8 lipca,  sobota

Spojrzałam na niego. Siedział oparty o bar i wpatrywał się we mnie tymi oczami, tak przedziwnie brązowymi, jakby zawierały każdy odcień tego koloru. Może wyglądały tak tylko w mroku? Był w białej koszuli i szelkach. Ciemne włosy, lekko garbaty nos.

Wzięłam niepewnie drinka. Czyżby Angela go znała?

– Skąd mam wiedzieć, że to moje?

– Chyba zamawiałaś, prawda?

– Skąd mam wiedzieć, że nie dosypałeś mi tam czegoś?

– Sprawdźmy. – Uśmiechnął się i nie spuszczając ze mnie wzroku, zabrał delikatnie drinka. Wypił połowę. Oddał mi szklankę. Wypiłam resztę, również nie spuszczając go z oczu.

– Coś strasznie dużo tu Polaków… – co ja gadam? Lepiej już było powiedzieć coś o pogodzie!

– To najtańszy hotel. – Jakbym słyszała samą siebie sprzed paru godzin. – Martini! – skinął na barmana.

Po chwili miałam kolejnego drinka przed sobą.

– Nie zamawiałam. Skąd mam… – nim dokończyłam zdanie, zabrał mi szklankę i wypił połowę.

Uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam tego nie odwzajemnić. Wypiłam pozostałe pół. I tak przez resztę wieczoru piłam z obcym mężczyzną, na spółę, wszystkie drinki.

– Co Ty w ogóle robisz? – spytałam już lekko wstawiona.

– Piję Martini z piękną kobietą.

– W życiu…?

– Robię zdjęcia.

– Jesteś fotografem?

– Nie. Informatykiem. Ale w życiu robię zdjęcia. Po prostu.

„Po prostu”? Wyrażenie „po prostu” jest na mojej czarnej liście! Uważaj Iza…! To może być znak, że obcujesz ze złym człowiekiem! Zapanowało między nami milczenie, przerwałam je dopiero po paru chwilach, odganiając złe myśli.

– Nie spytasz, czym ja się zajmuję?

– Nie.

– …

– Ja chcę być teraz jedynym co Cię zajmuje. – Zesztywniałam. Chłopie, znamy się parę minut, a Ty tak wjeżdżasz z buta…  Trochę się wystraszyłam, ale też trochę było to miłe… – Przesadziłem ze szczerością?

– Brzmi jak słaby podryw…

– To może tak: Cześć, też tu mieszkasz? Jak masz na imię?

– Izabela. – Zaśmiałam się. Wyciągnęłam dłoń. Chwycił ją, ukłonił się i ucałował.

– Stanisław.

– Może jeszcze powiesz, że Wokulski?

– Nie, Woliński.

– Kpisz sobie z Prusa?

– Nigdy.

Po dziesiątym z kolei zdawało mi się, że jestem tak lekka i ulotna, że zgodziłam się bez wahania, gdy poprosił mnie do tańca.

– Wiesz… Tylko, że ja słabo tańczę. – Przyznał nim weszliśmy na parkiet.

– To po co mnie prosisz do tańca?

– Mogę być szczery?

– Tak…

– By móc bezkarnie Cię dotknąć.

Wszystko we mnie się podniosło. Nie wiedziałam, czy to przez alkohol, całą tę grecką otoczkę czy przez niego. Wpatrywał się we mnie, a ja nie wiedziałam co robić. Serce waliło mi jak oszalałe. Czy powinnam uciekać? Czy to jakiś zbok? A jeśli zbok, to czemu takie to było… wspaniałe. Mnie dotknąć… Zaczęłam odkrywać, jakie to miłe, że mężczyzna chce mnie dotknąć. Czysto fizycznie, chce mieć ze mną kontakt. Cisza między nami trwała już zbyt długo. Musiałam ją przerwać, więc nie wiedząc co powiedzieć, powiedziałam prawdę.

– Wiesz… ja też słabo tańczę.

Ujął moją dłoń. Znów zaczęli grać coś, co bardziej przypominało latynoską niż grecką muzykę. Spojrzeliśmy na siebie. A ja w jednej chwili przestałam się wstydzić. Czytaliśmy ze swoich ciał. Najpierw zaczęliśmy powoli się kołysać.

– Izabelo, mogę Ci coś powiedzieć?

– To pewnie będzie szczere?

– Nie śmiałbym być nieszczery z Tobą.

– Wiesz, dziwnie się wyrażasz jak na informatyka.

Zignorował moją uwagę.

– Masz piękne biodra.

Zatkało mnie. Nie krytykował ich, ale żeby uznać je za piękne?! Chciałam opowiedzieć mu o Wojtku, bo motyw bioder od razu zrodził w mojej głowie temat tego frajera. Na szczęście opanowałam się. Nie chciałam zepsuć tej chwili, zwłaszcza ex – dupkiem!

Miałam nawet ochotę pokręcić tymi biodrami, skoro zostały docenione, trochę kobieco się wygiąć, ale coś mnie jednak wciąż blokowało.

Więc zwyczajnie tańczyliśmy. Trochę nieporadnie, trochę koślawo, ale razem. Miło było być w ramionach mężczyzny. Po 20 minutach byliśmy tak wyczerpani, że wróciliśmy znów do baru.

– Martini! – wskazał na barmana.

Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, ile on może mieć lat… 27? 30? Więcej? Czy jest tu sam? Może to jakiś wakacyjny podrywacz?

– O czym myślisz? – spytał, widząc jak mu się przyglądam.

– Myślę… Ile masz lat.

– 28.

– I oczywiście nie spytasz ile lat mam ja?

– Nie. Nie dziś.

Nim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś mnie chwycił za ramiona.

– Tu jesteś! – entuzjastycznie zawołał Bartek. – Szukaliśmy Cię!

– Skoro mnie znalazłeś, to znaczy, że słabo się schowałam.

– Izo, Izabelo, jak Ty pięknie potrafisz odpowiadać. – Też już był wstawiony. – Chodź! Angela się niepokoi.

Pociągnął mnie za rękę.

To cześć… Stanisław. – Uśmiechnęłam się odciągnięta już od baru.

W odpowiedzi, podniósł do góry szklankę z Martini i ukłonił się.

– Gdzie Ty byłaś!? – krzyknęła Angela na mój widok, podrywając się z kolan Kuby…

– Czemu siedzisz na jego kolanach? – szepnęłam do niej.

– Nie można? – No właśnie. Nie można? Kurde. Można! Czemu ja się tak blokuję, co powinnam, a co nie! Kurde! Przecież to co można, zależy ode mnie! – Dobra, masz, pij, bo już bąbelki uleciały! – Podała mi drinka.

– Co to jest?

– Izunia… Twoje Martini! Przecież kazałaś to zamówić. Wciąż czeka tu na Ciebie. Razem z nami.

– Ale… jak to MOJE Martini?! – krzyknęłam zszokowana.

Odwróciłam się szybko. Przy barze już go nie było…


Poprzedni → Odcinek 7: Podwójna randka

Następny → Odcinek 9: W ciemno…


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowsa

Model: Adam Daniluk

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 
Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/

Patronat medialny nad serialem:

4 komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany