Steve Biddulph, jeden z bardziej wziętych terapeutów publikujących książki, w których przekazuje swoją bogatą wiedzę o relacjach w rodzinie twierdzi, że większość mężczyzn nie ma życia. Zamiast niego ma udawanie.

Współcześni mężczyźni wkładają maski szczęśliwych, pewnych siebie, spełnionych ludzi. Choć w głębi duszy czują się zupełnie inaczej: niesłychanie samotni, nieszczęśliwi, zaniepokojeni i zdezorientowani. Panuje przekonanie, że są słabi, niemęscy, nie potrafią spełniać swoich ról mężów i ojców.

Jak to się stało?

Dawno, dawno temu chłopcy spędzali czas ze swoimi ojcami. Kiedy skończyli określony wiek (u Słowian były to chyba 7 urodziny uwieńczone rytuałem postrzyżyn, czyli ścięcia długich włosów, rytuał inicjacji) wychodzili spod opieki matek i stawali się członkami męskiej społeczności. Wraz z ojcami karczowali las, orali pole, naprawiali końskie uprzęże, budowali chaty, pomagali członkom społeczności. Tak poznawali świat męskich emocji, myśli, przekonań, czynności, wszystkiego, co składa się na rolę mężczyzny. Patrząc na swoich ojców pracujących wspólnie mieli szansę nauczyć się współpracy i wykorzystywania swojej siły. Mieli szansę nauczyć się być mężczyzną.

Potem przyszła rewolucja przemysłowa. Ojcowie zaczęli pracować w fabrykach, do których synom wstęp był wzbroniony. Przestali spędzać czas z synami. Przestali być dla nich wzorem. Synowie nie mieli, od kogo uczyć się współpracy i wykorzystywania swojej siły. Spędzali dnie ze swoimi matkami i siostrami, od których nie mogli nauczyć się bycia mężczyzną.

Jeszcze później przyszła pierwsza wojna, potem następna, które zdziesiątkowały społeczność mężczyzn i zmusiły kobiety do przejęcia części męskich ról. Miasta rozrastały się tworząc anonimową społeczność, w której chłopcy nie tylko nie mieli dawnego kontaktu z ojcami, ale też stracili inne męskie wzorce funkcjonujące w małych społecznościach. Wreszcie przyszły wielkie korporacje oczekujące od swoich pracowników dyspozycyjności i poświęcenia dla firmy, odbierające ojcom resztki czasu dla synów. Powstał też system powszechnego szkolnictwa, w którym uczyły główne kobiety. Postęp czyniący nasz świat wspaniałym odbył się kosztem chłopców, którym trudno było odtąd stać się silnymi, opiekuńczymi mężczyznami.

I co dalej?

Syn pozbawiony stałej obecności i uwagi ojca ma niewielką szansę na to, aby stał się silnym, opiekuńczym, szczęśliwym mężczyzną potrafiącym budować pozytywne relacje z kobietami a potem z dziećmi. My, kobiety jesteśmy potrzebne naszym synom, ale nie zastąpimy im ojca. Jeśli któraś z nas pielęgnuje takie przekonanie niech je jak najprędzej odrzuci. Jeśli któryś z ojców sądzi, że wystarczy, gdy zapewni materialne podstawy życia swoim dzieciom, niech jak najprędzej zmieni swoje myślenie. Dzieci potrzebują tak samo matek jak i ojców.

Na szczęście coraz więcej rodziców jest tego świadomych. Rodzą się ruchy świadomych, wspaniałych ojców uczących się od nowa swojej roli. Coraz więcej ojców z wózkami w parkach, niewstydzących się zmieniania pieluch, dbających o czas spędzony z dzieckiem i partnerką.

Dla Was Ojcowie w następnym tygodniu opiszemy 7 kroków ku męskości, o których mówi Steve Biddulph. Czytajcie nas.

O Autorze

WYCHOWANIE

Racjonalna i logiczna. Marzycielka (ciekawe połączenie, pozorna sprzeczność ale możliwa, jestem wszak kobietą). Niepoprawna optymistka i matka dzieciom (dorosłym). Kobieta pracująca, miłośniczka slowlife, pływania, literatury i filmów z Azji. Podróżniczka - póki co tylko palcem po mapie bo wszystko przede mną w drugiej połowie życia!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany