SPODZIEWAM SIĘ CUDÓW

Bogusław Szedny mówi o sobie, że jest Architektem Szczęśliwego Życia. Spotkaliśmy się na porannej kawie na warszawskim Powiślu. Tuż obok parku, w którym mały Boguś biegał z bratem i kolegami. Dziś ten dojrzały mężczyzna, który w pewnym momencie stracił wszystko i został bezdomny, spotyka się z ludźmi aby motywować ich, inspirować  do poszukiwania własnej recepty na szczęście.

 

CO TO JEST SZCZĘŚCIE…

Kasia: Bogusław powiedz proszę, co to znaczy dla Ciebie szczęśliwe życie?

Bogusław: Nie jest do końca to określone. Często pytam na seminariach ludzi, co to dla nich znaczy. Odpowiedzi są różne. Począwszy od upatrywania go w dobrach materialnych, relacjach, związkach, seksualności, bliskości  po  realizowanie swoich dzikich pasji. Małego tego. Dla każdego z nas, definicja szczęścia zmienia się co jakiś czas. Pomyślmy jak dziesięć lat temu postrzegaliśmy świat, siebie samych, jak brzmiała wtedy nasza definicja szczęścia. Idąc tym tropem, możemy założyć, że za kolejne dziesięć , a może i za miesiąc szczęście, będzie dla nas czymś zupełnie innym.

K:  Jedna definicja szczęścia nie istnieje. Na szczęście! To prowokuje do rozwoju.

B: Inspiruje do poszerzania swojej świadomości, poznawania siebie i świata. Przypomina mi się wspaniała wypowiedź Matthew McConaughey – jednego ze znanych amerykańskich aktorów, który gdy dostał Oskara, na pytanie kim się inspirował, kto był jego idolem, powiedział: To jestem ja sam, za 10 lat!  Nigdy tą osoba nie będę, ale cały czas idę do przodu. Ten Ja, za 10 lat, to jest mój idol. Ja tam ciągle zdążam i to jest w pewnym sensie mój ideał. Kiedy miałem 20 lat, był nim 30 letni Matthew, mam 30 lat, jest nim 40 letni Matthew. Cały czas dążę, by być lepszym człowiekiem, lepszym mężem, aktorem.

 

W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA

Wziął walizkę i wyjechał, aby całkowicie zmienić swoje życie. Co zapoczątkowało zmianę?

K:  Czy Twoje biznesy i lata pracy w radiu i telewizji nie dawały satysfakcji?

B:  Praca w mediach otwiera wiele drzwi. Można wejść do miejsc, które dla przeciętnego człowieka są niedostępne. Możliwość rozmów, nagrywania wywiadów począwszy od gwiazd, przez polityków, osoby które są mało dostępne i nie widzimy ich na ulicach. Z jednej strony ludzi ze szczytów, ale też ludzi umiejscowionych w mrocznym klimacie naszego życia. Wieczorem szedłem na bankiet, gdzie gwiazdy i politycy puszyli się w blasku fleszy, a ranek zaczynałem na przykład od wywiadu z Markiem Kotańskim w przytułku dla bezdomnych. Widziałem jak straszne potrafi być życie. To pokazywało mi różnorodność tego świata, ale też ogromną niesprawiedliwość życia. Kiedy jeden ma bardzo dużo, a drugi nie ma nic. Skrajności życia, spojrzenie na życie z różnych perspektyw.

K:  Jak doszło do decyzji o zmianie życia?

B: To nie stało się tak od razu. Najpierw w Stanach ze wspólnikami prowadziliśmy biznesy. Na początku wszystko szło znakomicie. Nasze firmy się rozwijały. Jednak w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że niby robię cały czas to samo, ale życie zaczęło mi się walić. Poczułem, że zderzam się ze ścianą. Nagle pojawiły się problemy. Coraz bardziej nieprzyjemne, dziwne, niezrozumiałe. To popchnęło mnie w stronę rozwoju. Zacząłem czytać bardziej wartościowe książki, oglądać inspirujące filmy. Z czasem zapisałem się na seminaria rozwojowe, by zacząć pracę nad sobą.

K: Życie zaczęło stawiać Ci opór.

B: Tak, tak. Wszystko zaczęło się sypać. To odbywało się w moim ogromnym zagubieniu i niezrozumieniu. – Dlaczego to co działało przez lata, zaczęło się walić ? – pytałem.  To był początek tego, by coś zmienić.

K: Co zmieniłeś?

B: Zaprowadziłem dużo zmian wewnętrznych. Postrzegania siebie, zmianę perspektywy, spojrzenia przede wszystkim na przekonania. Zmierzenie się z obawami i lękami jakie mi towarzyszyły. Dostrzegłem wiele iluzji w swoich zachowaniach. Np.: Od dziecka towarzyszyły mi obawy, gdy ktoś podnosił głos. To we mnie budziło lęk i nie umiałem się bronić.  Nagle stawałem się małym Bogusiem, który się boi. Poddawałem się tym obawom. Na seminariach dostrzegłem, że ma to związek z moim tatą, z poczuciem własnej wartości. I nagle eureka! Obawy i lęki , które zdarzyły się w dzieciństwie (tata krzyczał – ja się bałem) odpalały mi się w dorosłym życiu. Były tak silne, że mnie paraliżowały. Nagle zrozumiałem, że można inaczej. Dostrzegłem, że nie jest to wina ludzi, którzy podnoszą głos. To po prostu życie pokazywało mi, nad czym mam popracować, zrozumieć, odpuścić, by pójść dalej i dalej i dalej. Zobaczyłem, że facet, który właśnie krzyczy, to nie mój ojciec, a ja nie jestem małym chłopcem z przeszłości. To oczywiście tylko przykład, takich rzeczy działo  się wiele, na różnych poziomach. W relacjach damsko – męskich, przyjacielskich również. Później do rozwoju osobistego doszedł rozwój duchowy.

fot.Archiwum prywatne

K:  Czy dobrze pamiętam, że pewnego dnia, tam w Chicago, wyszedłeś z domu, nic nikomu nie mówiąc i po prostu zniknąłeś?

B: Tak było. Byłem już po warsztatach rozwojowych. Biznesy padały. Ja założyłem jeszcze organizację charytatywną wspierającą utalentowane dzieci, ale to też po pewnym czasie zaczęło iść pod górkę. Znowu waliłem głową w mur. I już nie miałem siły. Wtedy znalazłem na Hawajach seminaria duchowe prowadzone przez jednych z najbardziej znanych autorów książek rozwojowych: Wayne Dyer i Eckhart Tolle. Bez zastanowienia kupiłem bilet na to wydarzenie, które miało odbyć się na wyspie Maui na Hawajach. Nie wiedziałem nic, poza tym, że mam tam być. Po tym seminarium miałem wiele metafizycznych doświadczeń. Poczułem, że nikomu nie mówiąc mam przeprowadzić się na Hawaje. Wiedziała o tym jedynie moja przyszła dziewczyna, która już tam mieszkała i mój aktualny współlokator. Wspólnikom nic nie powiedziałem. Zostawiłem życie w Chicago i wyjechałem.

K: Co zabrałeś ze sobą na Hawaje?

B: Hmm… Otwartość, chęć zmiany, być może pewne oczekiwania, że coś tam się wydarzy. Miałem  podczas medytacji takie doświadczenie, że przyszedł do mnie Anioł. Około dwóch i pół metra wysoki. Był zmartwiony i szary. Zobaczyłem w nim siebie. Wtedy, w Chicago byłem taki właśnie zdezelowany. Następnie w swojej medytacyjni zobaczyłem jak latam nad hawajską wyspą Kauai z setkami białych szczęśliwych aniołów. To był znak, że mam się wyprowadzić, że tu już nic nie jest dla mnie. A tam jest moja przyszłość. Coś w środku mi mówiło: „Uciekaj z Chicago!”

To było dla mnie bardzo dziwne, nie miałem wcześniej takich doświadczeń. Do tego momentu myślałem, że Anioły są tylko w bajkach. Hawaje… to była dalsza droga.

K: Co zostawiłeś w Chicago?

B: Wszystko inne. Biznesy, znajomych i… szarego anioła. On tam został albo zniknął. Nie wiem co się z nim stało. Chicago było dla mnie cudownym miejscem przez prawie 5 lat i za to byłem ogromnie wdzięczny. Ale ten etap zamknął się na dobre. Czułem, że mam wszystko odpuścić, nawet udziały w biznesach. Miałem wszystko zacząć od zera.

 

PIERWSZY CUD BEZDOMNOŚCI / „ Bóg Cię kocha”

Przez rok żył w nowiutkim domu blisko plaży, nie pracował. Pieniądze jakie miał ze sprzedaży mieszkania w Polsce zainwestował w swój rozwój. Wspierał finansowo innych. Mimo to, lęk był jego wiernym towarzyszem.

K: Nie miałeś obaw, że pieniądze się skończą?

B:  Każdemu wydanemu dolarowi towarzyszył strach. Kiedy byłem dzieckiem ciągle brakowało pieniędzy, mama stale pożyczała. To był mentalny program pod hasłem „zabraknie”. Mimo to, wydawałem pieniądze. Z wielkim bólem, ale wydawałem. Moje obawy wkurzały mnie do tego stopnia, że wiele razy powtarzałem: –Chyba muszę wszystko stracić, by przestać się bać wydawać, przestać obawiać się co będzie. Moja dziewczyna mówiła: Weź przestań, bo powtarzasz to jak mantrę, jakąś afirmację. Wtedy odpowiadałem:  –Nie interesuje mnie to. Jeśli to jest potrzebne, by przestać się bać, to niech to się stanie.  No i stało się!

K: Straciłeś wszystkie pieniądze?

B: Taaak. No i sobie wykrakałem. Nie sądziłem, że się stanie, ale stało się. Zostałem bez grosza.

K: Opowiedz.

B: Pieniądze coraz bardziej  topiły się, aż się stopiły. Najpierw mieszkaliśmy w namiocie we dwójkę. Za chwilę nasza relacja rozpadła się, kasa się skończyła i zostałem sam ze sobą. 100 dolarów, namiot i kabriolet. Jednak tego dnia wydarzył się cud. Poszedłem do sklepu. Byłem zdewastowany, w totalnym strachu, samotny na końcu świata. Dawali tam wodę za „co łaska”. Napełniłem sobie baniak wodą. Wtedy podeszła do mnie kobieta w średnim wieku, spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała: Bóg Cię kocha. Tyle. To krótkie zdanie wszystko zmieniło. Było to doświadczenie przebudzenia albo nowonarodzenia. Uczucie połączenia ze wszystkim. Lęki, strachy odeszły. Na poziomie energetycznym poczułem, że nie jestem sam, że jest Wyższa Siła, która mnie wspiera i nie mam się czego bać. Ruszyłem na pole namiotowe, bo tam od teraz miałem mieszkać. I wtedy, po raz pierwszy w życiu, poczułem totalne szczęście. Poczucie wewnętrznego szczęścia, w momencie, kiedy nie mam nic. Nie wiem co będę jadł, jak przeżyję. Jakby ktoś wyjął wewnętrzny program. Wszystkie  moje obawy, lęki zniknęły. Totalne zaufanie. Po wielu latach ateizmu, odrzuceniu religii, nagle połączenie z Czymś Wyższym. Wtedy, kiedy właściwie byłem na dnie, okazało się, że nie ma się o co martwić, a wręcz odwrotnie. Pojawiła się wewnętrzna radość, lekkość, uśmiech. Dwa momenty pamiętam. Pierwszy, jak ta kobieta podchodzi. Potem jakby „film mi się urwał”, bo nie wiem jak dotarłem na  pole namiotowe. I drugi jak już idę, połączony z jakąś Wyższą Siłą, której nie byłem w stanie zrozumieć ani zdefiniować. To był moment, kiedy zaczęło się nowe życie. I nawet nie przeszkadzało mi, że przez 12 kolejnych miesięcy byłem bezdomny. To był niełatwy, ale jednocześnie piękny czas głębszej pracy nad sobą, czas medytacji i łączenia się z Ową siłą. Jednocześnie poznawania swojej prawdziwej natury na dużo głębszym poziomie.

K:  Pracowałeś?

B: Pracowałem nad sobą.

 

1 2 3

O Autorze

ROZWÓJ OSOBISTY

Kobieta. Coach i mówca motywacyjny. Felietonistka, autorka książki „ Ta, która idzie”. Rozważa relacje międzyludzkie i ich wpływ na osiąganie celów. Kobieta. Uśmiechnięta i kochająca, której pasją jest wspieranie kobiet, poprzez pracę z nimi na drodze rozwoju osobistego. Nade wszystko kobieta.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany