4 lipca, wtorek

Nie. Nie pójdę. To bez sensu. Zawróciłam. Kurde, Iza! Ogarnij się! Po prostu nie myśl – działaj. Ruszyłam. Przeszłam przez alejkę pełną drzew. Jest blok. Znalazłam klatkę numer 4. I co? Przecież nie wcisnę „55” i nie powiem: „No cześć. To ja”. Może powinnam zadzwonić jako listonosz? Dobra, prawdopodobnie, to jej wcale nie ma w domu. Stoję pod klatką i robię z siebie idiotkę.  Poczekam.

5 minut, 10, 15… Czy nikt nie wychodzi na spacer, do sklepu, do pracy?! No ludzie! Minęło 25 minut. Wreszcie jakaś staruszka wyszła z wózeczkiem na zakupy. Dobra, kolejny level za mną. Weszłam do środka. Teraz na 8 piętro. Już żołądek mi się ścisnął, a dłonie oblał pot. Serce wali jak przed maturą. Winda. Wchodzę. Drżącą ręką wciskam „8”.  Stare drzwi skrzypnęły i ruszyłam do góry, w głowie kołuje mi się z nerwów. Czego się boję? Odrzucenia? Tak, boję się, że znów mnie odrzuci ktoś bliski. Stanęłam przed numerem „55”.

I stałam. 5 minut, 10. Odeszłam, wróciłam i znów odeszłam.

Wróciłam. Zapukałam do drzwi… I…  nic.

Nie ma jej. Trochę mi ulżyło. Uspokoiłam się. Tyle podchodów, a jej po prostu nie ma. Zeszło ze mnie napięcie. Mogę wracać. Odwróciłam się.

– Iza… ?

Usłyszałam za swoimi plecami cichy, niedowierzający głos Angeli. Stałam wciąż tyłem do niej. Mięśnie mi się ścisnęły i nie chciały puścić. Byłam jak sparaliżowana. Co mam jej powiedzieć? Jeśli nie wiesz co powiedzieć, powiedz prawdę – tak postanowiłam. Odwróciłam się powoli ze spuszczoną głową. Widziałam jej różowe kapcie w progu mieszkania. Było mi tak wstyd. Próbowałam podnieść głowę, ale czułam, jak trzymają ją mosiężne dłonie.

– Iza… ?

Tym razem spytała pełna zdziwienia, a jej głos drżał.

Z wielkim wysiłkiem podniosłam głowę. Spojrzałam na nią. Na moją przyjaciółkę.

– Nawet nie wiedziałam, że jesteś teraz ruda… – Pierwsze, kurwa, zdanie od roku brzmiało: „Jesteś ruda”. Czy mogłam powiedzieć coś bardziej beznadziejnego? Wybuchłam płaczem, twarz zasłoniłam dłońmi. Błagałam w myślach, by podeszła do mnie, przytuliła albo po prostu mnie wykopała. Nie chciałam jej obojętności i tej ciszy. Te włosy uświadomiły mi w jednej chwili, jak wiele mnie ominęło, jak bardzo mnie przy niej nie było.

Minuty mijały, a ona dalej nic nie powiedziała.

Straciłam nadzieję.

Uspokoiłam się, wytarłam oczy i nos. Znów na nią spojrzałam. Stała wciąż w progu swoich drzwi. Nic się nie zmieniła. Poza tym, że zrezygnowała z blondu. Patrzyła na mnie zszokowana, jakby oglądała przedstawienie. Stałam przed nią, czekając na osąd. W końcu westchnęła głośno. Otarła oczy. Podeszła do mnie niepewnym krokiem, jak do dzikiego zwierzęcia. Patrzyła na mnie, a ja cała się trzęsłam. Czekałam co się stanie, byłam gotowa na wszystko.

– Dobrze, że już wróciłaś. Zbyt długo Cię nie było – powiedziała. A ja rzuciłam się na nią. Przytulałam ją z całych sił i płakałam.

Obie płakałyśmy.

Z objęć wyrwał nas głos starego sąsiada.

– Bezwstydnice. Za komuny nie było tego tałatajstwa.

Spojrzałyśmy na siebie i to wystarczyło. Odlepiłyśmy się od siebie momentalnie.

– Angela, chcę Ci powiedzieć… tyle chcę Ci powiedzieć… Nie wiem od czego zacząć.

– Zacznijmy od dobrego wina. – Chwyciła mnie za rękę i weszłyśmy do mieszkania.

Nic się w nim nie zmieniło. Wszędzie pełno różowiastych ozdóbek i kwiatów. I tak jak przed rokiem, kolaż naszych zdjęć nad biurkiem.

– Nie zdjęłaś ich… – wskazałam na tablicę nad biurkiem.

– A czemu miałam zdjąć? – spytała zdziwiona.

– No bo…

– Izunia, przecież ja na Ciebie czekałam. – Uśmiechnęła się, a ja pomyślałam, że naprawdę ją kocham.

– Ale…

– Widocznie tak miało być. Widocznie to było potrzebne.

Angela i jej filozofia życia. Przyjmuj wszystko z pokorą, bo jeszcze nie wiesz, co dobrego to dla Ciebie niesie.

– Zostawił mnie.

Zatrzymała się na chwilę w swojej krzątaninie w kuchni.

– Domyślam się… I jak Ty z tym?

– Okropne mi wstyd. I okropnie tęsknię.

– Wiesz, że to kawał skurwiela. – Pociągnęła za korkociąg i otworzyła wino.

– Tylko, że ja tęsknię za tym, co było dobre. Za tym, jak mnie rozśmieszał, za pizzą w nocy, za jego przytuleniem, za jego ciałem, za wspólnymi planami…

– Wiem. – Podała mi kieliszek wina.

– Przepraszam Cię…Ja…

– Wiem. Nie mówmy już o złym. Tak miało być – uśmiechnęła się.

– Dlaczego jesteś ruda?

– Pomarańczowa. Pomarańczowy to kolor celu, a ja mam określony cel. – Uśmiechnęła się tajemniczo.

– Cel?

– Yhy. Znaleźć męża.

– A co z Rafałem?

– To był tylko seks.

– Dobra, a co w ogóle się jeszcze zmieniło oprócz tego pomarańczowego? Masz jakąś… bliską koleżankę?

– Nikt Cię nie zastąpił, jeśli o to pytasz.

– Tak, o to pytałam – uśmiechnęłam się do niej i wiedziałam, że podjęłam dziś najlepszą decyzję, by do niej przyjść.

Gdy byłyśmy już po drugiej butelce wina, podniosłam się.

– Angelka, ja wracam. Nie skończyłam się pakować. – Musiałam przytrzymać się ściany, by nie upaść.

– Gdzie pakować?

– Właśnie! Pojedziesz ze mną? Polecisz? Błagam Cię!

– Co?

– Siódmego. Za trzy dni. Mam wolny bilet. Miał być dla niego… Sama rozumiesz. – Chwiałam się na nogach i ciężko było mi zachować składnię.

– Izunia, co Ty pieprzysz? – Zaczęła się śmiać.

– No do Grecji – to było najtańsze.

– Przecież ja pracuję.

– No, a kiedy będziesz miała taką okazję?

– Dobra. – Opadła na łóżko. – Przekonałaś mnie.

– No to cześć.

– No, zamknij drzwi.

Powiedziała z nosem wciśniętym już w poduszkę.

 

5 lipca, środa

Otworzyłam oczy i poczułam pulsujący ból głowy. Uśmiechnęłam się. Mam przyjaciółkę. Jak dobrze. Dzięki Ci, Boże. Chwyciłam za telefon.

– No cześć – zachrypnięty głos Angeli, świadczył tylko o tym, że ona tak samo przeżywa ten poranek.

– Masz kostium?

– Co?

– No do Grecji?

– Jakiej Grecji?

– Jak to? Za 2 dni wylatujemy. Miałaś wziąć wolne.

– Czyli to nie było pijackie gadanie.

– Nie.

– Dobra, a na ile to?

– Tydzień.

– No dobra.

Rozłączyła się. To też się nie zmieniło. Nigdy się nie żegna.

Mozolnie wygrzebałam się z łóżka, zrobiłam sobie mocną kawę i odpaliłam laptopa. Jedna wiadomość.

Izabela,

Musiałem przegrzebać Twoje biurko, bo główna księgowa nie dała mi żyć, przez te Twoje faktury. Nie miej mi tego za złe.

Mam nadzieję, że jesteś już spakowana. Na koncie znajdziesz premię – baw się świetnie.

Twój szef

PS Wściekła Baba wzbudza respekt!

Premię?! Szybko weszłam na konto – 2 tysiące!? To cudowne!!!

Drogi szefie Dariuszu,

Jestem bardzo rada, że docenił szef mój talent i wreszcie dostałam premię!

Proszę bez krępacji grzebać w moim biurku!

Izabela

PS Bardzo dziękuję

Wspaniale! Od razu poczułam się lepiej. Wskoczyłam pod prysznic i poleciałam na ostatnie, przedwyjazdowe zakupy. Wreszcie poczułam gotowość, by zadzwonić do mamy.

– Dzień dobry Skarbie.

– Cześć Mamuś.

– Jak tam u Was?

– Mamo, dzwonię, bo muszę… bo chcę Ci coś powiedzieć.

– Jesteś w ciąży.

– Nie… Ja…

– Nie mów, zgadnę! – piszczała podekscytowana.

– Wojtek się oświadczył?!

– …

– Nie? No to może chociaż zamieszkacie razem?

– Zostawił mnie.

– Jak to?!

– Wziął i mnie zostawił mamo.

– Ale przecież, wy byliście dobrani jak w korcu maku…

– …

– No ale czemu?!

– Powiedział, że mnie nie kocha. I, że mu się nie podobam.

– Ale co mu się nie podoba?!

– Mamo, nie krzycz…

– Co mu się nie podoba?

– Moje biodra i w ogóle cała ja.

– Kochanie, nie denerwuj się. Przyjedź do mnie. Zrobię Twoje ulubione pierożki.

– Mama, ja za 2 dni lecę do Grecji.

– Sama?

– Z Angelą.

– To Ty z nią rozmawiasz?!

– Mamo…

– Przepraszam Skarbie, jestem taka wzburzona. To Ty z nią rozmawiasz? – ściszyła mocno głos.

– Tak, pogodziłyśmy się. Ale nie mam teraz czasu. Potem Ci opowiem.

– Nie martw się Skarbie. Bardzo Cię kocham. Papa.

I rozłączyła się. Przynajmniej mam już tę rozmowę za sobą.

Reszta dnia upłynęła mi na przygotowaniach i gdy zdawało się, że już nic mnie nie zaskoczy, dostałam smsa od Wojtka:

Izka!

Ja rozumiem frustrację, ale bez przesady!:

„Ty idioto. Jesteś skończony. Twoja kariera żałosnego bankiera jest skończona. Nie dostaniesz pracy w żadnym banku w tym kraju.

PS A biodra mojej córki są zajebiste!”

Cóż… Kocham Cię mamo.


Poprzedni → Odcinek 3: Pudełko wspomnień

Następny → Odcinek 5: A to suka…


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelki: Izabela Perkowska, Angelika Mamaj

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 
Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/

Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

4 komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany