10 lipca, poniedziałek

Angela wróciła o 4 nad ranem i wskoczyła podekscytowana na łóżko. Nie spałam, wciąż rozmyślałam o tamtej sytuacji, o tym co zrobiłam źle, o tym jak wracaliśmy w milczeniu, jak Stanisław odprowadził mnie pod hotel i odszedł. Bez pożegnania, bez wyjaśnień, rzucając tylko: „Śpij dobrze”. Nie mogłam spać w ogóle, a co dopiero „dobrze”!

– Śpisz? – Szarpnęła mnie za ramię.

– Nie… i nawet gdybym spała, obudziłabyś mnie tym subtelnym wejściem.

– Całowałam się z Kubą…

Odwróciłam się do niej i usiadłam na łóżku.

– Co?

– No co, co?

– Nie dziwi mnie sam fakt całowania, ale to, że chwalisz się tym… Przecież to „normalny etap znajomości” – zacytowałam jej argument, który przedstawiała mi zawsze po imprezach.

– Bo to było inaczej. Jakoś tak… jak nigdy. A Ty całowałaś się z Bartkiem?!

– Po pierwsze nie całowałam się, a po drugie, dlaczego z Bartkiem?

– No bo Kuba umówił się z nim, że jak ja wyjdę, to on Cię gdzieś zabiera.

– No ale nie zabrał.

– A to? – Wzięła świstek papieru leżący przy lampce nocnej. –  „Spotkajmy się przy hotelowej bramie. Za 10 minut”.

– To od Stanisława.

– Kogo?

– Poznałam go wtedy nad basenem, gdy „zniknęłam”.

– Kto to kurde jest?!

– Nie wiem w sumie. Ale podoba mi się. Bardzo. I z nim wczoraj byłam.

– I całowałaś się!

– Nie. Dotykaliśmy swoich twarzy.

Spojrzała na mnie, a jej mina była mieszanką przerażenia i kpiny.

– Co robiliście? – Już nie mogła powstrzymać śmiechu.

– Dobra, spadaj – sama zaczęłam się śmiać, gdy zrozumiałam jak głupio to brzmi.

– Okej, ale tak czy siak, to jest kartka od Bartka.

– No mówię Ci przecież, że byłam ze Stanisławem!

– Co za imię w ogóle…

– Dostojne.

– Okej, dobra, byłaś z dostojnym Stanisławem i dotykaliście swoich twarzy, ale kartka jest od Bartka. Wiem, bo Kuba mi powiedział o jego „intrydze”. I miał iść z Tobą na kolację. – Opadła na łóżko.

Nic nie odpowiedziałam. Wcięło mnie, kolejny raz nie potrafiłam poukładać rzeczywistości w swojej głowie. Skoro to od Bartka, to skąd Stasiek wiedział, że mnie tam znajdzie. Może to był przypadek? Ale żeby znów celnie strzelał?! Ten człowiek mnie pociąga, ale i przeraża.

– Angela, a co Kuba mówił jeszcze o Bartku?

Cisza.

– Angela?

W odpowiedzi usłyszałam spokojny, równomierny oddech. Już spała.

 ***

Gdy się obudziłam nie było jej. Przestały mnie dręczyć myśli o Wojtku, zaczęły o Staśku. Błędne koło. Korzystając z tego, że byłam sama i chcąc zmylić swoje myśli, sprawdziłam maila.

Izabela,

O Agnieszkę się nie martw. O nic się nie martw.

Najbardziej chcę, żebyś bezpiecznie wróciła. Ale na grecką pamiątkę też chętnie się skuszę.

Twój szef

Może Angela ma trochę racji… Czy Darek nie jest zbyt wylewny? Może rzeczywiście mu się podobam… To już by była paranoja.

Drogi Szefie Dariuszu,

Jeszcze dziś kupię szefowi pamiątkę.

Izabela

Zeszłam na dół, bo już poczułam jak żołądek piszczy mi z głodu. W jadalni Angela karmiła właśnie truskawkami Kubę.

– Cześć! – krzyknęła na mój widok. – Zajęłam Ci miejsce!

– Dosiadłam się do nich ze swoim talerzem, choć mój stan nie nadawał się „do ludzi”.

– Cześć Iza. – Chłodno przywitał mnie Bartek, który właśnie zmierzał do stolika z talerzem pełnym mięsa.

– Cześć.

– Gdzie wczoraj byłaś? – Naskoczył na mnie. Poczułam się jak dziecko, które coś przeskrobało. Kurde, czemu ja się tak stresuję? Czy ja mu coś obiecałam? Czy ja cokolwiek jestem mu winna, że tak bezpretensjonalnie mnie atakuje na dzień dobry?! Nie będę się tłumaczyć.

– Zależy o której.

– Miałaś czekać pod bramą. – Ten delikatny, słodki Bartuś, mówi do mnie jak do psa!

– I warować?

– Dlaczego Cię nie było? Wiem, że dostałaś kartkę.

Co miałam powiedzieć? Prawdę.

– Byłam na plaży z innym chłopakiem. Ubiegł Cię. – Taka była prawda. Bartek zacisnął oczy i widziałam, że jego samcza duma właśnie została mocno urażona.

Z impetem odsunął krzesło.

– Straciłem apetyt. – Wyszedł.

– Ale się wściekł. – Angela spojrzała na Kubę.

– Pójdę do niego. – Wybiegł z sali za przyjacielem.

– Bez przesady… – Zniesmaczona patrzyła w stronę odbiegającego Kuby.

– Słuchaj. Idziemy na targ? Muszę kupić pamiątkę dla szefa.

– Czy Ty nie za bardzo z nim? W sensie, jak chcesz, to super. Facet na stanowisku. Tylko określ się może.

– Nie, ja nie, ale on może i tak. Nieważne. Idziemy?

– Okej, tylko zjedz coś…

O 12.00 byłyśmy już na targu. Mnóstwo ludzi i upał. To chyba nie był najlepszy pomysł, by iść o tej godzinie na zakupy. Miejscowi to wiedzieli, bo cały targ zalany był obcokrajowcami. Włożyłam mój kapelusz z wielkim rondem i wszystkich nim potrącałam.

– Może to? – Angela stanęła przy wielkim stoisku z koszulkami.

– „I’m your greek boss baby”?

– No proszę Cię…

– A to… „Λυπάμαι που”

– A co to jest?

– Nie wiem, ale ma piękny różowy kolor i greckie szlaczki. I delfiny.

– Lypámaipou – coś na kształt tego, wypowiedział sprzedawca, uśmiechając się życzliwie .

– What? – Angela zmarszczyła brwi.

– It means: I’m sorry. – Wskazał na koszulkę.

– Wspaniale! – Klasnęła w dłonie.

– A za co ja mam niby go przepraszać… ?

– Nie Ty, ja…

– Co?

– No przeproszę Grubasa. I to z klasą. Zobacz, dwa w jednym: przeprosiny i rekompensata zarzyganej koszuli.

– Chcesz mu dać różową koszulkę z delfinami?

– Symbol boga Apolla.

– Czekaj… Apollo… Najprzystojniejszy z bogów?

– No to tym bardziej. – Odwróciła się do sprzedawcy. – Do you have XXXL?

Grek jej chyba nie zrozumiał, bo patrzył ze skrzywioną twarzą.

– Give me the biggest!

Tak więc Angela miała prezent dla Grubasa, a ja dla szefa nie. Zeszłyśmy cały targ, ale nic nie znalazłam.

Wróciłyśmy padnięte, a na wejściu do hotelu złapał nas Bartek.

– Sorry za rano. O 15.00 pod bramą. I spędzamy razem dzień. We czworo, okej?

– Okej? – spytała mnie Angela.

– Okej – powiedziałam, choć nie wiedziałam co z tego wyjdzie…


Poprzedni → Odcinek 10: Widzę Cię…

Następny→ Odcinek 12: „Ja nigdy…”


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Angelika Mamaj

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany