20 lipca, czwartek

Czy ja mogę odmówić zaręczyn? Czy to w porządku? Będzie mu tak przykro, ale przecież nie zrobię nic wbrew sobie, a nie chcę być teraz narzeczoną!

– Posłuchaj…

„Powiedz NIE, Iza powiedz NIE! Możesz to zrobić!” – Podpowiadał głos w mojej głowie.

– Mam do ciebie pytanie, możesz się nie zgadzać…

– Nie! – powiedziałam szybko i odwróciłam wzrok. – Nie zgadzam się…

– Izuś, nie zdążyłem spytać.

– Ale ja wiem, że nie.

Posmutniał. Zmieszany wyjął z kieszeni wymiętą ulotkę.

– Co to? – wyrwałam mu z ręki papier.

– Nowy Chińczyk. Pomyślałem, że może miałabyś ochotę, bo ja jestem głodny.

– Serio? To jest to pytanie? Czy faceci ciągle myślą o jedzeniu?

– Czyli nie zamawiamy?

– Wiesz co, zmieniłam zdanie. Zamów. Dla mnie sajgonki.

Co za paranoja. Znów nastawiłam się na romantyczne wyznania, a on był po prostu głodny. Ile kobiet zbłaźniło się przez złą interpretację zamiarów mężczyzny?

Stasiek dogadywał się z Chińczykiem, a ja próbowałam zebrać myśli. Korzystając z chwili, napisałam do rodziców, być może ostatnie listy.

Mamo,

Ile trzeba wiedzieć o człowieku, by go pokochać?

Czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Albo w teorię dwóch połówek jabłka? Czy człowiek, który dziś jest mi bliski, pozostanie nim? Jak mam to sprawdzić? Czy mogę ryzykować po raz kolejny?

Kocham Cię i staram się zrozumieć,

Iza

Zeszło ze mnie trochę napięcia.

Tato,

Czy to prawda, że mężczyzn należy czytać między wierszami? Czy wbrew pozorom, wiele ukrywają, bo sami o tym nie wiedzą? Nie dopuszczają emocji do głosu? Czy radzisz mi zaryzykować?

I jeszcze jedno: Czy mężczyźni myślą na przemian: seks-jedzenie, jedzenie-seks?

Kocham Cię i staram się zrozumieć,

Iza

– Około 20 minut. – Wyrwał mnie z piętrzących się w mojej głowie pytań.

– Dobrze Stasiu.

– Co się dzieje?

– Tak sobie myślę…

– O nas?

Pokiwałam głową.

– Podziel się tymi myślami ze mną. – Podał mi rękę i poprowadził. Usiedliśmy na dywanie naprzeciw siebie.

– Czuję, jakbym stała na niepewnym gruncie. Na pięknym, ale niepewnym gruncie. Tak mało o sobie wiemy, a tak silne uczucie jest między nami. Ja przynajmniej nigdy nie czułam czegoś takiego.

– Co chcesz wiedzieć?

– A odpowiesz na wszystkie pytania?

– Na wszystkie.

– A ty nic nie chcesz wiedzieć, tak?

– Wiem już wszystko, co mi potrzebne. Resztę mi powiesz. Mówisz mi codziennie. Każdym swoim gestem, reakcją, spojrzeniem. A ja się ciebie uczę. Z przyjemnością.

– A ja chcę iść na łatwiznę i wypytać o wszystko? – zaśmiałam się.

– A ty masz iść drogą poznania, jaką uznasz za najlepszą.

– Pierwsze pytanie.

– Gdzie pracujesz?

– Tak prozaicznie? Izabelo… W banku.

– Co? Mówiłeś, że jesteś informatykiem.

– Dla banku. Tworzę zabezpieczenia.

– Serio? To brzmi… poważnie! I wiesz, co? Imponująco.

– Człowiek myśli jak zaimponować kobiecie, a wystarczy powiedzieć, że pracuje w banku.

– Stasiek, nie kpij. Drugie pytanie.

Przerwał mi dzwonek do drzwi.

– Nareszcie! – Wyskoczył i biegł niemalże, zachwycony szybkością dostawy. – No, Izuś, ale pachnie! – Stwierdził zamykając drzwi.

– Stanisław. Powiedz mi. To pytanie poza konkursem. Czy ty się zachwycasz jedzeniem?

– Tak. To niemęskie? Czy boisz się, że za parę lat obudzisz się przy grubasie?

– To my planujemy wspólne parę lat? – uśmiechnęłam się.

– Nie planujmy Iza. Żyjmy. Żyjmy tą chwilą. I każdą kolejną.

– Ta chwila, to jedzenie chińskiego jedzenia? Dobra, weź sztućce z pierwszej szuflady i wracaj na wywiad.

– No mów. – Usadowił się zadowolony.

– Drugie pytanie: Co zrobiłeś Bartkowi?

– Zabiłem go. – Powiedział spokojnie. – Coś mało ostre.

Kawałek sajgonki stanął mi w gardle i nie chciał iść dalej. Jak mam zareagować?

– Izabela. Żartuję.

– To co zrobiłeś?

– Musisz wiedzieć?

– Nie. Ale chcę.

– Izabelo, są rzeczy i sprawy, o których kobieta wiedzieć nie musi, choć zawsze chce.

Otworzyłam usta, by obrzucić go feministycznymi hasłami. Spodziewał się tego, bo dotknął delikatnie mojej ręki i dał do zrozumienia, że chce skończyć mówić.

– Nie jestem seksistą, nie umniejszam kobietom. Wręcz przeciwnie. Uważam, że kobieta to cud, to zjawisko, kobietą trzeba się zachwycać i dbać o nią. Są po prostu sprawy, które nic ci nie dadzą, poza nerwami. Zaspokoisz swoją ciekawość, ale ciężar sprawy ze mnie przeniesie się na ciebie. Nie chcę byś dźwigała cokolwiek. Mogę cię zapewnić, że żyje. Ma dwie nogi i dwie ręce. Jest sprawny.

– Stasiek! Nie traktuj mnie jak dziecka.

– Traktuję cię jak ukochaną. A moja ukochana, nie będzie dźwigać ani zakupów ani odpowiedzialności za czyny na granicy prawa. Poproszę kolejne pytanie.

– Jaki jest twój ojciec?

– Dlaczego pytasz?

– Zastanawiam się, kto wychował takiego faceta!

– Jakiego?

– Apodyktycznego?

– Nie jestem apodyktyczny, Izuś.

W odpowiedzi uniosłam brew.

– Surowy.

– Jest surowy?

– Surowy i kochający.

– A mama?

– Zakochana w ojcu.

– Ale ci dobrze…

-Tak. Mam wspaniałych rodziców.

– A masz rodzeństwo?

– Nie.

– Staś… – zawahałam się, nim odważyłam się go zapytać.

– Tak?

– Mam jeszcze jedno pytanie. Przed czym uciekałeś? Tam w Grecji, powiedziałeś, że uciekasz. Przed czym?

– Przed tym, przed czym uciec nie może nikt. A próbuje tylko głupiec.

– …

– Przed śmiercią.

Dotknęłam ostrożnie jego ręki. Ogarnął mnie strach. Mój Stanisław uciekał przed śmiercią.

– Co to znaczy?

– Miała na imię Mira. Dziwne, ale do niej pasowało.

– Kochałeś ją.

– Byłem zakochany. To na pewno. Ciężko mówić o miłości, zwłaszcza dwudziestoletniego chłopaczka. Ale wtedy myślałem, że to miłość. Była to pierwsza dziewczyna, na której mi zależało. Zmarła. Nagle i bez ostrzeżenia. A mój świat runął. Gdy przychodzi taka chwila, zdaje się człowiekowi, że już go nic dobrego nie czeka. Nie… Że już go kompletnie nic nie czeka. Ani dobrego, ani złego. Po roku zacząłem się z tym godzić i przestałem szukać winnych. Kolejny rok – spotykałem się z dziewczynami, lecz wciąż myślałem o niej. Najgorsze w tym było to, że ona zdawała mi się idealna, jeszcze wspanialsza niż była. Przypisywałem jej słowa, których nie wypowiedziała i cechy, których nie posiadała. Zniewoliłem sam siebie. Każdego lata wyjeżdżałem do Grecji, do hotelu rodziców, by przez wakacje go prowadzić, odciąć się od mojego świata. To najtrudniejszy czas. Zmarła w lipcu.

– Nie wiem co mam powiedzieć.

– Nie mów nic. Tego lipca przestałem myśleć o niej. Pożegnałem to wspomnienie. Poznałem ciebie i pierwszy raz poczułem coś takiego. A gdyby nie ona… Nie spędzałbym wakacji w hotelu rodziców, nie poznałbym ciebie. Ileż uboższe byłoby moje życie.

– Cudowny przypadek?

– Nieomylne przeznaczenie.

– Przepraszam. Nie chciałam tak wejść z butami w twoje życie.

– Przepraszam, że sam cię nie zaprosiłem do niego wcześniej. Pytaj dalej.

O co go mogę teraz spytać? Nie byłam przygotowana na taką lawinę.

– Mam ostatnie pytanie – powiedziałam po chwili. – Co pomyślałeś, widząc mnie po raz pierwszy?

– Pięknie jej w kapeluszu. Musi być damą.

– W kapeluszu? Tego wieczora, z Martini, nie miałam kapelusza.

– Miałaś go pierwszego dnia, gdy przyjechałaś.

– Widziałeś mnie wtedy?!

– Tak. Angela narobiła tyle rabanu wnosząc swoją walizkę, że ciężko było was nie zauważyć. Wyglądałaś jak dziewczyna z dawnych lat.

-…

– A ty? Co o mnie pomyślałaś pierwszy raz?

– Facet z garbatym nosem.

– Mam garbaty nos?!

– Troszeczkę. Ale to bardzo… pociągające. – Spuściłam wzrok. Komplementowanie mężczyzny nie jest łatwe.

– Izabela.

– Tak?

– Spójrz na mnie.

Podniosłam wzrok. Spojrzałam w te brązowe oczy.

– Pocałuj mnie.

-…

– Iza, pocałuj mnie.

Zbliżyłam się do niego…

Przyspieszony oddech, miękkie kolana i zapominam. O wszystkim. Liczy się tylko ten człowiek i ta miłość. Liczy się tylko ciało przy ciele i nierówny oddech. Ważne, by pozwolić zabrać się do innego świata, odpuścić kontrolę i słuchać ciała. Dać mu prawo wyboru, a samo zdecyduje jak mu najlepiej. Tu myślenie szkodzi. Tu trzeba czuć. Oddać się w pełni na ten czas, oddać się na własność w ręce mężczyzny, a w swoje go przyjąć i się nim zachwycić. Każdym skrawkiem, każdą zmarszczką na skroni, pieprzykiem na łokciu i nierówną brwią.

Czy tak wygląda namiętność?

Nie wiem, ale jest to stan niezrównany z innym, nie da się go opisać i porównać do niczego na świecie. To trzeba przeżyć. Bez względu na konsekwencje, każda dziewczyna powinna to przeżyć.

Rok później…

20 lipca, piątek

Niebieska woda, widziana z niebieskiego okna, wygląda magicznie, nierealnie. Zwłaszcza jeśli okno jest bez domu, ot tak w ścianie. Patrzę na to co przede mną i zdaje mi się, że to się nie dzieje, że przecież nie można być tak szczęśliwą.

Z sentymentalnych podróży wyrwała mnie Maria. Czas na śniadanie.

Usiadłam przy małym stoliczku na patio.

– Nie możesz się tak wymykać każdego ranka. – Stanisław objął mnie z tyłu.

– Nie mogę?

– Brakuje mi ciebie rano.

– Lubię popatrzeć na świat przez niebieskie, bezpańskie okno.

Przez chwilę patrzył na mnie dziwnie, przyglądał się z uwielbieniem. W końcu powiedział:

– Chodź ze mną.

Zostawiliśmy śniadanie i krętymi uliczkami, które już dobrze znałam, przemierzaliśmy wyspę, by stanąć na małym, najbardziej wysuniętym w przód tarasie.

– Izabelo…

– Dawno tak do mnie nie mówiłeś.

– Chcę byś przyjęła to, co powiem, na poważnie.

– …

– Kocham cię.

Przeszedł mnie dreszcz. Tyle czasu czekałam na te dwa słowa. Sama nie chciałam pierwsza mówić tego, co czuję. Chciałam, by on to powiedział. Nie mogłam mu odpowiedzieć, byłam tak szczęśliwa tym co słyszę, tym jak on to mówi. Spokojnie, stanowczo, patrząc prosto w moje oczy.

– To nie jest Izabelo uczucie. To jest decyzja i deklaracja. Długo o tym myślałem i zdecydowałem, że ta dziewczyna, w której się bez pamięci zakochałem, będzie przeze mnie kochana. To znaczy, że będę się tobą opiekował, dbał o ciebie, że niczego ci nie zabraknie. Razem przejdziemy przez trudne chwile, a będzie ich na pewno dużo. Nie zostawię cię nigdy, ale jeśli będziesz chciała odejść, nie zatrzymam cię. Bo jeśli cię kocham, to znaczy, że pragnę twojego szczęścia bez względu na moje. Wybaczę ci każdy błąd, a sam postaram się ich popełniać jak najmniej.

Gdy mówił, wzbierały we mnie skrajne emocje. Nigdy nie słyszałam piękniejszych słów skierowanych do mnie.

– Kocham cię Izabelo. I jeśli mi pozwolisz, będę cię kochał wiecznie.

Płakałam. Już nie mogłam się powstrzymać. Wzruszona tym mężczyzną, zastanawiałam się, dlaczego właśnie mnie spotkała taka miłość.

Długo nie odpowiadałam. Dochodziło do mnie, że to przełom. Deklaracja miłości. Świadoma deklaracja miłości.

– Stanisław… Kocham cię.

Nie wiedziałam jak będzie i nie chciałam wiedzieć. W tej chwili liczyło się tylko to, że jestem z człowiekiem którego kocham. I znów poczułam ten stan sprzed roku, a w mojej głowie odbijało się echem…

Tylko Ja, On i nasza Grecja…

Cdn…


Poprzedni → Odcinek 29: Złota rada


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Model: Adam Daniluk

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany