10 lipca, poniedziałek

O 15.30 wyszłyśmy z pokoju. Spóźnione, czyli w dobrym stylu. Ja ubrałam się w ciuchy Angeli i buty na obcasie. Ona, w kieckę odsłaniającą nogi. Oczywiście plus szpilki.

– Czekaj! – Zatrzymała mnie.

– Na co tym razem?

Wbiegła do pokoju.

– Dobra, mam! – Wyleciała pędem z paczką przewiązaną kokardą.

– Żartujesz sobie?

– Nie – odpowiedziała poważnie. Podeszła do drzwi naszego sąsiada. Położyła pod nimi pakunek i zapukała, a raczej porządnie walnęła w nie z pięści.

– Szybko! – Pociągnęła mnie za rękę w kierunku schodów.

Zbiegając na dół, śmiałyśmy się jak małe dzieci.

– Myślisz, że przyjmie?

– No pewnie! Zobaczysz! – Uśmiechnęła się zadowolona.

Stanęłyśmy zdyszane w holu.

– Głupia jesteś.

– Wiem – zaczęła się śmiać.

– Angela – spojrzałam jej prosto w oczy. – Czemu Ty się nigdy nie żegnasz?

– Jak to?

– No na zakończenie rozmowy, spotkania. Czemu nie mówisz: „Pa, do widzenia, do jutra”?

– Dlaczego o to pytasz? Teraz.

– Nie wiem. Tak jakoś…

– Nie żegnam się… żeby nie przerywać relacji Izunia. To tak jakbyś ją zawiesiła, jakby Ci była niepotrzebna na ileś godzin, dni…

– Jesteś niezwykła.

– No. Wiem. – Podała mi rękę. – Chodźmy już na tę podwójną randkę!

Przed hotelową bramą stał Kuba z Bartkiem cierpliwie czekając. Angela od razu podbiegała do swojego przyszłego męża, skacząc mu na plecy.

Ja szłam powoli, nie miałam za bardzo ochoty na towarzystwo Bartka. On jednak podszedł do mnie i widząc mój dystans, postanowił go zmniejszyć.

– Iza, przepraszam! Uniosłem się. Wiem. Nie miałem prawa. Będę szczery – podobasz mi się, no!

– Co znaczy podobasz? Ja? Czy jakieś wyobrażenie o mnie?

– No Ty. Cała. Dlatego się wkurzam, jak słyszę, że ktoś mnie ubiegł!

– To był przypadek. Zresztą nieważne.

– On jest stąd? Jest Grekiem?

– Nie.

– Polak?

– Tak.

– Dobra. Iza. Krótka piłka: mogę się o Ciebie starać?

Chciałam powiedzieć: „nie”, chciałam mu to wybić z głowy, bo przecież myśli moje wędrowały do Staśka, ale ostatnio obudziła się we mnie Afrodyta i powoli, powoli zaczynała wstawać. Jeszcze lekko senna, ale już dawała o sobie znać. Jakbym odblokowała jakiś element kobiecości, odpowiedziałam więc:

– Możesz – co zresztą zgodne było z prawdą, bo przecież może.

– Dzięki! – Przytulił mnie z całej siły i uniósł do góry.

Poczułam się lekka, delikatna. To miłe. Nie! To wspaniałe, podobać się mężczyznom! Lubię, tę nową, kobiecą stronę mnie. A Stanisław? Cóż. Wolałabym, żeby to on mnie podnosił, ale znów zniknął.

Długo szliśmy na przystanek, z niego pojechaliśmy autobusem, jeżdżącym chyba według prywatnego rozkładu kierowcy, bo godziny przyjazdów totalnie odbiegały od tych na oficjalnym rozkładzie. Cóż… Grecja.

O 18 byliśmy na obiedzie, o 20 poszliśmy tańczyć – opłacała się tak długa podróż. Stoimy przed największym, okolicznym klubem na świeżym powietrzu. Grecka dyskoteka! Ogromny teren desek, świecidełek i neonów. Na środku olbrzymia konsola, a za nią młody chłopak w ciemnej koszulce i okularach. Co prawda żołądek mi się trochę ścisnął na myśl o tym, że Bartek znów mnie zawstydzi swoimi ruchami, ale postanowiłam się naprawdę dobrze bawić.

Weszliśmy. Zaczęliśmy od drinków.

– Iza, dla Ciebie Martini? – spytał mnie.

Kiwnęłam głową. Chłopcy poszli do baru, a my usiadłyśmy na turkusowych sofach, które jako jedyne były wolne. To miejsce tętniło życiem. Nowi ludzie wciąż napływali. Dziewczyny w kusych spódnicach, chłopcy ze złotymi łańcuszkami. Wszyscy tańczyli w rytm znanych na całym świecie piosenek, jak i tych typowo greckich.

– Izunia, zamierzam się upić, więc jak coś…

– To będę Ci trzymać włosy – dokończyłam.

– Dzięki!

– A jak ja się upiję, to kto mnie przytrzyma?

– Jak obiecasz, że naprawdę się upijesz, to ja obiecam, że nie pozwolę Ci ubrudzić włosów.

– Dobra! – uśmiechnęłam się, pewna tego co chcę zrobić.

– O czym tak szepczecie? – spytał Kuba podając nam drinki.

– Chcemy się dziś upić – odpowiedziałam natychmiast.

– Brzmi obiecująco. – Bartek przysunął się do mnie, rękę położył na oparciu sofy, zagarniając moją przestrzeń. – Przyspieszmy ten proces. – Uśmiechnął się, a ja stwierdziłam, że jest wyjątkowo przystojny w takim nastroju.

– „Ja nigdy”? – Spojrzał na niego znacząco Kuba.

Ten kiwnął głową.

– Znam to! – Angela ochoczo poprawiła się na sofie.

– Nie wiem o co chodzi, co ja nigdy?

– Chodzi o to, że… potrzebna nam wódka! Idę do baru, a Ty wytłumacz – Bartek rzucił do Kuby.

– Chodzi o to, że: polewamy. Każdy ma nalaną do kieliszka wódkę. I teraz tak: powiedzmy, że ja zaczynam. Mówię coś, czego nigdy w życiu nie robiłem, np.: Ja nigdy nie całowałem się z facetem. I nie piję, bo nigdy tego nie robiłem. Ty i Angela, jak zakładam, nie raz to robiłyście, więc pijecie. Zasada jest prosta: robiłaś coś – pijesz, nie robiłaś – nie pijesz.

– Okej… Brzmi dziwnie.

– Proszę bardzo! – Bartek rozłożył przed nami kieliszki i 2 butelki. Po litr w każdej.

– Ile na to wydałeś?!

– Izabelo, pieniądze nie grają roli, kiedy mamy grać w taką grę! – Puścił do mnie oczko. – Kto zaczyna?

– To ja mogę! – wyrwała się Angela. – Ja nigdy… nie dostałam 5 z matmy.

Wszyscy się napili.

– Jak to? – Angela zaczęła się śmiać.

– Sorry kotku, siedzisz z samymi ścisłowcami – Kuba objął ją w pasie. – Ja nigdy nie byłem w Chinach.

Przechyliłam kieliszek i wypiłam. Tylko ja.

– Izabelo, Ty światowa kobieto – Bartek już podejrzanie na mnie patrzył i przysuwał się coraz bliżej.

– Na studiach, w ramach projektu – uśmiechnęłam się. – To teraz ja. Ja nigdy… czego ja nigdy nie robiłam… Ja nigdy nie grałam w tę grę.

– Ja nigdy… – Bartek zawiesił głos. – Nie kąpałem się nago…

I już wiedziałam do czego zmierza ta zabawa. Zaczęły się coraz odważniejsze pytania.

– Nigdy nie…kochałem się w parku! – Kuba uśmiechnął się chytrze.

Przypomniała mi się wiosna, dwa lata wstecz. Jak we wrocławskim parku dopadła nas szaleńcza namiętność… Może spowodowana alkoholem, nieważne, Wojtek nie chciał czekać. Napiłam się. Angela też. Wszyscy zaczęli się śmiać i z podziwem kiwać głową, patrząc jak zeruję kieliszek, ale ja wiedziałam, że seria pytań ściśle związanych z Wojtkiem, dopiero się zaczęła.

– Nigdy nie zostałem zdradzony – wypalił Bartek.

Wymieniłyśmy się z Angelą spojrzeniami. Siedziała naprzeciw mnie, ale czułam, że z całych sił mnie przytula i chyba tylko dlatego się nie rozpłakałam. Przechyliłam kieliszek. Bartek spojrzał na mnie.

– Przepraszam, nie wiedziałem…

– Chyba o to chodzi w tej grze, prawda? – bez wstydu spojrzałam prosto w jego skonsternowane oczy. – Nigdy nie uprawiłam seksu bez miłości. – Powiedziałam dalej patrząc mu w oczy.

O dziwo, Bartek też się nie napił. Napił się Kuba i Angela, rozbawieni tym faktem, zaczęli się całować. A on się nie napił… Może to jednak dobry materiał na faceta…

Po następnych kilkunastu rundach, wszyscy byliśmy totalnie pijani. Angela i Kuba poszli tańczyć, ja wciąż się opierałam, pamiętając moją ostatnią kompromitację, choć wódka w mej głowie szeptała: idź, masz lekkie, gibkie ciało, idź…

– Iza – Bartek przysunął się tak, że stykaliśmy się ramię w ramię, kolano w kolano. – Kto śmiał Cię zdradzić?

– Wojtek.

– Co to za Wojtek?

– Facet, z którym myślałam, że przeżyję resztę dni.

– Kochałaś go?

– Wiesz… Zawsze tak myślałam. Teraz nie wiem… Może kochałam jakiś obraz jego, może kochałam w nim to, że ze mną jest, że mnie chce. Może kochałam jedynie siebie w jego oczach. Nie wiem… – zakręciło mi się w głowie.

– Jesteś piękna. – Chwycił mój podbródek. Pomyślałam od razu o Staśku, ale moje ciało było już tak płynne, że jedynie kołysało się w rytm muzyki, nie reagowało na czas. – Dotknął delikatnie moich ust – odsunęłam się po chwili.

Stasiek… Chwyciłam się za głowę. Stasiek, gdzie on jest? I czemu, gdy mam się całować z Bartkiem, widzę jego?! Spotykam go tylko wtedy, gdy on tego chce. To on ma kontrolę nad tą znajomością. Nie ja… Nie wiedząc jak się zachować, używając resztek trzeźwości umysłu, wstałam i wyciągnęłam rękę do Bartka – zatańczmy!

Podniósł się, chwycił mnie w pasie i zabrał na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć, nie przeszkadzało mi, że jego ręce wędrują, gdzie nie powinny. Odpływałam. Znów poczułam jego usta na swoich. I wtedy ktoś z tyłu chwycił mnie stanowczo za dłoń i pociągnął w tłum ciał. Zdążyłam jedynie cicho krzyknąć.


Poprzedni → Odcinek 11: Przeprosiny

Następny → Odcinek 13: Czas zemsty


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska, Angelika Mamaj

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany