11 lipca, wtorek

Otworzyłam mgliście oczy. Powieki były zbyt ciężkie. Zamknęłam je. Głowa pulsowała mi strasznie i przy najmniejszym nawet ruchu, czułam jak milion igieł wbija się w sam środek mojego mózgu. W ustach czułam okropny smak, który sprawiał, że jeszcze bardziej mnie mdliło. Zapach mojego ciała tylko potęgował doznania.

Uniosłam się powoli i oparłam na łokciu. Przetarłam oczy. Na palcach zostały mi czarne smugi po tuszu. Rozejrzałam się… I zamarłam. Wciągnęłam szybko powietrze, serce zaczęło mi walić. Gdzie ja kurwa jestem?! Podsunęłam się na koniec łóżka. Było bardzo duże i nie było w nim Angeli! Na fotelu po prawej stronie moje ubrania. Po lewej szklany stół. Wielkie okna, długie bladoróżowe firanki, spokojnie falujące na wietrze. I coś jeszcze: zapach kawy. Stała na szafce przy wejściu. Dwie filiżanki! Dobra, plan jest taki: wstaję, szybko się ubieram i spierdalam! Najciszej jak umiałam wygrzebałam się spod kołdry i podeszłam do fotela. I wtedy zamaszyście otworzyły się drzwi.

– A! – krzyknęłam i wskoczyłam znów pod kołdrę.

– Spokojnie. Widziałem Cię już w majtkach. – Stanisław zamknął drzwi i powoli podszedł do mnie.

– A bez? – zapytałam przerażona.

– Nie, bez nie. – Zaśmiał się i podał mi kawę.

Upiłam łyk i oparłam głowę na dłoni, starając się odtworzyć kolejność zdarzeń: wódka, piłam wódkę… „Ja nigdy”, wódka, Bartek… Całowałam się z Bartkiem? Nie…

– Iza…

– Poczekaj. Muszę pomyśleć.

Tańczyłam! Tak, tańczyłam z Bartkiem, było… miło. I potem on, znaczy Stasiek mnie porwał, wyrwał od Bartka. Biegłam, śmiałam się, biegłam za rękę ze Staśkiem… I co dalej?

– Iza…

– Urywa mi się film, na tym jak biegniemy, bo biegliśmy prawda?

Skinął głową wpatrując się we mnie.

– I co dalej?

– Poszliśmy na plażę.

– No… coś było.

– Leżeliśmy i rozmawialiśmy, a Ty zasnęłaś.

– Co za wstyd…

– Reszty możesz się domyślić. Nie wstydź się, można powiedzieć, że spędziliśmy razem noc.

– Skąd wiedziałeś, że tam będę?

– Nie wiedziałem.

– Kolejny przypadek?

– Kolejny celny strzał.

– Nie możesz tak.

Patrzył na mnie dziwnie.

– Nie możesz tak zjawiać się znikąd, a potem znikać.

– Dlaczego?

– Bo to nie fair. Ty rządzisz tą relacją, jak Ci się chce, to się zjawiasz, a jak nie…

– To nie tak.

– A jak?

Usiadł na łóżku blisko mnie. Złapał mnie za rękę, a ja poczułam napływ gorąca.

– Izabelo, to jest tak… że Izabela mi się szalenie podoba i nie tylko mnie… I to jest zrozumiałe, bo Izabela jest przepiękna i nie chodzi tylko o to, że ma piękne oczy, usta, że się pięknie porusza i śmieje… To też chodzi o to, że Izabela emanuje magnetyzmem, kobiecością.

– To piękne, ale chciałabym wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Rozległo się pukanie do drzwi. Stasiek wstał i otworzył. Zamienił kilka zdań z pokojówką.

– Mówisz po grecku?

– Trochę. Idź się umyj, już nas wołają na śniadanie.

– Wołają na śniadanie? I czemu Ty mi w ogóle rozkazujesz?! Może ja się nie chcę myć!

– Dobra, to po prostu się ubierz. Odwrócę się. Łazienka jest na prawo.

Wstałam i poczułam jak głowę mi rozrywa ból. Wzięłam ubrania i przemknęłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Szybkie podsumowanie:

  1. Jak ja mogłam gadać z nim w tym stanie?! Wyglądam jak pijaczka!
  2. Muszę się umyć!

Po 40 minutach wyszłam z łazienki. Niestety, musiałam być we wczorajszej kreacji, która do klubu się nadawała, ale teraz… Czułam się dziwnie.

– Można Panią prosić? – Podał mi ramię i wyszliśmy.

Prowadził mnie korytarzami, których nie znałam.

– Czy my jesteśmy w…

– Tak, w „Rivivie”.

– A które to piętro?

– Najwyższe.

Otworzył mi szklane drzwi i weszliśmy do ślicznej jadalni na ogromnym balkonie.

– Czemu ja nie wiedziałam, że można tu jeść?!

– Bo nie można.

Rozejrzałam się. Naszykowany był tylko jeden spośród około 20 stolików.

– To dla nas?

– Tak. – Podeszliśmy do stolika. Odsunął mi krzesło. Za chwilę zjawił się kelner, wymienił ze Staśkiem uścisk dłoni i parę zdań po grecku. Odszedł.

– O co chodzi?

Spojrzał na mnie i westchnął głośno. Na naszym stoliku zaczęły pojawiać się greckie przysmaki.

– Smacznego, Izabelo.

– Niczego nie tknę, dopóki mi nie powiesz o co chodzi.

– Okej. Poddaję się.

Zapadła cisza. Nie zamierzałam jej pierwsza przerywać.

– To mój hotel.

– Co?

– To – wskazał ręką dookoła – jest moje.

– Prowadzisz najtańszy, grecki hotel?

– Dokładnie.

– Ale…

– Marzenie rodziców. To ich hotel w sumie, nie mój. Ja tu tylko…

– Rządzę się za hajs rodziców? – dokończyłam zniesmaczona.

– Uciekam od życia.

– Chciałabym tak sobie pouciekać.

– Nie chciałabyś – odpowiedział lodowato, a ja poczułam, że właśnie przekroczyłam jakąś granicę.

Zjedliśmy w lekko napiętej atmosferze, odprowadził mnie na dół.

– Kiedy się zobaczymy?

– Niebawem Izabelo. – Spojrzał na mnie, ujął moją dłoń, ukłonił się i pocałował ją.

Wróciłam do pokoju. Angela niemalże rozerwała mnie na wejściu pytaniami.

– Głaskaliście się po twarzach?

– Nie. Spaliśmy razem!

– Chyba żartujesz! Izunia! – Rzuciła się na mnie piszcząc.

– Seksu nie było. Dla jasności.

Angela odsunęła się momentalnie. Spojrzała na mnie zniesmaczona.

– Serio?! Po prostu sobie poszliście spać?

– Mniej więcej.

Trzykrotny dźwięk tableta wyrwał mnie z tej niezręcznej rozmowy.

Szybko zajrzałam niesiona dziwnym przeczuciem.

Izabela,

Co masz dla mnie? Tylko nie mów, że drzewko szczęścia…

Twój szef

Zapomniałam!!!

Drugi mail.

Izka!

Czekam na wyjaśnienia!

W.

– Bezczelny! – Angela zajrzała mi przez ramię.

– Jakie wyjaśnienia?

– Niech spierdala. Napisz mu: Angela mówi, żebyś spierdalał.

Czekaj, jeszcze jeden.

Cholera! Ilu adresatów!!! Jakiś spam zbiorowy.

Do wszystkich Warszawianek!

Dziewczyny!!!

Strzeżcie się oszustki! Ostatnio razem z przyjaciółką, odwiedziłam jeden z warszawskich salonów urody – ja wyglądałam okej, ale oto, z czym została po wizycie moja przyjaciółka! (Zdjęcie w załączniku)

„Nowa fryzjerka” – Laura jakaś, miała rozjaśnić włosy mojej przyjaciółce, a spaliła je!!! Zostawiła ją z włosami nasiąkniętymi utleniaczem i kazała czekać, po czym… zniknęła. I jak się okazuje, ta Pani tu nigdy nie pracowała! Jakaś chora psycholka niszczy włosy pięknym dziewczynom!

Anka D.

Drżącą ręką otworzyłam załącznik:

Zdjęcie zapłakanej, prawie łysej Leny!

– Angela – masz coś wspólnego z tym?!


Poprzedni → Odcinek 12: „Ja nigdy…”

Następny → Odcinek 14: Strach ma jego oczy


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Angelika Mamaj, Katarzyna Dąbrowska

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany