11 lipca, wtorek

– Angelika.

– No chyba żartujesz! Wiesz co… Ja jestem tu, ona jest tam. Bez przesady. Nie nakręcaj się.

– Angelika… – wiedziałam, że kłamie. Wzrokiem wędrowała wszędzie, unikając jedynie mojego spojrzenia. – Nie wierzę Ci.

Westchnęła.

– Iza. Wiesz, że jeśli poznasz prawdę, będziesz współwinna?

– Kurwa, nie wierzę! Ty naprawdę to zrobiłaś! – byłam zszokowana, przerażona, rozbawiona i… wzruszona? Serio. Byłam wzruszona łysiną Leny!

– No przed chwilą mówiłaś, że nie wierzysz, że nie zrobiłam…

– Ale… – zaczęłam się śmiać – To jakiś absurd.

– Prawda jest taka, że należało jej się. Jak psu buda.

– Trochę mnie przerażasz.

– Odrosną jej.

– Angela, to jest prawdziwa zemsta! O kurde… Pewnie o to chodziło Wojtkowi… Ale skąd wiedział?! Jak w ogóle to zrobiłaś?

– Pamiętasz jak 4 lata temu chodziłam na taniec brzucha?

– No i co to ma do rzeczy?

– Poznałam tam Laurę.

– Laurę – fryzjerkę?!

– Ona nie jest fryzjerką… Dziewczyna śliczna jak marzenie. Nigdy do niej nie podchodziłam – onieśmielała mnie. I na jednych zajęciach, to ona podeszła do mnie i poprosiła, żebym oddała jej swoją bluzkę.

– Co?

– Bluzkę. Miałam taką różową w cekiny, pamiętasz? Cudna była! Z odkrytymi plecami!

– Chcesz mi powiedzieć, że jest jakaś bardziej walnięta baba od Ciebie? – Uniosłam brew

– Wiesz Izunia! Bądź miła. No i ja do niej, że jej nie oddam. Najpierw próbowała mnie przekupić, potem zaproponowała wymianę. Wziąć mnie na litość chciała. Nawet zawinąć mi ją! Tak się nakręciła. I wiesz co, pomyślałam sobie, że jej to oddam. Za nic. Skoro ją uszczęśliwi, to jej oddam. I podeszłam do niej na zajęciach.

– Angela. Czy ta historia do czegoś prowadzi?

– No czekaj. No i oddałam jej tę bluzkę. Była przeszczęśliwa. Obcałowała mnie, powiedziała, że jestem dobrym człowiekiem i że mam u niej dług. Nasze drogi się rozeszły. I ostatnio zadzwoniłam do niej, pytając, czy chce spłacić swój dług.

– I tyle, tak?

– No. – Zadowolona z siebie uśmiechnęła się.

– Chcesz mi wmówić… Czekaj… Ustalmy coś. Chcesz mi kurde wmówić, że Ty dałaś kiedyś lasce jakąś starą bluzkę, a ona w zamian za to, po paru latach spaliła włosy obcej dla niej dziewczynie? Angelika. Nikt w to nie uwierzy. Zwłaszcza policja, jak się do Ciebie dobierze.

– I to jest geniusz tej sprawy! Nikt na to nie wpadnie!

– Ty dalej idziesz w zaparte?

– Bo to prawda. Ona jest honorowa i ją też kiedyś zdradził facet. A co więcej… Ona zna właścicielkę salonu, do którego chodzi Lena.

– Wiesz jak to brzmi? Jak słaby, bardzo słaby kryminał… Ale okej, jeśli jest większa świruska od Ciebie, to zostawmy tę sprawę. Ciekawe tylko, co ja mam odpisać Wojtkowi.

Otworzyłam pocztę. Wzięłam dwa głębokie wdechy.

– Dobra, zaraz mu odpiszę. Tylko muszę pomyśleć. Idę się umyć, bo cała śmierdzę.

Weszłam pod prysznic. Chłodna woda obmywała moje ciało, dając wytchnienie. Jak dobrze. Wyszłam gotowa, by mu odpisać.

– No dobra… Usiadłam na łóżku. Angela, co mu napisać?

– A nic. Już mu odpisałam. – Uśmiechnęła się, układając włosy przed lustrem.

Zamarłam. Szybko otworzyłam folder „Wysłane”.

Wojtuś!

Pisz kochany szybciutko, bo nie mam zupełnie czasu w tej Grecji! A gdybym miała, to przecież nie poświęcałabym go Tobie, Głuptasie. Ze względu jednak na naszą dawną zażyłość, jestem skłonna Cię „wysłuchać”, więc pisz krótko i zwięźle, co się dzieje.

A teraz wybacz, idę oddać się w gorące ręce masażysty. Tutejsi mężczyźni mają niesamowicie mocne dłonie!

Buziaki ze słonecznej Grecji!

Izabela

PS To prawda, że w Warszawie kolejny dzień leje?   Szkoda, co?

 

– Jesteś nienormalna.

– No. Wiem. – Powiedziała niewzruszona i zaczęła regulować sobie brwi.

– Angelka, Ciebie trzeba albo kochać albo trzymać się od Ciebie z daleka.

– No. Wiem.

– Mam nadzieję, że Darkowi nie odpisałaś?

– Wciąż mnie kochasz? – Spojrzała niepewnie w moją stronę.

– Nie! Nie! Nie, błagam. Nie mów, że mu odpisałaś! Kurwa Angela! To mój szef!

Szybko wróciłam do folderu „Wysłane”.

Szefie!

Po co Szefowi „Drzewko Szczęścia”, skoro ma szef mnie?

PS Szefie, mam odważne pytanie: Czy szef mnie podrywa?

Izabela

 

– Nigdy więcej… Patrz na mnie Angelika. – Spojrzała z miną zbitego psa. – Nigdy więcej nie odpisuj nikomu z mojej poczty! Nigdy. Jestem na Ciebie zła.

– Izunia, przestań. Sprawa się przynajmniej rozwiąże. Wóz albo przewóz.

– Prawdopodobnie pogrzebałaś moja karierę w tej firmie. Dzięki.

– Ona teraz się właśnie rozwinie.

– Jestem na Ciebie zła. I tylko dlatego, że jesteśmy na wakacjach…

– Oj Izunia! – Rzuciła się na mnie w przytuleniu! Chodź na plażę.

– Nigdy…

– Słowo harcerza!

– Angela, Ty nie…

– Byłam. O przepraszam bardzo. Co prawda tylko przez tydzień, ale byłam.

– I tylko dlatego, że podobał Ci się tamten chłopak.

– Ale byłam. Wkładaj kostium! Idziemy się opalać.

Poszłyśmy na plażę. Rozłożyłyśmy się na środku. Słońce grzało nasze ciała, a ja czułam jak miękną mi mięśnie, jak mi dobrze i błogo. Szum wody uspokajał mnie. Zasypiałam.

Śnił mi się las. Ciemny las, przez który przedzierałam się w poszukiwaniu czegoś. Doszłam do wielkiej polany. Stanęłam. Zrobiło się jakoś chłodno, nieprzyjemnie.

Z zarośli wyszedł stary dziad z długą brodą, w ręku trzymał nóż.

– Iza… – Wyszeptał z okropnym uśmiechem i powoli zaczął iść w moją stronę.

– Iza! – Warknął. Teraz już biegł z nożem skierowanym prosto w moje serce.

– Aaaa! – krzyknęłam i obudziłam się głośno dysząc.

– Taki jestem straszny? – No tak. Stary dziad, to Bartek, który właśnie się nade mną pochyla.

– Cześć… – rozejrzałam się. – Gdzie Angela?

– Z Kubą. Poszli na spacer brzegiem.

– Okej… – usiadłam i poprawiłam okulary na głowie.

– Zawsze musisz mi uciekać?

– Nie uciekłam.

– Wczoraj. Uciekłaś, gdy tańczyliśmy.

– …

– To nic. Ja też byłem wstawiony.

Mówić prawdę czy nie mówić. Może po prostu nic nie mówić…

– Chciałabyś popływać?

No, możemy. – Wstałam z jeszcze trochę obolałą głową i poszliśmy do wody. Powoli zanurzałam się i czułam jak rozgrzane od słońca ciało stygnie dzięki niej. Była cudna. Zanurzyłam się cała.

– Połóż się. – Powiedział nagle.

Spojrzałam na niego zdziwiona.

– No na wodzie, połóż się. – Położył mi rękę na talii i delikatnie pokierował moim ciałem tak, bym leżała.

– I co teraz? Mam się bać?

– Masz się zrelaksować.

W sumie… Spodobał mi się ten pomysł. Postanowiłam poddać się Bartkowi i odpuścić kontrolę, która mnie wciąż ograniczała.

– Zamknij oczy. – Trzymał moje plecy, bym utrzymywała się na wodzie. – Posłuchaj… Jak szumi woda, jak śmieją się dzieci na plaży, posłuchaj jak w oddali gra muzyka, jak wiatr cichutko wieje. – Odpuściłam wszystko, czułam jak staję się lekka, jak odchodzi wszystko co mi ciążyło… Bartek wodził palcami jednej ręki po moich ramionach.

– Słuchaj – mówił dalej – ptaków, roślin, ziemi… Słuchaj mnie, gdy mówię, że więcej się z nim nie spotkasz.

– Co?! – wykrzyknęłam i natychmiast wyszarpnęłam się by stanąć. – Co ty pieprzysz?!

– Ja wiem.

– Bartek, przerażasz mnie… – zaczęłam odsuwać się od niego w kierunku plaży. On przysuwał się do mnie.

– Wiem, że wczoraj z nim uciekłaś, wiem, że to ten sam, z którym piłaś Martini i wiem, że to on mnie wtedy ubiegł. Myślałaś, że możesz tak pogrywać ze mną? Zastanów się… Czy ja jestem głupi? – Serce waliło mi jak oszalałe. Niby pełna plaża ludzi… Kurwa, chyba mnie nie utopi?!

– Bartek, uspokój się.

– Ja jestem spokojny. Ty się zdajesz nerwowa – mówił jak psychopata. – Przecież mówiłem, że mi się podobasz.

– Nie będę z Tobą rozmawiać. Zostaw mnie.

Odwróciłam się i walcząc z oporem wody, próbowałam dostać się na brzeg. Chwycił mój nadgarstek.

– Człowieku, weź się ogarnij! Nic mnie z Tobą nie łączy, a zachowujesz się jakbym Cię zdradziła! Puść mnie! – Patrzył i zabijał mnie rozjuszonym wzrokiem. Puścił jednak w końcu i pozwolił mi odejść. Wybiegłam na plażę, zabrałam swoje rzeczy i pognałam do pokoju w nadziei, że jest tam Angela.


Poprzedni → Odcinek 13: Czas zemsty

Następny→ Odcinek 15: wojtaszy13@…


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany