P.: Ernest Hemingway, jadąc na ryby i coś widząc, nagle siadał i notował. W ten sposób napisał ,,Starego Człowieka i Morze”. Czy też tak jest, że nagle coś zobaczysz i coś się rodzi?

K.: Zgadza się.

P.: Zaczynasz pisać i to się rozwija?

K.: Nie. Ja siadam już z gotowym pomysłem – mam ogólny zarys, czasem wymyślę zakończenie, czasem dopisuję jedną scenę.

P.: Czyli siadasz z już gotowym planem i parą bohaterów, wiesz co się będzie działo i gdzie? Wiesz jak książka ma się zacząć, jak przebiegać i jak zakończyć?

K.: Tak, choć czasami wszystko się zmienia. Moi bohaterowie żyją, jakby swoim życiem. Czasami mam napisane już pół rozdziału, ale nagle patrzę i myślę: Kurczę, to trochę nie tak miało być i mówię sobie: Dobra, zostawię, zobaczymy.

P.: A ile czasu spędzasz nad taką powieścią, nad pisaniem?

K.: Ciężko mi teraz powiedzieć, bo oprócz tego, że piszę, pracuję na etat w sklepie. Kiedyś mogłam poświęcać temu dużo więcej czasu, bo miałam taką pracę, że mogłam w niej pozwolić sobie na pisanie. Później to się skończyło. W sklepie wymogi są takie, że nie mogę siedzieć z laptopem, więc na pisanie poświęcam dni wolne, właściwie każdy wolny czas. Ciężko mi teraz określić, bo to różnie wygląda. W obecnej chwili pracuję nad kilkoma powieściami naraz. Nie skupiam się na jednej, chociaż podobno to błąd. Kiedy mam jakiś przestój, bo nie wiem co dalej, to biorę się za drugą, bo mam pomysł, co będzie w tej.

fot. Monika Smykowska – Golec

J.: Czyli zdarzają się też takie momenty, że nie masz weny, siadasz i nie jesteś w stanie nic napisać.

K.: Tak.

J.: I co jest najtrudniejsze? Zacząć to pierwsze zdanie?

K.: Czasami tak. Bywają też takie dni, że jeżeli zacznę pisać i mi to idzie, to potrafię napisać 60 stron. A czasami ślęczę nad dwoma zdaniami i mówię sama do siebie: Kurczę, co dalej, co dalej?

P.: Na pewno osiągnęłaś sukces. Nie obawiasz się, że zostaniesz zaszufladkowana jako autorka erotyków?

K.: Nie, nie boję się tego. Te dwie wydane dotąd serie są faktycznie mocno erotyczne. To, co ukaże się w następnym roku, to też romanse, ale tam seks jest opisany inaczej, ponieważ ja również dojrzałam. Wcześniej to faktycznie był hardcore – opisywałam dokładnie wszystkie szczegóły. Wiem również, że nie do każdego to trafia. Nie jest też tak, że teraz się tego wstydzę. Teraz patrzę na to, żeby docierać do większej grupy odbiorców, na co uwagę zwrócił też mój wydawca. Oczywiście on nie może mi niczego narzucić, ale ja sama też tego chcę. To taka moja odmiana – będzie delikatniej, więcej rzeczy pozostawiam w domyśle. Nie wszystko musi być opisane tak szczegółowo. Jeśli czytelnik będzie chciał sobie poczytać mocniejszą literaturę, to poczyta Morfeusza, a jeśli będzie chciał coś delikatniejszego, to będzie mógł przeczytać te powieści, które będą dopiero wydane.

5 komentarzy

  1. Daria

    Cudowne!!! Piękna pisarka, super wywiad, zdjęcia mega. Znam książki i polecam Ci Kosinus!!!

    Odpowiedz
  2. Adela

    Żenuje mnie poziom twórczości pani Katarzyny. To proza niskich lotów dla kur domowych. Kobieta nudziła się w pracy i „zaczęła czytać” (wiem, wiem, lepiej późno niż wcale, jak w szkole się nie czytało, to chociaż w pracy). Przeczytała Greja, przeczytała Crossa i nagle uznała, że wie o pisaniu tyle, żeby napisać swoją książkę. W szkole nie lubiła polskiego i przyznaje, że się do niego nie przykładała. Książek nie czytała. To ja się pytam, na jakiej podstawie ta kobieta mogła napisać coś dobrego? Pierwsza zasada szkół pisarskich mówi o tym, że aby pisać, trzeba najpierw czytać. Aby napisać jedno słowo, trzeba przeczytać tysiąc. Nic dziwnego, że to zostało wydane ze współfinansowaniem, bo nikt by nie przyjął „dzieła” napisanego na poziomie blogów prowadzonych przez 13-latki (chociaż Grej nie jest napisany lepiej – co świadczy jedynie o osobach, które się nim zachwycają). To przykre, że erotykę piszą głównie osoby, które nie mają nawet podstawowej wiedzy na temat pisania. O autorce świadczą jej własne słowa w tym wywiadzie – potwierdza, że nie ma umiejętności. Redaktor subtelnie próbuje jej zasugerować, że jej bohaterki są nijakie, bezbarwne, jednakowe – wszystkie uległe i nudne do oporu, ale ona zdaje się nawet nie zauważyć, że to coś złego. Bohater powinien być aktywny. Bierne postacie są najgorszymi z możliwych. Kobiety, które tworzy pani Katarzyna są niezrównoważone emocjonalnie i mają inteligencję na poziomie gimnazjalisty. Nie takich kobiet nam trzeba w literaturze. Inna sprawa to fakt, że w każdej kolejnej książce możemy spodziewać się tego samego – miłości głównych bohaterów opartej na pierwszym zauroczeniu (po co komu coś głębszego?) silnego faceta do słabej, biernej kobiety. Każdego z bohaterów da się opisać jednym słowem, bo nie mają charakterów. Każdy jest taki sam – on ma siłę i „trudne doświadczenia”, a ona jest piękna i chce mu pomóc. Wątki poboczne nie istnieją. Bohaterowie poboczni nie istnieją – są tylko marionetkami w służbie głównej linii fabularnej. To jest kwintesencja złej książki.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany