13 lipca, czwartek

Po plaży, ogromnym obiedzie i lodach, nie miałam siły się ruszać. Jedyne na co miałam ochotę, to poleżeć w łóżku. Angela jednak koniecznie chciała iść na sąsiednią plażę do Beach Baru. Nie pozwalała mi zasnąć.

– Totalnie nie mam ochoty… Zostanę. Ty idź z Kubą.

– Z nim się jeszcze nachodzę! Z Tobą jestem na wakacjach! No nie daj się prosić! Niedługo wyjeżdżamy…

– A czym ten Beach Bar różni się od budki z piwem na naszej plaży?

– Jest nowy, modny, ma więcej drinków. Jest nawet parkiecik do tańczenia! – Zakołysała biodrami.

– I dla tego parkieciku chcesz tam iść?

– Yhy! – Pokiwała głową i złożyła ręce jak do modlitwy.

– Okej. Niech Ci będzie. Daj mi godzinę.

– Wykluczone! Daję Ci 20 minut. Ubierz się świetnie, żebyś ode mnie nie odstawała! – Nagle nabrała jeszcze więcej energii i zaczęła wywalać wszystko z szafek w poszukiwaniu kreacji. – Możesz zaprosić Staśka!

Tak… Zaprosić Staśka. Ciekawe jak i gdzie, skoro to człowiek widmo. Zapewne sam się zjawi, jak zawsze… Albo i nie. Jeśli jednak istnieje szansa, że się zobaczymy, chcę wyglądać zjawiskowo! Teraz to ja nabrałam energii i szybko wyskoczyłam z pościeli. Poleciałam pod prysznic.

Umyłam i wyprostowałam włosy. Ubrałam się w moją ulubioną sukienkę. Może nawet wyglądałam seksi? Angela zawsze tak wygląda, ale teraz przebiła samą siebie. Czarna obcisła kiecka, nawet mi nie pozwalała oderwać od niej oczu. Czerwone szpile nadawały jej drapieżności i ten tatuaż…

– Jak wyglądam? – Obróciła się wokół.

– Wiesz…

– No wiem Izunia. Cudnie! Ty też!

Ja nie czułam się cudnie, ale może rzeczywiście… Coraz częściej wydawało mi się, że jestem nawet ładna!

Szłyśmy odstrojone do Beach Baru. Brzmi to dziwnie, śmiesznie wręcz, ale okej.

Już z odległości 600 metrów słychać było muzykę, światła migotały jak szalone. Muzykę… To było coś jak Dutch House. Im bliżej byłyśmy, tym lepiej mogłam rozpoznać te dźwięki.

– To jest ten Beach Bar…? – spytałam zszokowana, gdy ujrzałam przed sobą ogromnej powierzchni klub na plaży, z wielkim neonem Beach Bar. Kłębowisko ludzi przed wejściem. Szklane szyby zdradzały, że i w środku ciężko będzie o miejsce.

– Musiałam coś źle zrozumieć… – Angela przewróciła oczami.

– Dlatego tak się kazałaś odstroić?

– Oj Izunia… Ciebie trzeba czasem podstępem. Ale zobacz – jest napisane – Beach Bar!

– To nazwa klubu.

– No chodź… – Pociągnęła mnie za rękę – Proszę… na jednego drinka.

– Będę tego żałować…

Weszłyśmy do środka. Muzyka oszałamiała, a ludzie na parkiecie wyglądali jak w transie. Wszyscy skakali z uniesionymi rękami. DJ niczym kapłan rozkazywał im, co mają robić. A wierni wyznawcy, w ekstazie, odtwarzali jego ruchy i polecenia.

– Będzie Kuba?

– Nie wiem! – krzyknęła, bym mogła ją usłyszeć.

Dopchałyśmy się do baru.

– Martini and vodka! – Angela wychyliła się do barmana, krzycząc.

– Długo chcesz tu siedzieć?

– Nie marudź. Wypijemy, poskaczemy i pójdziemy. O co Ci chodzi?

– Nie wiem. Jakaś zdenerwowana jestem.

Angela już wpadła w muzykę i rytmicznie machała jedną ręką.

Po drugim Martini poczułam się trochę rozluźniona. Też zaczęłam ruszać się w rytm muzyki, która wciągała, kazała podporządkować się swoim dźwiękom.

W pewnym momencie poczułam czyjeś spojrzenie na sobie. Obróciłam się. Wzrokiem przejechałam dookoła siebie. Nikogo znajomego nie ma… A w zasadzie: Nie ma Staśka, bo to na jego spojrzenie liczyłam. To uczucie było dziwne, spowodowane alkoholem i wynikające pewnie z wielkiej potrzeby zobaczenia go.

– Co? – Angelika zauważyła moje zachowanie.

– Dziwnie się poczułam. Jakby ktoś na mnie patrzył…

– Chodź! – Chwyciła mnie za rękę prowadząc na parkiet. – Tu nikt nie będzie na nas patrzył.

Wciągnęła mnie w tłum stłoczonych ciał i zaczęła skakać. Ona była już zlana z muzyką. Ja, mimo że naprawdę chciałam oddać się tej zbiorowej tanecznej ekstazie, nie mogłam. Za mało wypiłam, za bardzo niepewna siebie i swojego ciała jeszcze byłam. Po pierwszym „utworze”, ulotniłam się krzycząc do Angeli, że idę się przewietrzyć. Pokiwała tylko głową, dalej skacząc i krzycząc. Przebijałam się przez tłum ciał. Dostałam parę razy w głowę. Byłam mniej więcej w połowie parkietu, już z oddali widziałam bar, gdy nagle ktoś chwycił mnie za rękę. Wyrwałam ją i odwróciłam się. Nikogo jednak nie zobaczyłam. Tylko las skaczących ciał. Ruszyłam dalej. Po paru krokach, znów ktoś chwycił moją dłoń. Tym razem mocniej i bardziej zdecydowanie. Nie mogłam jej wyszarpnąć. Pociągnął mnie za sobą. Muzyka ogłuszała, czarny parkiet migotał milionem świateł, od sceny biły kłęby dymu, a ja nie mogłam wyswobodzić się z uścisku. Nagle dołączyła druga ręka i chwyciła mnie za talię wciągając w sam środek tłumu.

– Angela?! – krzyknęłam w nadziei, że to ona, choć nie wiem jakby miała mnie usłyszeć. – Ale nie było ani jej ani nikogo innego. Mrużąc oczy próbowałam zobaczyć kto trzyma moją talię. Już dostrzegałam zarys postaci, gdy nagle jednym zdecydowanym ruchem zostałam przyciągnięta pod ścianę i mocno przygnieciona do niej. Już wiedziałam, że na sto procent to nie Angela. To męskie dłonie. I męska agresja. Przycisnął mnie do ściany tak, że policzek dotykał zimnych desek. Ręce skrzyżował mi na plecach i mocno trzymał. Serce wyskakiwało mi z piersi. Krzyczałam, ale tu wszyscy krzyczeli. Próbowałam się wyrwać, ale on tylko zacisnął mocniej dłonie na moich nadgarstkach. Przygniótł mnie do ściany. I krzyknął prosto do ucha.

– Nie posłuchałaś mnie! – Bałam się jak diabli, a w tym momencie byłam już sparaliżowana strachem. Poznałam ten głos od razu…


Ciąg dalszy już 27 lipca o godz. 19.00

Poprzedni → Odcinek 18: Tylko sex?

Następny → Odcinek 20: Różowa śmierć


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelki: Izabela Perkowska, Angelika Mamaj

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

 

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany