Październik jest miesiącem walki z rakiem piersi. Zapraszamy na bardzo osobistą rozmowę – z Magdą, córką Asi. W oczach Magdy dostrzegam Asię.

– Madziu, co rodziło się w Twojej głowie, kiedy szłaś na naszą rozmowę? Czy jest coś, co chcesz na początku powiedzieć?

– Chyba to, że gdybym miała taką możliwość, to starałabym się wykorzystać każdy dzień z mamą na 100%, żeby nazbierać tego na zapas. Podczas choroby mamy trochę mi tego zabrakło, bo wtedy najważniejsza była walka o nią.

– Skupienie uwagi poszło na walkę z chorobą?

– Tak. Choć po ostatniej chemioterapii byłam z mamą przez cały czas. Jestem wdzięczna losowi za to, że to były wakacje, że nigdzie nie wyjeżdżałam, że spędzałyśmy ze sobą całe dnie.

– Mama zmarła w wakacje?

– Tak. Właśnie minęło pięć lat.

– Skończył się czas z mamą. Czy coś się wtedy zaczęło?

– Musiałam nagle dorosnąć. Stać się nie tyle głową rodziny, bo nie chcę tej roli odbierać mojemu tacie, ale stałam się panią domu. Pranie, sprzątanie, gotowanie. Większość nastolatek tego nie robi.

– A co się skończyło w tamte wakacje?

– Skończyło się coś we mnie. Czułam, że jestem prawie bez emocji. Coś we mnie zgasło, jakiś płomyk miłości zgasł. Miałam niespełna 17 lat. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Mama była moją przyjaciółką. Zawsze służyła dobrą, mądrą radą. W pewnym momencie tego zabrakło.

– Pamiętasz moment, gdy dowiedziałaś się o tym, że mama nie żyje?

– Tak. Wtedy nie poczułam w zasadzie nic. Jedynie jakiś ból i zimno. Przy mamie czułam ciepło. Czasami, jak myślę o mamie, czuję ciepło jej rąk.

– …

– Nie uważam, że moja historia jest wyjątkowa. Myślę jednak, że może warta uwagi. Może po to, by córki i matki rozmawiały o śmierci, bo przecież temat śmierci jest nieunikniony.

Madziu, niedługo kończysz 22 lata. Kiedy mama zachorowała, miałaś osiem lat.

– Tak. To była sobota. Sprzątaliśmy. Mama była nerwowa. Poprosiła, byśmy z bratem usiedli. Powiedziała, że choruje i że 20 grudnia będzie miała operację. A ja, jako to dziecko – wiadomo – dopiero teraz, z czasem, uświadamiam sobie, jakimi kategoriami myśli dziecko…

– No właśnie. Jakimi kategoriami myśli dziewięcio-, ośmioletnia dziewczynka?

– 20 grudnia to też dzień moich urodzin. Pomyślałam: Jak to? Nie będzie Ciebie w dniu moich urodzin?

– Zaskoczenie?

– To był żal o to, że nie będzie mamy w moje urodziny, a nie o to, jak ona się z tym czuje. Ośmioletnia dziewczynka myśli o sobie.

– Czego wtedy ośmioletnia Madzia potrzebowała? Czy było coś, czego wtedy potrzebowałaś, a świat zewnętrzny na to nie odpowiedział?

– Przede wszystkim szczerego wytłumaczenia, na co mama choruje. Mniej więcej, jak wygląda leczenie, jak będzie wyglądało nasze życie. Taki zarys…

– A wtedy tego zabrakło?

– Tak. Tata powiedział po czasie, że chcieli nas ochronić. Nie odbierać nam dzieciństwa. Było im i tak bardzo ciężko. Mi zabrakło tego, by od mamy usłyszeć: „Jestem chora na raka”. Usłyszeć, że to wymaga trudnego, długiego leczenia, że to nie to samo co katar.

– Gdybyś dziś stanęła na miejscy swojej mamy…?

– Powiedziałabym dziecku: „Jestem chora na raka. To poważna choroba. Czeka mnie długie leczenie i nie wiadomo, czy się uda”.

– Dlaczego to takie ważne, by powiedzieć dziecku?

– By nie przeżyło takiego szoku jak ja. Dowiedziałam się od osób trzecich. Usłyszałam: „Twoja mama ma raka”. A ja na to: „Jak to? Moja mama? Raka?”. Cały czas płakałam i w głowie dźwięczało mi to wypowiedziane zdanie. Ten rak odbijał się jak echo: „raka, raka, raka”. Gdybym dowiedziała się od rodziców, chyba mniej by mnie przeraziło.

– Jak się żyje z rakiem?

– Po pewnym czasie nasze życie ustabilizowało się. Pierwsze leczenie przyniosło rezultaty i dzięki temu mama żyła jeszcze siedem dodatkowych lat. Dla mnie to jest bardzo dużo, bo myśląc o tym, jak to by było, gdyby zmarła, kiedy ja miałam dziewięć lat… no nie wyobrażam sobie tego. Wiele jeszcze dane było nam razem przeżyć. Wyjazdy, wczasy, moje dojrzewanie. Nie wyobrażam sobie tego bez obecności mamy…

– Drugie tyle życia razem. Są dziewczynki, które wchodzą w okres dojrzewania bez mamy.

– Tak, wiem. Jest mi ich bardzo szkoda. I strasznie mi przykro, że przeżywają to bez najważniejszej osoby, jaką jest mama.

– Jesteś córką mamy, która zmarła na raka piersi. Co w całej Twojej historii jest najboleśniejsze?

– Mnie najbardziej bolało to, jak widziałam ból i cierpienie mamy. Jak wiadomo, za drugim razem leczenie nie powiodło się. Strasznie mnie to bolało, gdy mama cierpi, zaczyna mieć problemy z oddychaniem… To mnie bardzo bolało i mimo że byłam na górze u siebie, w pokoju, to nie spałam, tylko słuchałam, czy jeszcze słychać ten jej ciężki oddech. Trudne też było, kiedy przy kolejnym nawrocie mama poprosiła mnie, bym jej zgoliła włosy. Mama była zawsze bardzo elegancką kobietą…

– Magda, a kiedy tęsknisz, to bardziej przywołujesz mamę, czy uciekasz od tych myśli?

– Przywołuję. Bardzo lubię wspominać mamę. Lubię, jak ludzie o niej dobrze mówią, dostrzegają we mnie podobieństwo do niej.

– Czy jest coś, czego jeszcze się boisz?

– Najbardziej boję się, że mnie spotka to samo. I tego, niestety, nie potrafię się wyzbyć… Tej myśli, że mnie czeka to samo. Ten sam ból, cierpienie…

– Że zachorujesz na raka piersi?

– Tak.

– Że opuścisz wcześnie swoje dzieci?

– Tak.

– Czy badasz się?

– To jest tak, że tych badań też się boję.

– Czy czujesz, że żałoba już się wypełniła? Co z Twoim szczęściem?

– Cały czas czuję tę stratę… I myślę, że zawsze będę ją czuła.

 – Dziękuję Ci Magda za rozmowę.

Rozmawiała: K.Borowska

O Autorze

REDAKTOR STREFY ROZWOJU

Kobieta. Coach i mówca motywacyjny. Felietonistka, autorka książki „ Ta, która idzie”. Rozważa relacje międzyludzkie i ich wpływ na osiąganie celów. Kobieta. Uśmiechnięta i kochająca, której pasją jest wspieranie kobiet, poprzez pracę z nimi na drodze rozwoju osobistego. Nade wszystko kobieta.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany