9 lipca, niedziela

Zaparło mi dech w piersiach. Stanisław wyglądał obłędnie, w zwykłej, czarnej koszulce. W nim jest coś tak eleganckiego, że chyba nawet gdyby wyszedł w piżamie, dalej biłaby od niego elegancja.

– Czekasz na kogoś? – Uśmiechnął się.

– Na Ciebie przecież…

– Skoro tak, to chodźmy dalej razem.

I poszliśmy. Powoli, obok siebie. Krok za krokiem. Szliśmy w milczeniu.

Przypomniało mi się, że mam piękne biodra, więc zaczęłam delikatnie nimi kręcić idąc. Starałam się, by wyglądało to kusząco. Tak się wczułam w tę swoją kobiecość, że straciłam równowagę i złamał mi się obcas w sandałku. Poczułam się jak pokraczna baba, która udaje damę. To było upokarzające… Czekałam tylko, aż Stasiek zacznie się śmiać. On jednak ukucnął przy mnie i zdjął mi buty. Nie wiedziałam co powiedzieć, to było dziwne, ale strasznie… ujmujące. Potem zdjął swoje. Schował obie pary do plecaka. I jakby nic się nie stało poszliśmy dalej. Dopiero po paru metrach dotarło do mnie, jak pięknie i subtelnie ochronił mnie przed ośmieszeniem w moich własnych oczach. W myślach zaczęłam się nad nim rozpływać. Skutecznie to przerwał…

– Izabelo, więc co robisz… w życiu?

– Czemu nagle Cię to interesuje?

– Zawsze mnie interesowało. Ale dopiero teraz jestem ciekaw.

Westchnęłam głośno, nie wiedząc jak to interpretować.

– Tworzę obrazy.

– Jesteś malarką?

– Można tak powiedzieć. – Teraz to ja chciałam być tajemnicza. – Stanisław! W ogóle powiedz mi, o co chodziło z tym Martini wczoraj? – nagle mi się przypomniało i postanowiłam, że nie daruję mu tego.

– Wypiliśmy łącznie 1,5 butelki.

– Fajnie. A skąd wiedziałeś, że zamówiłam akurat to? – lekko zdenerwowana jego pozorną arogancją nie bałam się zadawać pytań.

– Nie zamówiłaś?

– Owszem, tylko moje Martini stało kilka metrów dalej, na stoliku obok moich przyjaciół, a Ty wcisnąłeś mi…

– Izabelo – skutecznie mi przerwał –  tu wszyscy zamawiają Martini.

Spojrzałam na niego, swoją mimiką starając się wyrazić jak żałośnie to brzmi.

– Dobrze, przyznam się. Strzelałem. Jak widać celnie.

– Nie podoba mi się to. Nie wiem w co Ci wierzyć. 

Stanął na chwilę. Spojrzał na mnie. A ja… Byłam trochę zła na niego. Niby mówił o sobie, ale zdawkowo, mało chciał wiedzieć, a z drugiej strony czarował nieustannie.

– Gdzie chcesz iść? – spytał niespodziewanie.

– Obojętne – wzruszyłam ramionami.

– A co chcesz robić?

– Coś czego nigdy dotąd nie robiłam! – podniosłam brew.

– Dobrze – powiedział bardzo poważnie. I znów zaczął iść. Po 10 minutach doszliśmy… na plażę. Tyle, że z innej strony.

– Stanisław, powiem Ci, że z inwencją twórczą zaszalałeś…

– Muszę pomyśleć… – powiedział i usiadł. Jedyne co mogłam zrobić, to dosiąść się do niego.

Siedzieliśmy więc na plaży, wpatrzeni w falującą wodę. Z daleka słychać było bawiących się ludzi. Każde z nas zatopiło się w swoich światach. Moje myśli, nie wiem czemu, zaczęły uciekać do deszczowej nocy, kiedy to dotarło do mnie, że zostałam porzucona.

Nagle Stasiek przerwał ciszę.

– Iza, odwróć się do mnie – powiedział. Było to pełne spokoju i stanowczości. Pierwszy raz powiedział do mnie „Iza”. Chwilę siedziałam bez ruchu, choć nie wahałam się. Chciałam, by tak myślał.

W końcu odwróciłam się powoli. Zrobił to samo. Usiedliśmy naprzeciw siebie. Patrzył w ten sposób, że nie mogłam ukryć speszenia. Badał każdy skrawek mojej twarzy. Patrzył na mnie, jak na obraz, który musi zapamiętać, by móc go potem odtworzyć.

– Widzę Cię.

Nic nie odpowiedziałam. Poczułam jak impuls elektryczny przechodzi przez całe moje ciało. Poczułam się naga. Zaczęłam ciężko oddychać, a ręce mi drżały.

– Iza, widzę Cię – powtórzył jeszcze pewniej. A do mnie dotarło, co to naprawdę znaczy kogoś widzieć.

Więc i ja spojrzałam na niego. Ciemne brwi. Jego skóra… lekko zgarbiony nos, pieprzyk na prawym uchu, mała blizna w okolicach skroni… Czułam, że go poznaję. A między nami rosło napięcie. Było wręcz namacalne. Ładne usta, piękne… i te oczy… niesamowicie brązowe.

– Ja też Cię widzę Stasiu…

Wyraz jego twarzy się zmienił. Powoli podniósł rękę.

– Powiedz stop, jeśli tak poczujesz.

Unosił dłoń. Najpierw do góry. Potem bardzo wolno, zaczął przysuwać ją w moją stronę, wciąż patrząc mi w oczy. Z każdym milimetrem oddychałam szybciej i czułam, że zaraz nie wytrzymam, tylko nie wiedziałam jeszcze, co się wtedy stanie. Jego dłoń od mojej twarzy dzieliło pół milimetra, gdy wydyszałam:

– Stop…

Nie posunął się dalej. Patrzył na mnie. Odczekał chwilę.

– Mogę Cię dotknąć? – wyszeptał.

Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Z jednej strony strasznie tego chciałam. Był tak blisko. Pragnęłam by dotknął mojej twarzy. Z drugiej, bałam się co wtedy zrobię, czułam, że stracę kontrolę nad sobą. Jedyne na co było mnie stać, to kiwnięcie. Więc kiwnęłam głową, dając mu przyzwolenie. Po chwili opuszki jego palców dotknęły mojego policzka i sunęły dalej po twarzy, jakby czytał mnie brajlem. Przez policzek, do nosa, oczu i ust…  Serce wyrywało mi się z piersi. Zabrał powoli rękę, a ja już cała drżałam. To było tak fizycznie metafizyczne doznanie. Przedziwne. Tak pełne namiętności… Czułam, że z nikim nie byłam w takiej bliskości…

Podniosłam niepewnie rękę, nie byłam w stanie o to spytać. Uśmiechnął się.

– Tak – powiedział i przymknął oczy.

Zaczęłam przysuwać swoją dłoń do jego twarzy.

– Stop. – Usłyszałam nagle.

– Jestem dopiero w połowie…

– Już starczy. – Popatrzył na mnie.

Odczekałam chwilę, nie wiedząc co robić i jak się zachować po tym dziwnym zdarzeniu. Powiedziałam więc prawdę, sama zdzwiona swoją odwagą.

– Staś, chciałabym Cię dotknąć. Mogę?

Długo nie odpowiadał, a moja uniesiona w powietrzu ręka traciła stabilność. Zdawało mi się, że ma łzy w oczach, ale nie byłam pewna.

– Dobrze… – odpowiedział i zacisnął powieki. Powoli przysunęłam rękę i dotknęłam go. Zadrżał. Spojrzał na mnie. Już widziałam. Miał łzy w oczach. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc zaczęłam badać jego twarz, kawałek po kawałku. Gdy skończyłam zapadła między nami dziwna cisza.

– Wracajmy już – powiedział nagle i podniósł się z kolan. To było tak niespodziewane i impulsywne…

– Stasiek, czekaj! – pobiegłam za nim.


Poprzedni → Odcinek 9: W ciemno…

Następny → Odcinek 11: Przeprosiny


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Model: Adam Daniluk

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 

Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/


Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany