13 lipca, czwartek

W mojej głowie zapadła zupełna cisza. Pustka. Już nie słyszałam nic. Ani muzyki ani krzyków ludzi. Tylko ten odbijający się echem głos: „Nie posłuchałaś mnie”. Przestałam się szarpać. Zastygłam. Przymknęłam oczy, pod którymi przewijały się obrazy najczarniejszych scenariuszy.

Spokojnie, przecież Bartek nie jest psychopatą. Starałam się nie wpadać w panikę, która i tak opanowywała moje ciało. W głowie układałam sobie co mu powiem, że przecież można to jakoś odkręcić. Nagle poczułam, jak jego uścisk się rozluźnia. Nie wykonywałam jednak gwałtownych ruchów. Czekałam. Puścił mnie. Dalej stałam twarzą do ściany. Nie chciałam go zdenerwować. Poczułam jego rękę na ramieniu. Odwrócił mnie delikatnie w swoją stronę i spojrzał prosto w oczy. A mnie zmroziło. Nie był wściekły, był spokojny. Był spokojny i uśmiechał się! To było gorsze od wszystkiego. Ten przyklejony uśmiech przerażał bardziej niż wszystko inne.

– Cześć – powiedziałam starając się wyglądać normalnie. – Ale mnie wystraszyłeś. Myślałam, że to jakiś zboczeniec…

– To tylko ja Izo, Izabelo. A może, aż ja?

– Jesteś z Kubą? – spytałam pełna nadziei.

Nie.

– No dobra, wiesz co, zostawiłam Angelę przy scenie. Powiem jej, że jestem z Tobą, żeby się nie martwiła i może się razem napijemy?

Zaśmiał się, a ja wiedziałam, że nie pozwoli mi odejść.

– Wiesz co? Może najpierw się napijemy, a potem pogadasz sobie z Angelą? Ten pomysł bardziej mi się podoba.

Położył rękę na moim ramieniu i pchnął mnie lekko w stronę baru. Oddech stał się już płytki i czułam jak pocą mi się dłonie. W głowie modliłam się, żeby Angela zaraz tu przyszła, żeby jednak Kuba tu był… Przebiliśmy się przez tańczących ludzi, minęliśmy wielkie sofy i… bar.

– Bartek. Mieliśmy się napić.

– Ja Ci zrobię lepszego drinka. – Puścił do mnie oczko i zaczął prowadzić do wyjścia.

– Nie. Ja chcę się tu napić. – Upierałam się, bo wiedziałam, że gdy stąd wyjdziemy, może zdarzyć się wszystko. Stanęłam i zaczęłam szybko iść w stronę baru.

Podbiegł do mnie i chwycił mnie za łokieć.

Ja nie proszę.

– Bartek, o co Ci chodzi? Daj mi spokój! Nie podoba mi się Twoje zachowanie. Jest…

– Jakie?

– Chamskie.

– Chamskie? – Zaczął się śmiać. – Ty mi mówisz co jest chamskie?

– Dobra, nie chce mi się z Tobą gadać! Cześć. – Odwróciłam się.

On jednak za chwilę znów był przy mnie. Tym razem objął mnie w pół i szybko pocałował.

– Zostaw mnie! – wyszarpnęłam mu się.

– Nie tym razem. – Przyciągnął mnie do siebie i przybliżył twarz do mojej.

– Teraz pójdziesz ze mną, bo tego chcesz.

– A jeśli…

Położył mi palec na ustach.

– A jeśli nie pójdziesz, wywlokę Cię stąd. A potem zajmę się tą rudą dzikuską.

– Gdzie Ty chcesz iść?!

– A gdzie chcesz to zrobić? – Przekręcił głowę na bok. Znów się tak strasznie uśmiechnął.

Zastygłam. Czułam jak paraliżuje mi kończyny. Nie mogłam z siebie wydobyć żadnego dźwięku.

– Wiesz, jak tak na Ciebie patrzę, to myślę, że zadowoli Cię tutejszy kibel.

– Bartek, przerażasz mnie, to nie jest zabawne.

– Zabawne nie jest to, że najpierw robisz mi nadzieję, a potem puszczasz się z innym. Zabawne nie jest to, że grasz cnotliwą, a z obcym facetem chlasz na umór przy barze. W tym wszystkim co robisz zabawne jest tylko to, że teraz mi się opierasz.

– Bartek, co Ty mówisz… Ty widzisz jakąś inną rzeczywistość.

– I w mojej rzeczywistości zaraz mi się oddasz. Więc zapraszam. – Chwycił mnie w talii i mocno uszczypnął.

– Panie przodem. – Pchnął mnie w stronę łazienek.

Szłam i cała dygotałam. Zobaczyłam jakiegoś chłopaka wychodzącego z męskiej toalety. Spojrzałam na niego przerażonymi oczami. Zatrzymał się. Spojrzał na nas.

– Pomóż mi! – krzyknęłam i rzuciłam się w jego stronę.

– Sorry, I don’t…

– She is just drunk – Bartek klepnął go po ramieniu, a mnie zagarnął do siebie. Gdy chłopak tylko odszedł, Bartek przycisnął mnie do ściany ujmując mój podbródek. Zaczął mnie całować, a drugą ręką ścisnął szyję.

Gdy skończył, spojrzał na mnie.

– Jeszcze raz… Iza. Spróbuj jeszcze raz. – Puścił do mnie oczko.

Szarpnął mną. Weszliśmy do męskiej łazienki.

– Proszę Cię… – łzy stanęły mi w oczach.

Dwóch facetów spojrzało na Bartka i pokiwało porozumiewawczo głowami. Ktoś gwizdnął. Trzecie drzwi były wolne. Wepchnął mnie do środka. Przekręcił zamek. Pchnął moje ciało na boczną ścianę.

– To jak zaczynamy?

– Dlaczego to robisz?

– Nigdy nie pytaj o powód. Spytaj o przyczynę.

– Jeśli Cię czymś uraziłam, to przepraszam… Bartek…

Uderzył mnie w twarz. Krzyknęłam. Zatkał mi usta dłonią. I kopnął mnie w brzuch. Zgięłam się w pół.

– No dobra… – odgarnął mi włosy z twarzy – czas start.

Położył mi ręce na udach. Zacisnęłam je. Znów dostałam w twarz. Podciągnął mi sukienkę i odwrócił mnie tyłem tak, że uderzyłam głową o wystającą ze ściany rurę.

Zaczęłam myśleć o tym, jak długo uda mi się bronić, o bólu, o upokorzeniu… Już nawet nie płakałam.

I wtedy ktoś uderzył mocno w drzwi. Raz, potem następny. Pukał nieustępliwie.

– Fuck off! – krzyknął Bartek, wyprowadzony z równowagi. A ja zobaczyłam szansę dla siebie.

Pukanie nie ustawało. W łazience podniosła się wrzawa. Ktoś krzyknął po angielsku, że wszystkie toalety zajęte. To moja szansa! Wydarłam się więc najgłośniej jak umiałam.

– Help! Help me! It’s rape!

Tego było za wiele. Rozjuszony Bartek odwrócił się do mnie, chwycił moją głowę i uderzył nią o ścianę. Upadłam. Świat mi zawirował. Wszystko co widziałam, było rozmazane. Moje nogi, krew, czarna sukienka, majtki. Odpływałam. Zdawało mi się, że jestem w jakiejś ciemni… Albo w piwnicy. Pod palcami czułam wilgoć. Całe moje ciało krzyczało z bólu.

Umieram… Nagle zrobiło się jaśniej. Na pewno umieram. Jakieś wielkie ręce podniosły mnie do góry. Poczułam zapach męskich perfum. Głosy się mieszały, greckie z angielskimi, rosyjskimi i polskimi. Słyszałam je coraz bardziej z oddali.

Ostatnim co widziałam był różowy, jaskraworóżowy kolor, w który opadłam bez sił. Jakbym zapadała się w wielką, różową przestrzeń… Straciłam przytomność.


Poprzedni → Odcinek 19: Beach Bar

Następny→ Odcinek 21: Pożegnanie


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

 

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany