7 lipca, piątek

Od pół godziny jestem już na lotnisku. Wielka walizka, kapelusz z szerokim rondem, czarna, zwiewna spódnica do kostek i sandały. Wyglądam świetnie. A z moją karnacją, może i jak Greczynka.

Usiadłam wśród tłumu rozwrzeszczanych dzieci, zakochanych par i podstarzałych playboyów. Gdzie ta Angela? Spokojnie…

Spokój jednak mnie opuścił, gdy po 20 minutach wciąż jej nie było, a naszą bramkę już otworzyli!

Dzwonię. Nie odbiera. Świetnie. Polecę najwyżej sama. Wstałam i chodzę wkoło ławki, żeby opanować zdenerwowanie.

I nagle… Jest!

Jest. Widzę ją. Biegnie w jaskrawo-żółtej sukience i… szpilkach! Kto zakłada szpilki na wycieczkę do Grecji? Przeciska się przez ludzi ze swoją wielką, pomarańczową walizą. Z mapą w ręku… Po co jej mapa?!

– Angela! – macham do niej.

– Jestem! Jestem! Przepraszam! – Cała zdyszana dobiegła do mnie. – Jeszcze się rano kończyłam pakować.

– Dobra, chodź, już nam bramki otworzyli, a jeszcze odprawa! Po co Ci mapa?!

– No żeby się nie zgubić, Izunia! – Uśmiechnęła się szeroko.

– Kochanie, a po co Ci szpilki?

– No jak to? A jak na lotnisku spotkam męża, to mam mu się pokazać w sandałach?! Nie rozśmieszaj mnie!

– A pomarańczowa walizka…

– Tak, to kolor celu – Spojrzała na mnie poważnie.

Już nic nie odpowiedziałam. Ustawiłyśmy się w kolejce.

Na szczęście nie piszczałyśmy na bramkach i, o dziwo, Angela nie miała nadbagażu!

Wpuścili nas do samolotu, wraz z całą zgrają napalonych na odpoczynek rodaków.

Usadowiłyśmy się niczym wielkie Panie. Z podekscytowania nie mogłyśmy przestać się śmiać. Siedzimy trójkami. Nam przypadł gruby, dość obleśny pan z przerzedzoną czupryną. Ja od okna, Angela się poświęciła i wzięła środek. Ładne panie stewardessy przechadzały się sprawdzając, czy każdy dobrze siedzi. I powoli zaczynały szkolenie.

– Angela.

– No? – Szepnęła, wpatrując się w swoje paznokcie.

– O co Ci chodziło z tymi włosami?

– Jak to?

– Powiedziałaś, że spaliłaś jej włosy.

– Lenie? A, no – powiedziała i zaczęła szukać czegoś w maleńkiej torebce.

– Możesz nie kpić?

– No nie kpię, kurde. Zresztą sama zobaczysz.

– Angela, czy mogłabyś…

– O kurwa!

– Co?!

– Masz aviomarin?!

Samolot zaczął kołować, by wystartować.

– Co?!

– No masz czy nie?!

– Nie! Nie biorę tego.

– Cholera, nie spakowałam.

– No nie mów, że nie wytrzymasz!

– Postaram się.

– Dobra, spokój, nie nakręcaj się.

Samolot zaczął nabierać rozpędu. Angela chwyciła mnie za rękę. Zaczęłyśmy wzbijać się w powietrze. Mocno zaciśnięte powieki otworzyłam dopiero, gdy poczułam, że już po starcie.

– Ale pięknie! – zachwycona wyjrzałam przez okno.

– Yhy…

– Jesteś cała blada…

– Niedobrze mi.

– Już? Chyba żartujesz. Przestań. To siedzi w Twojej głowie.

– Nie… Cicho. Nie mów nic do mnie. Potrzebuję świeżego powietrza.

– O to będzie trudno na razie.

Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam robić zdjęcia.

Podeszła do nas stewardessa.

– Czy wszystko w porządku? Może coś do jedzenia?

– Są kanapki? – spytał Grubas.

– Z salami, z szynką…

– Niedobrze mi! – Angela podniosła zieloną już twarz do góry.

– Dam Pani tabletkę. – Uśmiechnęła się. – To z czym Pan chce? – zwróciła się do Grubasa.

– Salami. Dwie – zachrypiał.

– Nie, już za późno! Nie chcę żadnych tabletek. Chcę powietrza!

– Spokojnie… Może pójdę z Panią do toalety? –zapytała promiennie, podając kanapki zniesmaczonemu mężczyźnie.

– Nie. Nie dam rady.

– Angelka, spokojnie…

– Będę spokojna, jak wyląduję!

– To za jakieś 2 i pół godziny… – wyszeptałam.

– Zaraz wracam – powiedziała stewardessa unosząc brew i poszła dalej roznosić jedzenie.

Już nic nie mówiłam. Zamknęłam oczy, by przetrzymać smród salami i jęki obolałej Angeli. Ta podróż zaczyna się obiecująco…

Minęło kolejne 10 minut, a ja już miałam dość.

– Iza… czujesz smród tego salami? – wymamrotała mi do ucha.

Skinęłam głową.

– Nie wytrzymam.

– Posłuchaj…

– Szybko, do kibla! – Poderwała się na równe nogi.

– Gdzie się Pani pcha?! – krzyknął oburzony Grubas.

– Ja… ja, proszę Pana… – Nie wytrzymała… Grubas, jego kanapka i koszula w hawajskie kwiaty pokryły się przetrawionym śniadaniem Angeli.

– Co Pani zrobiła?!  Świrnięta baba!

– Ooo, już mi dobrze… – Z błogim uśmiechem opadła na fotel.

– Co się stało?! – Dobiegła do nas stewardessa.

– Już po wszystkim – uśmiechnęłam się i pokazałam na Angelę, która spokojnie ułożyła się do snu.

– Po wszystkim?! Ja jestem cały zarzygany! Jej nawet nie jest głupio!

– Nasze linie lotnicze wszystkim się zajmą, proszę wysłać paragon z pralni. A teraz, pozwoli Pan do łazienki – pomogę Panu. Wzięła Grubasa pod ramię.

– Ja nie będę tu siedział! Proszę mnie przesadzić!

Wrócił po 20 minutach obrażony. Zapewne nie było wolnych miejsc, a nikt nie chciał siedzieć koło rzygającej dziewczyny. Przyznam, że mi też trochę przeszkadzał ten zapach, ale jakoś wytrzymałam.

O 14.38 postawiłam stopę na greckiej ziemi. Cudnie! Ciepłe powietrze przyjemnie mnie otuliło.

– Angelka, i co Ty na to?

– No właśnie, gdzie moja mapa? – Wyjęła z torebki pomięty papier – Okej. Nasz hotel jest… Hymm… Izunia, rozumiesz coś z tej mapy?

Pokaż. Po pierwsze, to trzyma się w tę stronę  – przekręciłam mapę. – Po drugie… – przejechałam palcem po niej. – Jesteśmy tu… A hotel „Riviva”, jest tu. No to albo taksówka albo… Angela? –  Rozejrzałam się dookoła. – Angela!

– Chodź! – Stała przy wielkim aucie i uśmiechała się szeroko do mnie, machając ręką. Podeszłam niepewnie. – No chodź! Chłopaki nas podwiozą.

– Angela…

– Iza! Ja nie mam kasy na taksówki! – szepnęła konspiracyjnie i zapakowała się do środka.

A w sumie… Usiadłam koło niej, choć przyznam, że nie do końca im ufałam. Na szczęście, po 20 minutach wysadzili nas pod hotelem.

Weszłyśmy do pokoju. Nie jest najwyższych lotów, tylko jedno łóżko, bo miałam tu być z Wojtkiem… ale za to widok z balkonu jest cudny! Wyszłyśmy, by zapalić i napić się drinka z hotelowej lodówki. Rozłożyłyśmy się na fotelach.

– Och, jak dobrze! Izunia, jak nam było tego potrzeba.

– To jakiś koszmar! – Usłyszałyśmy nagle zlękniony, zachrypnięty głos z balkonu obok. Grubas oparty o barierkę, trzymał się za serce, przerażony patrząc na Angelę.


Ciąg dalszy już 10  lipca o godz. 19.00

Poprzedni: → Odcinek 5: A to suka…

Następny: → Odcinek 7: Podwójna randka


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelki: Izabela Perkowska, Angelika Mamaj

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 
Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/

Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

4 komentarze

  1. Hania

    nie wiem co się ze mną dzieje, ale wcale nie cieszę się z tego, że to już piątek… nie wiem jak wytrzymam przez dwa dni bez serialu… Angela mistrz!

    Odpowiedz
  2. Anka

    Ale się uśmiałam :))))))))))))))))))))))000DZiękuję. Miałam słaby humor, płakałam nawet. Dziękuję :))))))))))))))))))))))

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany