I znowu powtarzasz „WY”. Czy ja dla Ciebie naprawdę jestem jedną z wielu?

R: Jeszcze wcześnie…

K: Ale mówisz do mnie WY.

R: Kasia, pytam o zjawisko, które jest ogólne. A Ty przecież jesteś kobietą…

K: Nie ma ogólnie, bo ja Ciebie doceniam!

R: Jasne… jakoś sobie nie przypominam.

K: A to już Twoje problemy z pamięcią.

R: Dobrze, inaczej…

K: Co znowu?

R: Dlaczego INNYM kobietom tak ciężko jest docenić swojego faceta? Ciekawi mnie to. Czy teraz lepiej?

K: A to ich zapytaj. A co Ciebie tak ciekawią inne kobiety???

R: Widzisz, jest tyle rozwodów wokół. Ludzie się zakochują, potem pobierają się, a po jakimś czasie życia w małżeństwie, ONA pracuje i udziela się w domu, ON zamienia się w zombie przed telewizorem albo coraz częściej z tego domu ucieka. Kończy się to zawsze tym, że się rozstają, a ONA stwierdza „gdzie ja oczy miałam?”

K: Nie zawsze. To uogólnianie.

R: Oczywiście, każda historia jest inna, ale mimo wszystko, mają coś wspólnego, coś je łączy. są pewne podobieństwa. Wyłączając historię z patologią w tle.

K: I jaki to ma związek z docenianiem lub jego brakiem? Poza tym, każda historia ma w tle patologię…

R: …no teraz, to Ty się chyba trochę zapędziłaś. Wracając do tematu…

K: …no ale serio. Patologia to nieprawidłowość. Każda rodzina ma taką w tle, tylko na różną skalę.

R: Nie przerywaj, OK?

K:

R: Moim zdaniem wygląda to tak, że funkcjonuje u nas niestety archetyp „matki polki”. Takiej urobionej po pachy, ciągnącej wózek zwany rodziną: dzieci, sprzątanie, pranie…no wiesz. I one SAME to wszystko chcą ogarnąć. Jak kobieta poznaje mężczyznę, to ten facet jest nawet w jakimś tam stopniu obrotny, zaradny…

K: Tak, to prawda, funkcjonuje taki archetyp. Kobiety jeszcze, niestety, niewiele wiedzą o sobie, o swoich archetypach. A trzeba pamiętać, że archetyp matki, jest tylko jednym z aspektów kobiecości, natomiast w naszym kraju i kulturze, faktycznie, bardzo wynoszony na piedestał.

I co? Myślisz, że ta MATKA, niszczy jego zaradność?

R: Zamieszkują razem i ONA zaczyna realizować ten archetyp. Zakupy, obiadek pod nos itp. JEMU to odpowiada, bo ma „jak u mamy”. Jednocześnie ONA, przejmując rolę „gospodyni”, przejmuje też prawo do pierwszeństwa: „Daj, ja to zrobię, zanim Ty to zrobisz, to lata miną”, „Już ja to zrobię” (w domyśle „ja to zrobię lepiej”).

K: No tak. Rzeczywiście, jemu to pasuje. Na początku oczywiście.

R: Bo kobieta, prosząc o coś – ma w domyśle „od ręki”. I jak facet nie zrobi tego w 5 minut, to sama to zrobi. A to błąd, bo facet może mieć inne priorytety. I jak widzi, że ONA coraz więcej robi, to zaczyna się wycofywać. A jak ON już coś zrobi, to dla niej jest to takie oczywiste, że nie powie nawet dziękuję. Bo kto JEJ dziękuje, za jej pracę?

K: Tak może być, faktycznie.

R: Kasia, czy Ty się ze mną zgadzasz? To trąci patologią.  🙂

K: Uważaj…

R: Facet zaczyna się wycofywać, bo ma w domu Robocopa, który najlepiej wie, jak co się robi. Potem najczęściej dochodzą dzieci. I tu jest apogeum, bo kobiecie dochodzi kolejny obowiązek i na NIEGO już nie ma miejsca. Czuje się odtrącony, niepotrzebny, bo ONA znalazła sobie nową miłość w postaci dziecka. ON się wycofuje, zamienia się w Zombie zalegające kanapę przed telewizorem albo ucieka coraz częściej z domu.Wtedy zaczynają się też zdrady…

K: …To gdzie tkwi problem? Co można zrobić inaczej, od początku, by tak się nie stało?

R: Facet potrzebuje JEDNEGO – docenienia. Poklepania po ramieniu, powiedzenia: dziękuję, „stary dałeś radę – jestem z Ciebie dumna”. I wówczas, macie (Wy kobiety) mężczyznę, który biega ze ścierką po domu, macie naostrzone noże, przyniesie Wam kawę do łóżka i kwiaty…

Takie proste, a takie trudne… Mnie żona pochwaliła tylko raz…

K: Kiedy?

R: To była niedziela. Żona rano wstawiła pranie. Po jakimś czasie, okazało się, że pralka jest zepsuta. Nie zadziałał jakiś zaworek, który zamyka dopływ wody do pralki, tak więc woda wylewała się wszystkimi szczelinami. Całe szczęście, że mamy skanalizowaną łazienkę, bo mielibyśmy niezły potop. I gdy biłem się z myślami, czy naprawiać czy brać kredyt na nową pralkę, Malwina spytała: „a może byś spróbował ją naprawić?” Stwierdziłem, że spróbuję, choć nigdy nie naprawiałem pralki. I jeszcze ta niedziela. Dlaczego zawsze musi być niedziela? Po kilku godzinach pracy, niezliczonej ilości telefonów do znajomych, przeszukiwaniu Internetu… naprawiłem. Gdybym się znał na pralkach, to naprawa trwałaby 15 min. I wtedy Malwina podeszła do mnie i powiedziała: „No, dałeś radę, jestem z Ciebie dumna ” i to było szczere. To była chwila, gdy stałem ze śrubokrętem w ręku i myślałem „DAJCIE MI COŚ DO NAPRAWIENIA”. Brakowało mi tylko czerwonej peleryny. To dla takich chwil żyje facet.

K: Ale skąd kobieta ma wiedzieć, że on chce, by ona była z niego dumna?

R: A czy kobieta nie chce być doceniana? Kasia, każdy tego potrzebuje…

K: Jeśli nie widziała tego u rodziców, jeśli świadomie nie pracuje, to skąd ma wiedzieć?

R: Dziwi Cię to, że ZWŁASZCZA facet chce być doceniany?

K: Mnie to nie dziwi, ja już to wiem. Kiedyś nie wiedziałam. Wychowałam się bez ojca.

R: Dlatego nie pytam się o Ciebie, tylko ogólnie.

K: Myślę, że kobiety nie wiedzą … że są zmęczone.

R: Bo mnie się wydaje, że jedno, to wiedzieć, a drugie… powiem wprost: Wam nie może to przejść przez gardło.

K: O nie, nie mój drogi.

R: O TAK!

K: Z tym się nie zgodzę.

R: Dam Ci przykład, OK?

K: OK.

R: Nie jestem stałym bywalcem kościołów, ale jeden darzę sympatią. Zwłaszcza jednego Jezuitę -fantastyczny człowiek i kapłan z powołaniem. Kiedyś opowiadał, jak zrobił eksperyment. Podczas jakiejś spowiedzi, każdej kobiecie na pokutę dał „doceń dzisiaj swojego męża X razy”. Podobno w życiu nie miał tylu „reklamacji”.

K: …Teraz ja…

R: Czekaj… Kobiety deklarowały, że wolą na pokutę 10 razy „Zdrowaś..”, a były takie, które prosiły o litanię. Były też takie, które „negocjowały” ilość docenień. Tu Kasia nie chodzi o to, że kobiety nie wiedzą. Tylko nie chcą, coś WAS blokuje. I tu moje pytanie – co?

K: Kobieta potrzebuje stale słyszeć, że jest kochana, że jest najpiękniejsza, potrzebuje czuć się tą jedyną (teraz Ty nie przerywaj). Chce być przytulana nie tylko po seksie i nie wystarcza jej, gdy facet raz na jakiś czas powie, że kocha. A jak jeszcze w jej obecności ogląda się za innymi kobietami, tak tylko, by popatrzeć, bo ładna, to już masakra. I co? Kobieta czuje się coraz mnie atrakcyjna, coraz mniej kochana, a już na pewno nie czuje się tą jedyną.

K: Mam na to taką teorię:

  1. Kobiety i mężczyźni nie znają siebie samych i siebie nawzajem.
  2. Większość z nas ma w tle patologię.

R: Zgadzam się w 100%. Doceń to. 🙂

K: Ta patologia, czyli nieprawidłowość, może być na różną skalę i w różnym stopniu. Od tego, że ojciec umarł, pił i bił albo wyjechał do pracy na Zachód, po chorobę matki, upośledzone dziecko w rodzinie, samobójstwo wuja czy małżeństwo z rozsądku. Tego jest cała masa i nie da rady wyliczyć. I teraz przychodzi na świat taka dziewczynka lub chłopczyk. Ona nie czuje się w tej rodzinie kochana, jedyna, ważna itp. Jego nie doceniają. I potem spotykają się, ta dziewczynka i ten chłopczyk, jako młodzi dorośli. Zakochują się w sobie, bo na poziomie emocjonalnym, podobne przyciąga podobne. I on liczy na to, że ona go w końcu doceni, a ona, że dla niego będzie jedyna , kochana, najpiękniejsza. I tak na początku jest, a potem życie dorzuca inne sprawy. A oni nadal nie są nasyceni. W szkole, na „Przygotowaniu do życia w rodzinie” nie mówi się o tym, na religii również, w domu tego nie było, to skąd mają wiedzieć?

R: Nikt ich tego nie nauczył, to chcesz powiedzieć?

K: A że łatwiej zobaczyć źdźbło w oku brata swego niż belkę w swoim, ona uprzykrza życie jemu, a on jej. A jeszcze jak nie byli zakochani na początku, to już jest absolutna masakra. Bo nie ma nawet namiętności, która jest w stanie im pomóc. Dobry kościół, może wiele dobrego zrobić, może uczyć miłości, ale to nie jest modne i popularne. Psychoterapia też jest źle odbierana w Polsce.

R: Terapia nie załatwi wszystkiego, można nauczyć się tolerancji, ale nie miłości…

K: 99% ( jeden zostawiam z pokory) młodych ludzi, nim wejdzie w dorosłe życie, powinno przejść przynajmniej przez grupę rozwojową, po to, by poznać siebie.

R: Ooo, w końcu widzę światełko w tunelu. Coraz więcej psychologów odsyła swoich pacjentów do wiary.

K: Bo wiara, to zaufanie. A jak jest patologia, to nie ma zaufania, boimy się, że ojciec nam wpieprzy, że matka zjedzie oceną, że chory brat umrze, a rodzice będą smutni itd. Dlatego, nie ma co oskarżać kobiet ani mężczyzn, jak chce się być szczęśliwym i kochanym, to jedyną drogą, jest poznanie siebie, przyjęcie siebie, ukochanie, a wtedy, możemy dać to drogiemu człowiekowi i on nam też wtedy da, to co ma najlepszego. Pytanie, czy to co ma drugi człowiek do dania, jest tym, co my chcemy wziąć?

R: Ja mam apel do kobiet: Jak chcecie być tą jedną jedyną, to zróbcie krok do przodu i zacznijcie doceniać swoich mężczyzn. Zobaczycie co się stanie. 🙂

A panowie, przypomnijcie sobie, jak nosiliście JĄ na rękach i zróbcie to od czasu do czasu.

K: Ja mam apel do facetów: Jak chcecie być doceniani, to przestańcie na nas narzekać, mówcie nam, że nas kochacie i jesteśmy jedyne. I nie oglądajcie się za innymi, przynajmniej w naszym towarzystwie, nawet jeśli te inne są piękniejsze. To my mamy być dla Was najpiękniejsze. I bądźcie stanowczy. Pewni siebie, dotrzymujcie słowa, byśmy czuły się bezpiecznie.

I pozwólcie nam płakać. To, że kobieta płacze przy mężczyźnie, oznacza, że mu ufa, że przy nim może, a nie obarczanie go za łzy.

K: A do kobiet też mam słowo: Doceniajcie mężczyzn, chwalcie, jak coś zrobią, choćby małego. Nie matkujcie im. Patrzcie im w oczy z ufnością, „Wiem, że dasz radę i nas uratujesz, jak będzie trzeba”. Czy tak?

R: Tego nie wiedziałem, myślałem, że jak kobieta płacze przy mnie, to przeze mnie…

K: Wiem, że tak myślałeś. Większość facetów tak myśli.

R: …i z tym oglądaniem się, będę negocjował. 🙂

K: To jest nie do przyjęcia. To nie podlega negocjacjom. 🙂

R: Czyli moja Droga…dużo pracy przed nami, ale wszystko do ogarnięcia.

K: Ja tam nie widzę w tym pracy, raczej przygodę.

R: No tak, Ty zawsze widzisz kolorową łąkę ze śnieżnobiałymi jednorożcami…

K: Tak. Skąd wiedziałeś???

R: …które wąchają kwiatki, jedzą tęczę i biegają za motylkami…

 


Zainteresuje Cię również:

„Mężczyzna chce być wiecznie kochany”. Rozmowa z Mariuszem
Czytaj teraz
„Nie odstrasza mnie cellulit, nie odstraszają rozstępy (…)” Rozmowa z Markiem
Czytaj teraz
„Mężczyzna, który jest niekochany, jest mężczyzną nieszczęśliwym”. Rozmowa z Pawłem
Czytaj teraz
Miłość bez granic…Brudna żona. Rozmowa z Edim
Czytaj teraz
Miłość bez granic… Rozmowa z Bartkiem
Czytaj teraz

 

O Autorze

REDAKTOR STREFY ROZWOJU

Kobieta. Coach i mówca motywacyjny. Felietonistka, autorka książki „ Ta, która idzie”. Rozważa relacje międzyludzkie i ich wpływ na osiąganie celów. Kobieta. Uśmiechnięta i kochająca, której pasją jest wspieranie kobiet, poprzez pracę z nimi na drodze rozwoju osobistego. Nade wszystko kobieta.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany