Miesiąc później…

 

SALON

Półmrok. Przestronny salon w mieszkaniu Sary i Maxa. W salonie duży telewizor, duże akwarium, jasna kanapa z wielkimi poduchami. Obok lampa, która jako jedyna daje słabe oświetlenie na kanapę. Obok niej ława. Na ławie telefon stacjonarny. Pod ławą jedna i pół butelki whisky. Piwo w szklanych butelkach. Duży zegar miarowo tyka w prawym rogu pomieszczenia. Na kanapie leży Max w dresie. W ciszy patrzy w sufit. Nagle dzwoni telefon stacjonarny. Max zrywa się. Dopada telefonu. 

 

MAX: Halo?

[W słuchawce oddech.]

 

MAX: Halo?

[W słuchawce pochlipywanie.]

MAX: Sara? To Ty?

GŁOS W SŁUCHAWCE: [zapłakany, kobiecy] Nie…

MAX: Nie?

GŁOS W SŁUCHAWCE: Nie.

MAX: Ach… Przepraszam, myślałem, że to moja żona. W jakiej sprawie Pani dzwoni?

GŁOS W SŁUCHAWCE: Sprawdzam, czy Pan żyje.

MAX: Naprawdę mówi Pani jak moja żona.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Ale to nie ja.

[Połączenie przerwane. Max odkłada słuchawkę. Siada na kanapie. Nalewa sobie whisky. Znów dzwonek telefonu. Tym razem Max spokojnie podnosi słuchawkę.]

MAX: Tak, słucham? [cisza po drugiej stronie] Czy to znowu Pani?

GŁOS W SŁUCHAWCE: [cicho] Tak, to ja.

MAX: Może Pani coś dla mnie zrobić?

GŁOS W SŁUCHAWCE: Nie wiem.

MAX: Proszę powiedzieć mojej żonie, Sarze, że bardzo ją kocham.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Niech Pan wymyśli coś innego.

MAX: Co?

GŁOS W SŁUCHAWCE: Mogę jej przekazać, że jest wolna, że już jej Pan nie chce.

MAX: Nie. Nie potrafię kłamać. Nawet cudzymi ustami.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Pan nie potrafi kłamać?

MAX: Nie potrafię.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Proszę Pana… Każdy mężczyzna potrafi. Macie to we krwi!

MAX: Dobrze. Nie chcę. Nie chcę kłamać.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Tak lepiej.

MAX:Pani jest tak uparta, jak moja żona.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Ale to nie ja.

MAX: Tak, wiem.

GŁOS W SŁUCHAWCE: To co jej przekazać?

MAX: Nic… Poczekam, aż do mnie przyjdzie. Sam chcę jej wszystko powiedzieć.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Ona nie przyjdzie.

MAX: Przyjdzie. Pani jej nie zna.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Może to Pan jej nie zna.

MAX: Mimo wszystko poczekam na nią. Do widzenia.

GŁOS W SŁUCHAWCE: Cóż… Do widzenia.

 

Później…

 

Półmrok. Max wierci się na kanapie przykryty cienkim kocem. Śpi niespokojnym snem. Słychać głosy Maxa i Sary ze snu Maxa.

MAX: Jak wyglądam?

SARA: [znudzona] Nie wiem… Niech zgadnę, co mam powiedzieć… Pewnie, jak jakiś amant starego kina?

MAX: [rozbawiony] Spójrz na ten wąsik.

SARA: Wciąż nic.

MAX: Leoncio z Niewolnicy Isaury.

SARA: Nie rozśmieszaj mnie. Leoncio był zawsze elegancki!

[Dzwonek do drzwi. Max budzi się wystraszony, zrzucając z siebie koc. Ociera krople potu z czoła. Znów dzwonek. Max otwiera drzwi. Oparta o futrynę stoi Sara.]

[Sara wchodzi nonszalanckim krokiem. Podchodzi do okien i odsłania zamaszyście zasłony. Pomieszczenie opromienia poranne słońce. Sara stoi przy oknach, Max przy stole. Dzieli ich kanapa.]

MAX: Saro… [Sara trzyma ręce pod boki.] Czy Tobie podoba się Leoncio?

SARA: [poirytowana] Co?

MAX: Leôncio Almeida.

SARA: Podoba mi się. I co, nie wstydzę się tego!

MAX: Ja nigdy nie byłem elegancki.

SARA: Co to ma do rzeczy!

MAX: Nic, chciałem… Coś mi się przypomniało…

SARA: Zawsze mi się podobałeś. Nawet w kalesonach. Po prostu wąsik Leoncia Ci nie pasował.

[Sara przeszukuje nerwowo torebkę. Max podchodzi dwa kroki bliżej kanapy.]

MAX: Znów palisz?

SARA: Tak. [Wyjmuje pomiętą paczkę. Podpala papierosa.] Chcesz? [Wyciąga paczkę w stronę Maxa.]

MAX: Tak. [Max przechodzi przez kanapę. Staje blisko Sary. Wkłada papierosa do ust. Zbliża się do niej, by podpaliła. Dzieli ich 6 centymetrów.]

SARA: [podpalając papierosa Maxa] Jednak palisz.

MAX: Tylko z Tobą i dla Ciebie.

SARA: Śmierdzi tu. Nie wietrzysz?

MAX: Nie…

SARA: A śmieci? Pewnie wysypują się z kosza.

MAX: Tak.

Po dłuższej chwili ciszy… Sara odsuwa się od Maxa, odwraca się od niego, po czym znów patrzą na siebie, ale w odległości czterech kroków.

SARA: Chciałabym jeszcze Cię o coś obwinić, coś Ci wytknąć. [Mówi coraz głośniej, zaczyna gestykulować.] Chciałabym Cię uderzyć, wiesz? Budzisz we mnie agresję. Twoja potulność budzi moją agresję! Kocham Cię i nienawidzę! [Sara zaczyna płakać, Max próbuje ją objąć.] Zostaw mnie!!! Chciałabym powyrywać sobie włosy z głowy. [Szarpie się za włosy u nasady.] Zapić się, zabić, zniszczyć. Ty myślisz, że to tylko słowa…

MAX: [stłumionym głosem] A nie są to tylko słowa, Saro?

SARA: [Wyrzuca papierosa przez okno. Max swojego gasi w ziemi kwiatka.] Gdybym mogła używać TYLKO słów, powiedziałabym Ci, że to wszystko już minęło, że nie boli, że nie pamiętam, ale nie! Nie minęło, Max. I, kurwa, boli! Może jestem histeryczką, dobrze, jestem. Ale Ty jesteś tchórzem. [Max siada na oparciu kanapy.] Nic nie powiesz… Klasyk.

MAX: [mocno] Powiem. [Wstaje, zbliża się do Sary i mimo jej oporów, chwyta za ręce, przyciąga tak, że Sara jest unieruchomiona. Musi na niego patrzeć.] Kocham Cię. Jesteś miłością mojego życia. Wszystko, co robię, robię dla Ciebie, żyję na emocjonalnej sinusoidzie dla Ciebie, bo życie z Tobą tak wygląda. Tak wybrałem. Przepraszam Cię. Słyszysz?! Przepraszam Cię! Powinienem zareagować. Czułem się słaby, śmieszny… Wiesz, co to oznacza dla faceta?

SARA: [wyrywając się Maxowi] A co oznacza, jak mu szef obmacuje żonę?!

MAX: [łapiąc znów Sarę w objęcia] Wybacz mi! Tak, bałem się, że stracę pracę. Zależało mi. Cieszyłaś się luksusowymi hotelami, zaczęliśmy żyć na poziomie…

SARA: Ty myślisz, że ja dla pięciogwiazdkowego hotelu dam się macać po tyłku?!

MAX: Byłem u niego.

SARA: Co?

MAX: Wczoraj u niego byłem. Wyśmiał mnie.

SARA: I… tyle.

MAX: Już nie mam nic. Nie mam kobiety, którą kocham, nie mam pracy, nie mam z czego spłacić Twojego wymarzonego mieszkania.

SARA: Zwolnił Cię?

MAX: I wniósł oskarżenie.

SARA: Coś Ty zrobił…

MAX: Obroniłem Cię.

SARA: Max…

MAX: Pół roku za późno, ale obroniłem Cię.

[Sara siada obok Maxa. Dłoń wkłada w jego dłoń.]

SARA: Max…

[Max patrzy w oczy Sary. Dotyka jej policzka, ona wtula się w jego dłoń.]

SARA: Kochaj się ze mną… I wybacz mi. Jestem niestała. Chcę się kochać. Z Tobą. Chcę być otulona Twoim ciałem. I być z Tobą. Zawsze. Od pierwszej chwili. I przepraszam. Nie doceniałam Cię. Ten czas bez Ciebie… Nie miałam ochoty nawet na kawę…

MAX: Już nigdy nie postąpię wbrew sobie. A Tobie obiecuję…

SARA: Kochaj się ze mną. Tylko tego teraz chcę…

 

Max i Sara zaczynają się całować. Wyciemnienie…

 

 

KONIEC

 

 

 

 

1 2 3 4

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 24 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany