20 lipca, czwartek

Otworzyłam oczy, patrząc prosto w sufit. Kilka sekund trzymało mnie w niepewności. Spojrzałam w prawo. Jest. Jest koło mnie. Leży razem ze mną na jednej poduszce, mój Stanisław. Pierwszy raz przeżywam wzruszenie mężczyzną. Jego snem, jego sztuką kochania, jego stanowczością. Tym jak się porusza, jak mówi. Po prostu nim samym. Niesamowite uczucie.

Pamiętam, że będąc z Wojtkiem, zawsze rano biegłam do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku. Umyć zęby, nałożyć makijaż, ułożyć włosy. Teraz jestem w porządku nawet z brudnymi zębami. Czuję się po prostu piękna. Delikatnie wysunęłam się z łóżka, by go nie zbudzić. Umyłam jednak zęby. Nawet największa piękność powinna dbać o higienę. Usiadłam przy biurku. Nie mogłam się opanować, by nie napisać do rodziców.

Kochana Mamo,

W ostatnim liście napisałam, że przeżyłam najpiękniejszy orgazm. Cofam to. Ten z dzisiejszej nocy był piękniejszy!

Nie mogę uwierzyć w to, ile kobieta może mieć szczęścia z seksu! Czuję się, jakbym odkryła jakąś tajemną wiedzę, dostępną tylko dla wybranych. Dlaczego nas tego nie uczą?

Ciekawe co teraz robisz… Pewnie się martwisz. Dziś do Ciebie zadzwonię.

Kocham Cię i staram się zrozumieć,

Iza

Wyjęłam drugą kartkę.

Kochany Tato,

Czy skopałbyś Wojtka lub Bartka, za to co mi zrobili? Myślę, że tak. Ciekawe, czy polubiłbyś Staśka… Odbył z nim męską rozmowę…?

Co możesz teraz robić, w ciepły, czwartkowy ranek? Jeszcze śpisz? A może już jesteś w piekarni? Albo właśnie pijesz kawę. Na pewno lubisz kawę. Nie może być inaczej.

Bardzo chcę Cię poznać tato.

Kocham Cię i staram się zrozumieć,

Iza

Schowałam listy. Spojrzałam w stronę łóżka. Stanisław leżał wpatrując się we mnie.

– Piękna jesteś jak piszesz.

– Dzień dobry. Życzy Pan sobie śniadanie do łóżka?

– Zamawiam Panią. Sauté.

– Wykluczone proszę Pana. Za godzinę wychodzę.

– Jak to?!

– Jest czwartek. Pracuję.

– Tego nie przewidziałem.

– Wrócę szybko. Słowo. Ale muszę iść chociaż na cztery godziny.

– Czas wracać do mojego mieszkania.

– Stasiu, przecież ty masz mieszkanie… – doszło to do mnie nagle.

– Tak, Izuś. I trochę większe niż twoje. – Wstał i objął mnie.

– Coś się Panu nie podoba?

– Wszystko. Tylko Pani mi się podoba.

Rozpływałam się w tych słowach.

– Szykuj się do pracy. Ja idę po bułki.

Naciągnął na siebie koszulkę i wybiegł. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Gdy wyszłam z łazienki, w domu czuć było kawę.

– Nie masz ekspresu. – Podał mi papierowy kubek.

– Latte?

– Nie lubisz?

– Może być. Chociaż wolę moją rozpuszczalną z czajnika.

– Chodź na śniadanie. – Pokiwał głową z udawaną dezaprobatą.

Na moim małym stole leżały bułeczki, masło i dwa talerze.

– Mocno ścięta? – Wskazał na patelnię z jajecznicą.

– Koniecznie.

– To siadaj.

– Kochanek, kucharz i bogacz w jednym. Gdzie jest haczyk?

– W bogaczu. Zarabiam powyżej średniej krajowej, ale nie jestem bogaczem Izuś. Nadrabiam romantyzmem.

Nic nie odpowiedziałam. Patrzyłam na niego. Chciałam zatrzymać tę banalną chwilę, gdy jem zwykłe śniadanie z niezwykłym mężczyzną. Chyba zgłupiałam.

Stanisław odwiózł mnie do pracy. Prosto pod szklane drzwi. Mężczyzna o mnie dba. Weszłam pewnym krokiem.

– Izabela! Jak ty wyglądasz! – Darek dopadł mnie po chwili.

– Że co szefie?

– Mężczyzna?

– Tak! – nie mogłam się nie chwalić.

– Żubrowicz.

– Nie! Co szef?!

– Wiem, że nie! Pytam, co z Żubrowiczem.

Ogarnięte! – rzuciłam i pobiegłam do laptopa, bo oczywiście ogarnięte nie jest. – A! Jeszcze jedno! – zawróciłam do Darka – nie jadę na ten staż do Nowego Jorku.

– Wiem.

– Jak to?

– Przecież widzę, że się zakochałaś – uśmiechnął się – głupia byś była jadąc.

Dopadłam do komputera. Poczta.

Dostałam zielone światło. Mogę działać. Redaktor zachwycony, zachwala moją kreatywność. Wściekła Baba jednak się przydała. Po pięciu godzinach mogłam wyjść, chociaż już po dwóch nie mogłam skupić się przez myśli o Staśku. Nie ma go – nie mogę pracować. Jest – też nie mogę pracować. Może po prostu jestem pracownikiem do dupy.

Niemniej po pięciu godzinach wyskoczyłam jak z procy. Od razu zadzwoniłam do Staśka. Nie odbiera. No super. Co on ma niby tu do roboty?

Wrócę autobusem. Usiadłam na przystanku. Dzwonić czy nie dzwonić…? Dobra. Dzwonię. Wybrałam numer mamy. Odebrała po drugim sygnale.

– Iza?

– Cześć mamo…

– Cześć córeczko.

Zapadła cisza. Żadna z nas nie wiedziała jak poprowadzić tę rozmowę…

W końcu zdecydowałam się powiedzieć prawdę.

– Dalej jest mi przykro mamo. Staram się zrozumieć…

– Przepraszam Iza. Nie zasłużyłaś na to. Kocham cię.

– …

– Halo? Iza? Jesteś tam?

– Chcę go odnaleźć mamo.

– Wiem.

– I chcę o nim jeszcze porozmawiać.

– Wiem.

– I… mam faceta.

– Wiem.

– Jak to?!

– Angelika mi powiedziała. Dzwoniłam do niej, podpytać co u ciebie. Martwiłam się.

– Mogłam się tego spodziewać.

– Podobno się zaręczyła.

– Chwaliła ci się?

– To pierwsze co powiedziała, gdy odebrała telefon.

– No jasne.

– I podobno Wojtek u ciebie był.

– No… Nieźle namieszałaś mamo… Był na ciebie wściekły.

– Myślisz, że chodzi o te nagie fotki czy napis na jego bramie?

– Jaki napis? – serce mi przyspieszyło.

– No na jego bramie.

– Nie mam pojęcia o czym mówisz mamo, ale już się denerwuję.

– Angela mówiła, że to świetny pomysł.

– I w tym momencie jestem przerażona.

– Iza, ja…

– Mamo, nie przeciągaj.

– Takim sprejem napisałam „Tu mieszka zboczeniec”. I narysowałam wiesz co.

– Nie wiem.

– No wiesz… TO.

– Mamo…

– Pe..s. – wyszeptała.

– Co? Mów normalnie.

– Penisa!

Moja matka malująca graffiti penisa. To był za mocny widok. Nawet w wyobraźni.

– Mamusiu, teraz się rozłączę, by opieprzyć twoją kochaną Angelikę.

– Iza, kocham cię córcia.

– Też cię kocham mamo.

Wypuściłam powoli powietrze. I zaczęłam się śmiać. Co za kobieta. Ona naprawdę mnie kocha. I naprawdę jest nieobliczalna. Dostałam ataku śmiechu, nie mogłam przestać, ilekroć wyobrażałam ją sobie w bluzie z kapturem, jako grafficiarza. Podjechał mój autobus. Zajęłam ostatnie wolne miejsce i zadzwoniłam do Angeli. Tak czy siak, musiałam ją opieprzyć, że zamiast wybić jej to z głowy, jeszcze ją zachęcała.

Cześć!

Jeśli wisisz mi kasę lub seks nagraj się.

Oddzwonię.

No jasne… Nagrałam się.

Cześć!

Ty mi wisisz. Wyjaśnienia!

Wysiadłam i poszłam do sklepu po coś na obiad. Na co Staś miałby ochotę…?

Ostatecznie postawiłam na rosół i mielone… W domu znów do niego zadzwoniłam. Wciąż nie odbierał. Zaczęłam się trochę denerwować. Mimo to wstawiłam wodę i zaczęłam obierać włoszczyznę. Telefon. Angela. Super.

– Śmiesznie, że mi się nagrałaś na pocztę! – Beztrosko mnie przywitała.

– Wyjątkowo zabawne.

– Co cię ugryzło?

– Czy ty nie umiesz usiedzieć na dupsku w spokoju? Przestań wciąż kręcić aferę.

– Od kiedy ty się taka drażliwa stałaś! Wiesz co, bez przesady, ja to w dobrej wierze…

– Od kiedy? Od teraz! Podpuszczasz moją matkę.

– Twoją matkę? Co? Aaa! To ty o tym mówisz…

– A przepraszam, o czym ty mówisz?

– Nie, no okej, mogłam ją odwieść od tego super pomysłu… – Ale mi już nie zależało na sprawie graffiti, Angela zrobiła coś jeszcze.

– Mów co masz na sumieniu.

– Powiem. Bo i tak się dowiesz. Właśnie wracam z kawy ze Staśkiem.

– Jak to? – zatkało mnie, gdy wrzucałam marchewkę do garnka.

– Napisałam do niego i spotkał się ze mną.

– Po co? I dlaczego mi nic nie powiedziałaś?

– Bo byś nie pozwoliła, a ja musiałam mu dać parę wskazówek.

– …

– Wielkie rzeczy. W życiu trzeba prosto z mostu, a nie cyrk odstawiać i bawić się w podchody. Spotkaliśmy się i mu wyłożyłam. Powiem ci. Tylko nie przerywaj.

– Nie zamierzam. Wierz mi…

– No to tak, spotkaliśmy się i mu wyłożyłam:

Wielki z diamentem. Też wielkim.” On patrzy się na mnie, rozumiesz, jak na głupią i pyta „Co?”.

No to mu mówię, że pierścionek zaręczynowy dla Izy. Czytaj – ciebie.

On oczy jak pięć złotych. Wzięłam do ręki solniczkę i pieprzniczkę i mu tłumaczę!

On” – poruszyłam solniczką – „Ona” – pieprzniczka – „Cmok Cmok. Seks. Miłość. Czy w jakiej tam chcesz kolejności. Zaręczyny. Ślub.”

A on do mnie. Słuchaj, bo to dobre… On do mnie:

„A czemu on to sól?”

No myślałam, że padnę.

„Jak wpadnie w oko to zawsze boli” – tłumaczę mu zirytowana. Słuchaj, znów patrzy na mnie jak na głupią. Pytam:

Której części nie rozumiesz? Człowieku, ja cię ratuję przed ośmieszeniem. Wiesz ile pierścionek mówi o facecie? I nie chodzi o cenę. Chociaż też. Bo raz, pokazujesz na ile ją cenisz, a dwa, na ile wiesz, jaka ona jest.” I tyle w skrócie. Zapłacił za kawę i się rozeszliśmy. Jeszcze go ostrzegłam, że jak cię skrzywdzi, to ma przesrane.

Zamilkła.

– Halo? Izunia, jesteś?

– Angelika. Ja nie chcę wychodzić za mąż.

– Jak to?

– Nie chcę.

– Każda dziewczyna chce. Nie oszukuj.

– Mogę zdecydować sama, kiedy i z kim?

– Boisz się, że go wypłoszyłam?

-Mało powiedziane.

– Izunia… Jak jest tchórzem, to się spłoszy. A jak jest facetem wartym ciebie to przemyśli sprawę.

– Wiesz co… Muszę kończyć… Ziemniaki obieram.

– Izunia… no weź…

Rozłączyłam się. Pierwszy raz, to ja zakończyłam rozmowę. Nie ona.

Nagle dzwonek do drzwi. Stasiek z kwiatami.

– Długo Pani nie było – stwierdził, gdy mu otworzyłam.

– Było odbierać telefon proszę Pana i po mnie przyjechać.

– Musiałem przemyśleć parę spraw. Ale kręcę się pod blokiem już od pół godziny.

– A ja gniotłam się w autobusie.

– Widziałem się z Angelą.

– Wiem… opowiadała mi.

– Tak? A co ci mówiła?

– Że postawiłeś jej kawę.

– Izuś…

– Ładne kwiaty.

– Dla ciebie. – Wręczył mi je i pocałował w rękę. – I coś jeszcze.

– Może wejdziemy do środka? – zaproponowałam.

– Nie. Chcę to już załatwić. Tutaj, szybko.

Zrobiło mi się gorąco. Chyba nie wziął słów Angeli na poważnie?!

– Posłuchaj… – Sięgnął do kieszeni spodni, a ja zamarłam. No nie! Nie jestem gotowa na tę chwilę! To nie tak ma być! Nie kiedy mam zagnieść mielone i na pewno nie na klatce schodowej!


Poprzedni → Odcinek 28: Cisza

Następny → Odcinek 30 (ostatni): Miłość mężczyzny


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Angelika Mamaj

Model: Adam Daniluk

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany