Zanim cukier trafił do napojów czy potraw, tak jak ma to miejsce dziś, był bardzo wyrafinowanym przysmakiem, na stół trafiał nie w znanej nam dzisiaj formie, lecz w kształcie bryły, tzw. głowy cukrowej, której kawałeczki odłupywano srebrnymi dłutkami i kosztowano jako egzotyczny przysmak. Nie każdy z domowników mógł dostąpić tego zaszczytu.

Czy zastanawiałaś się, w jaki sposób cukier trafił na nasze stoły?

W 1575 roku Francuz Oliwier de Serres odkrył, że buraki posiadają pewną ilość cukru. Niestety, nie wzbudziło to większego zainteresowania. Trzeba było około 200 lat, aby udało się wyodrębnić cukier znajdujący się w korzeniach roślin okopowych. Udało się to pruskiemu chemikowi z Akademii Berlińskiej, niejakiemu Andreasowi Marrgraffowi. Było to w roku 1747. Dopiero jednak po 40 latach uczeń Marggrafa, Franz Achard, opracował schemat produkcji cukru na skalę- przemysłową i tutaj historia cukru przyspiesza, ponieważ praca Acharda wzbudziła zainteresowanie króla Fryderyka Wilhelma III, który – zapewniając uczonemu grant finansowy – pomógł w zorganizowaniu pierwszej cukrowni na świecie, powstałej w majątku Konary na Śląsku.

Najszybszy rozkwit słodkiego przemysłu przypada na lata panowania Napoleona Bonapartego. W 1806 roku zdecydował on o blokadzie kontynentalnej, mającej na celu wykluczenie Brytyjczyków z europejskiego rynku. Było to posunięcie, które miało uniezależnić Francję od kolonii brytyjskiej. Sięgając więc po łyżeczkę cukru, nie zdajemy sobie nawet sprawy, że ten biały słodki proszek był bohaterem posunięć polityczno- gospodarczych.

Historia cukru trzcinowego

Sięga ona dużo, dużo wcześniej. Już około 8000 lat p.n.e. mieszkańcy Nowej Gwinei zaczęli uprawiać trzcinę cukrową, przekonując się, jak słodki jest jej sok. Trzcina cukrowa dotarła do Polinezji, Filipin, w końcu do Chin, Indochin i Indii. 3000 lat p.n.e. w Indiach właśnie rozpoczęto produkcję cukru. Jego nazwa w sanskrycie to siakkar lub sarkar, czyli piasek, żwir. W Europie największym ośrodkiem handlu cukrem trzcinowym stała się Wenecja. W 1319 r. zaczęto dostarczać go do Anglii, Dani, Szwecji. W 1493 r. Krzysztof Kolumb zabrał w drugą podróż do Ameryki sadzonki trzciny cukrowej. Pierwsza plantacja powstała na Santa Domingo, a stamtąd rozprzestrzeniła się na cały Nowy Świat.

Cukier – chemiczna nazwa to węglowodany lub sacharydy, są to związki organiczne powstające w procesie fotosyntezy zielonych części roślin. To tak w skrócie, ponieważ temat cukrów jest dość obszerny. Zajmiemy się cukrami, które najczęściej występują w naszych kuchennych szafkach. 🙂 Będą to:

  • fruktoza (cukier owocowy) zaliczana do monosacharydów, występująca w miodzie, owocach, nasionach,
  • sacharoza, należąca do disacharydów(dwucukrów), czyli cukier trzcinowy i buraczany,
  • skrobia, polisacharyd (wielocukier), popularna skrobia ziemniaczana.

Wiemy już, że cukier nie ma żadnych wartości odżywczych, są to tzw. puste kalorie, chyba że jest to cukier trzcinowy nierafinowany, bogaty w mikro i makroelementy.

My zajmiemy się jego właściwościami typowo mechanicznymi :), ponieważ występuje pod postacią różnej grubości kryształków i jest idealnym środkiem ścierającym zrogowaciały naskórek, wygładzającym popękaną skórę na piętach, łokciach i kolanach.calories-957767_1920

Samej sobie kosmetyczką

Najprostszy peeling, jaki możesz zrobić: ok. ½ szklanki drobnego cukru wymieszaj z oliwą z oliwek, aby otrzymać konsystencję pasty. Możesz dodać kilka kropli ulubionego olejku eterycznego, kilka kropli soku z cytryny lub grejpfruta, mandarynki…

Nie trzymaj się sztywno przepisów, tylko eksperymentuj i baw się tym. Efekt zawsze będzie pozytywny i zaskakujący. 🙂

Cukier możesz wymieszać również z olejem kokosowym, wtedy otrzymasz bardziej stałą postać pasty, która będzie się rozpuszczać pod wpływem ciepła Twoich rąk.

Jeśli chcesz otrzymać bardziej wyrafinowany peeling, to możesz wymieszać cukier z rozpuszczoną w ciepłej kąpieli gorzką czekoladą (mniam :)) lub kakao. Możesz do jednego i do drugiego dodać po łyżeczce oliwy z oliwek, aby łatwiej rozprowadzać peeling po ciele. W tej wersji proponuję, żeby dodatkowo zjeść sobie kostkę czekolady, ponieważ ślinianki ostro pracują i przynajmniej ja i moje przyjaciółki, które testowały go na sobie, nie mogłyśmy się powstrzymać przed wyjadaniem go z miseczki.

Więcej o możliwościach cukru, w kolejnym artykule!

Fot. na górze strony:  Marzena Skowron 

O Autorze

Kobieta kochająca życie, naturę i ludzi. Ciągle poszukująca, zwłaszcza tego, co jeszcze można wyciągnąć z kuchennej szafki i położyć na twarz w celu upiększenia. Promotorka zdrowia. Twórczyni warsztatów „Uroda z kuchennej szafki – wykorzystanie naturalnych składników w pielęgnacji skóry” oraz „Piękna mama, zdrowe dziecko – czyli jak skutecznie i bezpiecznie upiększać się w ciąży”. Jest również autorką poradnika o tym samym tytule.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany