A ja wciąż  – chyba to lubię – przebieram uparcie i pracowicie  nóżkami i biegam z lotniska do lotniska, latam z miasta do miasta, z kraju do kraju  i robię, co mogę – znaczy, uczestniczę w różnych kongresach, zjazdach, konferencjach, udzielam wykładów i wywiadów, spotykam się z moimi czytelnikami, z wielką przyjemnością pozuję na przeróżnych sesjach zdjęciowych  i nawet czasem jeszcze podtańcowywuję, a to na pokazach mody jako tańcząca modelka, a to w filmie, jak tydzień temu, kiedy to w Bydgoszczy piastowałam  rólkę satanicznej tancerki jak określił mnie reżyser.

I im więcej mam rzeczy do zrobienia, im częściej się przemieszczam między Paryżem, w którym mieszkam – tymczasowo, choć od pół wieku – a przeróżnymi miastami w Polsce i nie tylko, tym bardziej się spieszę. Ledwie co wyrabiam, nie dosypiam, kładę się grubo po północy, a wstaję czasem i o czwartej rano –  żeby zdążyć na samolot.  Często też dojeżdżam pociągiem, całymi długimi godzinami tłukę się autobusem, czasem nawet kilkadziesiąt kilometrów taksówką, żeby – być na czas, zdążyć, wypełnić moje zobowiązania, nie zawieść czytelników, słuchaczy, fotografa czy ekipy filmowej… I – wiecie? W dodatku bardzo mi się to podoba, jestem super zadowolona, mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku – jednym słowem – bomba, cudnie! Czuję, że żyję! Więcej, czuję, że jestem komuś potrzebna, jacyś ludzie przychodzą, żeby mnie zobaczyć (choćby sprawdzić, czy to ta Mazurówna jeszcze żyje??? ) albo się ze mną spotkać, słuchają mnie, oglądają, ba – oklaskują!

Moje koleżanki, przerażone tą moją intensywną – a według nich niezbyt intratną i mało potrzebną, a raczej wręcz zupełnie zbyteczną  działalnością – odradzają mi stanowczo jej dalszą kontynuację,

Po co ci to? Przecież i tak masz co jeść, z głodu nie umrzesz, po kiego diabła się tak zabijasz, nie lepiej to usiąść i wreszcie odpocząć? Odmawiaj, odmawiaj! To musi być strasznie męczące, ta nieustanne podróże! Zobaczysz, jeszcze  umrzesz któregoś dnia!

Wiem, wiem że umrę któregoś dnia, tak zresztą jak i my wszyscy, ale wolę zakończyć życie w biegu, niż czekać na ten koniec żywota na kanapie! Nie, nie będę odmawiać żadnych propozycji, nawet tych, których budżet jest ograniczony czy zerowy, nawet tych na końcu świata, tych, do których dokładam, no to co, dokładam, żeby sobie zrobić przyjemność! A że męczące? A jak się czuje to zmęczenie, czy to gdzieś boli? Po czym się to poznaje? Ja nie mam zielonego pojęcia…

Czym mam być znowu taka zmęczona, wychodzę sobie ode mnie z domu, wsiadam do shuttla który czeka już pod bramą, on zawozi mnie na lotnisko, gdzie – po chwilowym rozkokoszeniu się w wygodnym, lotniskowym fotelu – wchodzę bezpośrednio przez rękaw do samolotu, prosto na moje miejsce, na inny wygodny fotel na którym  znów sobie posiedzę, na ogół ze dwie godzinki, i – już jestem we Wrocławiu, w Warszawie czy Krakowie, a czasem nawet w Poznaniu lub Rzeszowie.  Tam – na ogół wsiadam do taksówki, albo czeka już na mnie jakiś pan kierowca, zawozi mnie do hotelu – super, piękny czyściutki pokoik, później jeszcze jakaś smakowita kolacja w hotelowej restauracji a czasem wręcz w hotelowym łóżeczku, plus ten jeden dozwolony, bo dla zdrowia kieliszek czerwonego wina i  – żyć, nie umierać!
Toteż – tak właśnie żyję!!!

A koleżanki, włącznie z dwoma najlepszymi przyjaciółkami – swoje:

Ja bym się nigdy nie zgodziła na takie stroje! Przecież ten gorset wyraźnie cię ciśnie, a kolor zielony jest nietwarzowy. W czarnym wyglądasz smutnie, a biały nie jest modny. Odmawiaj! Ja, na twoim miejscu, bym stanowczo odmówiła!!

Ojej, po co się tak mocno umalowałaś, takie ostre kolory makijażu nie pasują w twoim wieku! Te różne kosmetyki, tak często stosowane, na pewno psują cerę! Za parę lat będziesz miała straszne zmarszczki!

Za te parę lat przecież ma mnie już nie być, według ich przepowiedni, więc co mi tam zmarszczki! Pewnie i tak mam je już od dawna, ale się nie przejmuję, bo nie mam czasu ich kontemplować, zawsze się bardzo spieszę!

Właśnie piszę teraz na lotnisku, polecę do Wrocławia a stamtąd przyjaciele zawiozą mnie do Wałbrzycha. Mój dzisiejszy,  kolejny samolot ma wystartować dopiero za półtora godziny, wiec mam czas – akurat, żeby się z wami podzielić moimi przeżyciami. Lecę na pokaz mody w wałbrzyskim Domu Kultury, będę tańczyć w długiej, czarnej szacie, stylizowanej niemal na krynolinę, z halką z trzema obręczami! Już się cieszę! Stamtąd – nie, nie wracam do domu, jeszcze wpadnę do Warszawy na spotkanie z czytelnikami, a potem jeszcze polecę do Londynu. Jestem zaproszona na jakiś międzynarodowy Kongres, zaakceptowałam, oczywiście że zaakceptowałam choć samolot do Londynu jest o szóstej rano właśnie z Warszawy, tyle że ja w międzyczasie będę w Głogowie i w Bielsku, muszę z tego Bielska jakoś dojechać na warszawskie lotnisko, a że poprzedniego dnia  wieczorem jest  właśnie pokaz i po nim bankiet, który – mam nadzieję że nie skończy się wcześnie – chyba nie warto się kłaść.  Wyśpię się kiedyś, jak się postarzeję…

Jak już ustaliłam z organizatorami w tym Londynie wszelkie detale, godziny lotów, hotel – spytałam wreszcie, jaki jest to Kongres? Jaka jest tematyka, o czym mam mówić?!
Okazało się, że jest to coś w rodzaju zjazdu jasnowidzek, wróżek,  bio-terapeutek, kobiet pracujących nad zagadnieniami uroków, czarów i czarnej magii. Będą profesorki bio-oddychania, zdejmowania klątw i zaklinaczki. No, i chyba czarownice – dodał z uśmieszkiem główny organizator.

Nie jestem dobrą wróżką, nie przepowiadam przyszłości, nawet przeszłości też nie umiałabym opowiedzieć. W czary nie wierzę, z magii się prześmiewam, jak ktoś mi mowi o klątwach, pukam się znacząco w czoło. Nawet powątpiewam w tłumaczenia snów, a intuicja istnieje, według mnie, tylko kobieca, i to raczej zmyślona.

No to co, jadę chyba jako ta czarownica?
Spróbuję uczestników kongresu – może nie zaczarować, ale  oczarować!!!

 


 

Pisała dla Was: Krystyna Mazurówna

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany