12 lipca, środa

Wąskimi uliczkami pięliśmy się do góry, mijając obładowane osły i hałaśliwe wycieczki. Szłam i niczym dziecko w sklepie z zabawkami, zachwycałam się wszystkim napotkanym po drodze. Każdym kamykiem, każdymi niebieskimi drzwiczkami, każdą ramą w oknie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Chciało mi się piszczeć z radości.

– Musimy poczekać godzinę.

– Na co?!

– Aż turyści dadzą sobie spokój.

– Mi to nie przeszkadza. Proszę, chcę wszystko obejrzeć.

– Obejrzysz, obiecuję.

– To co porobimy, chcesz pograć w „Kim jestem”? – spytałam trochę wkurzona.

– O nie! Chcę coś zjeść. I poznać Cię. Chodź. – Wyciągnął do mnie dłoń.

Bałam się podać mu rękę. Jego dotyk jest tak niezwykły, że zaraz zacznę się stresować, dłoń zacznie się pocić i nie będzie to ani trochę romantyczne!

– Iza? – Czekał na mój gest.

– No właśnie…

– Proszę.

Nie wytrzymałam. Nie potrafiłam mu odmówić. Nie chciałam, by widział jak to na mnie działa. Odwróciłam wzrok, by udać obojętną. Ujął moją dłoń. Wstrzymałam oddech. Spojrzał na mnie.

– W porządku?

Pokiwałam głową, nie mogąc nic powiedzieć.

Ruszyliśmy. Szłam, ale nie mogłam już podziwiać niebieskich akcentów, kwiatów ani starych Greków na krzesełkach. Czułam już tylko ten dotyk. Jego skóra stykająca się z moją. Nogi zaczynały mi drętwieć, stawały się ciężkie. Byłam jak odurzona. Nie wiem jak i kiedy dotarliśmy na malutkie patio ze stoliczkiem i dwoma krzesłami. Oczywiście w niebieskim kolorze. Wyrwałam mu rękę, czułam, że zaraz zemdleję… Usiadłam.

– Źle się czujesz?

– Słabo mi – odpowiedziałam, co z resztą było zgodne z prawdą. Ciekawe, czy on też tak dziwnie się czuł… Wątpię. Nie wyglądał na skołowanego.

Wszedł do pomieszczenia obok, by wrócić po chwili ze szklanką wody.

– Co to?

– Och Izabelo. Nie zaufasz mi nigdy? – Upił łyk wody i podał mi szklankę.

Wypiłam do dna. Uspokoiłam się.

– Nie ma tu za dużego wyboru. Maria sama gotuje. Da, co ma.

– Byle nie ośmiornica.

Po 20 minutach jadłam krewetki. Przyznam, że nie było to danie roku, ale zjadliwe.

– To mów Iza.

– Ale o czym?

– O sobie.

– Ale co?

– A co chcesz powiedzieć?

– Pytanie brzmi: Co chcesz usłyszeć?

– Chcę usłyszeć prawdę o Tobie. Co lubisz jeść, co robisz gdy Ci źle, czego się boisz i kogo chciałaś zabić wazonem. Czy marzysz, czy masz psa, a może wolisz koty? Chcę usłyszeć, czy czujesz do mnie coś niezwykłego, coś co czuję ja do Ciebie. Chcę usłyszeć co Cię trapi i że chcesz bym ci pomógł. Co w sobie uwielbiasz, czego nie lubisz. I jak bardzo jest nam razem po drodze.

Zaniemówiłam. Na co odpowiedzieć i czy odpowiadać w ogóle…

– Znów przesadziłem?

– A to… działa w obie strony?

– Jeśli Ty też chcesz usłyszeć…

– Chcę. Bardzo.

– To odpowiedz…

– Więc… Cóż… Izabela. Z domu Bielecka. Jak to było…? Co lubię jeść? Lubię jeść rosół. To taka zupa, która leczy nerwy… Gdy mi źle, płaczę i upijam się. Boję się wielu rzeczy. Horrorów, kleszczy i porzucenia. Wazonem nie chciałam nikogo zabić. Jest taki Bartek… Znajomy. Trochę mnie nastraszył, chciałam się bronić, jakby coś. Nieważne. Marzę cały czas, ale kiedy spełniam już marzenie, zapominam dlaczego tak bardzo chciałam je zrealizować… – zawiesiłam się na tej myśli.

– Czy masz psa…

– Ach tak. Tzn. nie mam psa, ale nie wolę kotów. Ogólnie, stronię od zwierząt. Czuję do Ciebie… wiele niezwykłości – spuściłam wzrok – i ta niezwykłość, mnie bardzo pociąga. Trapi mnie… – pierwsze co pomyślałam, że Wojtek. Jeszcze parę dni temu tak bym powiedziała, ale właśnie uświadomiłam sobie, że on mnie w ogóle nie trapi, że jego w ogóle już nie ma. – Trapi mnie… prawie od zawsze, brak taty, ale na to nie możesz nic poradzić Stanisławie… Co w sobie uwielbiam? Chyba oczy i odwagę. Robię dużo odważnych rzeczy ostatnio. A czego nie lubię… szerokich bioder i resztek naiwności. I…

– Jak bardzo jest na razem po drodze?

– Jeszcze nie wiem – wyszeptałam. – Teraz Ty. Ten sam zestaw pytań.

Uśmiechnął się. Wyprostował i patrzył prosto w moje oczy odpowiadając.

– To słuchaj: Masz cudne biodra, a Bartkiem się zajmę. Ja lubię jeść mielone. Rosół też super. Gdy mi źle, zamykam oczy i przypominam sobie jak miałem 6 lat i wygrałem w biegach przełajowych. Nie boję się niczego. Może jedynie, że wycofają z rynku lody czekoladowe. Marzę… O Tobie. O nas. Nie mam psa. Uwielbiam w sobie – podobnie jak Ty – odwagę. Gdyby nie ona, nie bylibyśmy tutaj, teraz, razem. Nie lubię w sobie zazdrości. Jak bardzo jest nam razem po drodze? Wyjątkowo bardzo. Najbardziej.

Informacje skakały mi w głowie jak szalone. „Cudne biodra, marzę o nas, Bartkiem się zajmę… Najbardziej po drodze”. Kurwa, zaraz zejdę z tego świata…

– Mogę jeszcze wody?

Podał mi szklankę, z której najpierw upił łyk.

– Stasiek…

– Tak? – Chciałam mu powiedzieć co czuję, jak bardzo mi miesza w głowie, w duszy, w ciele! Bałam się. Nie wiedząc co powiedzieć, powiedziałam prawdę.

– Godzina już minęła. Chcę pozwiedzać.

– Oczywiście Izabelo. – Wstał i delikatnie odsunął mi krzesło.

Rzeczywiście, nagle Santorini stało się opustoszałe. Zostali tylko mieszkańcy. I teraz było jeszcze piękniej. Wziął mnie za rękę. Bez pytania. Znów poczułam jak świat wiruje, ale chciałam tego, chciałam jak najdłużej czuć ten stan upojenia nim. Spacerowaliśmy, on wciąż mnie rozśmieszał i było tak w sam raz, idealnie. Było mi dobrze, tak u siebie. Nie zważałam już na to co mówię, jak wyglądam i czy się nie garbię.

Dopiero gasnące słońce popołudnia sprowadziło mnie na ziemię.

– Stasiek! O której ostatni prom?

– Był mniej więcej wtedy, kiedy jedliśmy krewetki.

– Jak to?!

– Mówiłem Ci, że musimy poczekać, aż turyści opuszczą to miejsce.

– Ale…

– Izabelo… Nie myśl już. – Dotknął mojego policzka – Wystarczy, że będziesz czuła.

Zbliżył się do mnie. Nasze twarze dzielił jeden krok w przód. I ja go wykonałam. Położyłam swoje usta na jego. Przed oczami mi poczerniało. Stasiek przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Powoli i spokojnie. Przestałam oddychać. Tylko czułam. Już nic nie myślałam, nic nie kontrolowałam. Tylko czułam. Jego usta, na moich, jego zapach, jego ręce na moich biodrach. Po chwili zimną ścianę za plecami. Jego dłonie w moich włosach, usta na szyi. Straciłam siebie całkowicie, już nic nie było moje. Nad niczym nie panowałam. Wszystko w jednej chwili należało do niego. I nie chciałam inaczej.

Tylko Ja, On i nasza Grecja…


Poprzedni → Odcinek 16: „Kim jestem?”

Następny → Odcinek 18: Tylko sex?


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Model: Adam Daniluk

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany