Odcinek 1: 1 Lipca, sobota

Obudził mnie zapach deszczu. Drobne krople, niczym posiekane, spadały rytmicznie na moją twarz.

„Która godzina… ?” Przemknęła mi pierwsza myśl w głowie. Niebo było tak szare, że ciężko określić porę dnia. Uniosłam się na kolana, by zamknąć okno. Zakręciło mi się w głowie wczorajszym winem. Opadłam na łóżko. Wygrzebałam spod niego telefon – 8.07. Równo 9 godzin i 7 minut temu zostałam porzucona. Niebo płacze za mnie.

– Ale kurwa! Wojtek! Ja Cię kocham!

– Tylko, że ja nie kocham Ciebie.

Odbijało mi się echem w skacowanej głowie.

– Zobacz… Ty jesteś niska, ja wysoki. Ty lubisz Notting Hill, ja Park Jurajski. I jeszcze te Twoje biodra…

– Lubię Park Jurajski…

– To niczego nie zmienia.

– Poznałeś kogoś?

– No. Ciebie. Po 2 latach dobrze Cię poznałem i nie chcę…

– Co nie chcesz?

– Ciebie, Izka, nie chcę!

– Ale… dlaczego?

– Nie podobasz mi się. Po prostu.

 – To dwa lata Ci się podobałam, a teraz nie…?

– Wiesz, Izka, w sumie to Ty mi się chyba nigdy nie podobałaś.

– Nie podobam Ci się… – zawiesiłam drżący głos. Tym zdaniem mnie dobił. Zgniótł moją kobiecość. „Nie podobam się… Nie podobam się”. Najpierw poczułam żal, smutek i wstyd. Chwilę później wkurwienie. – To spierdalaj. Po prostu.

I poszłam. Łzy stanęły mi w oczach, ale nie popłynęły. Po pięciu krokach zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Stał w tym samym miejscu, wryty w ziemię moją odpowiedzią. Zawróciłam do niego.

Zbliżyłam się na odległość ziarnka piasku.

– I nie mów do mnie Izka.

Odeszłam. I już nie wróciłam. Pozwoliłam uwolnić się łzom. Szłam cała dygocząc. Bezwiednie skierowałam swe kroki do nocnego. Dwie butelki wina i paczka mentolowych. Od 1,5 roku nie paliłam. Dla niego. Dla niego też zerwałam kontakt z najlepszą przyjaciółką. Teraz nawet nie miałam do kogo zadzwonić…

Obudziłam się w swoim łóżku. Tyle dobrego. Przeleżałam kolejną godzinę, gapiąc się na krople spływające po szybie. Musiałam wstać. Na szczęście istnieje powód, by wciąż podnosić się z łóżka – siku. Wstałam powoli i chwiejnym krokiem zatoczyłam się do łazienki. Po drodze spojrzałam w lustro. Szybko odwróciłam wzrok. Nie znam tej Pani…

Wróciłam do pokoju, skuliłam się w kłębek. I gdy już zasypiałam, gdy udało mi się znów uspokoić myśli, dźwięk smsa. Wojtek.

Izka!

Przepraszam. Nie sądziłem, że tak Cię to ruszy. Chcę, żeby było między nami dobrze, mimo że, nie jesteśmy już razem. Wiedz, że jesteś mi bliska.

PS Zachowaj bilety na nasz wyjazd do Grecji. Są dla Ciebie.

 

Dzięki kurwa.

Sama za nie zapłaciłam, to raczej, że dla mnie.

Zamknęłam oczy, które znów wezbrały łzami. Mój wybuch rozpaczy przerwał kolejny sms.

*Iza, nie Izka. Wybacz, siła przyzwyczajenia.

Już mi się nawet odechciało płakać. W głowie miałam pytania: Czemu on ze mną był, skoro mu się nigdy nie podobałam, skoro mnie nie kochał? I czemu to odrzucenie tak bardzo boli?

Zaczęłam grzebać w naszych wspomnieniach i przywoływać obrazy wspólnego szczęścia. I znów zaczęłam za nim tęsknić. Uratował mnie mój żołądek. Pognałam do łazienki, by zwrócić jego zawartość razem z tęsknotą za tym, któremu się po prostu nigdy nie podobałam.

Odcinek 2: 3 lipca, poniedziałek

Stanęłam przed lustrem, w kostiumie kupionym specjalnie na wyjazd do Grecji. Cały w palmy.

Oto ja: krótkie nogi, ale szczupłe. Spore biodra – zawsze myślałam, że kobiece, ale Wojtek dosadnie wyprowadził mnie z błędu. Lekko umięśniony brzuch – to jemu zawdzięczam – namówił mnie na siłownię. Nie! Zaraz, nic mu nie zawdzięczam. To ja ćwiczyłam. I to moje ciało. Miseczka – spore B. Pieprzyk na prawym ramieniu. Wielkie, czarne oczy i czarne włosy – obecnie w tłustym koku, ale w normalnych warunkach, lekko za ramiona. Ciemna karnacja. Nie wiadomo po kim, bo matka biała jak ściana, a ojciec był ryży. Podobno mój dziadek był Cyganem. Ale mama nie lubi tego tematu i w sumie, to tylko w kłótniach z babcią, padają jakieś enigmatyczne zwroty na jego temat.

Z karnacji się akurat cieszę.

8.00 – mój budzik zadźwięczał. Za godzinę mam być w pracy. Do wyjazdu parę dni, a ja muszę oddać projekt i nikogo nie obchodzi, że z dnia na dzień stałam się nieatrakcyjną, porzuconą dziewczyną. Dwie ostatnie doby spędziłam na dopinaniu go. To i tak było lepsze niż po raz 50-ty oglądać wspólne zdjęcia. Włożyłam najmniej wygniecioną sukienkę w grochy i czarne szpilki. W ramach higieny umyłam zęby, ale na włosy już nie miałam siły. Zjadłam wczorajszą, zimną pizzę i ruszyłam.

W biurze byłam za pięć.

– Masz? – Na wejściu zaatakował mnie szef.

– Mam… Doła. Rzucił mnie chłopak.

– To przykre. W takim razie nie potrzebujesz tego offa od 6 lipca?

– Mnie to nie bawi.

– Nie, no serio. Chyba nie jedziesz tam? No bo z kim?

I w tym momencie już wiedziałam. Moje wszystkie wątpliwości co do wyjazdu zostały rozwiane. Już wiedziałam… jadę. Choćby sama.

– Proszę – wręczyłam mu teczkę z projektem. – I dla jasności: potrzebuję offa.

Pokręcił zniesmaczony głową i trzasnął drzwiami od swojego gabinetu.

Usiadłam przy moim małym biureczku, na którym w złotej ramce, uwiecznione były chwile mojego szczęśliwego związku. Jednym ruchem wrzuciłam całość do śmietnika pod biurkiem. Odpaliłam laptopa. Dwie wiadomości.

Iza,

Przynieś w końcu faktury za ostatni wyjazd!

Księgowość

Na śmierć zapomniałam.

Druga wiadomość:

Szanowna Pani Izabelo,

W sprawie jubileuszowej okładki: Chcę coś z pazurem. Okładka ma pokazać, że jesteśmy bezkonkurencyjni, a nasze tematy są MOCNE. Liczę na Pani kreatywność i szybkość. Terminy gonią.

Łączę pozdrowienia,

Redaktor Naczelny,

Michał Żubrowicz

 

Nic nie mam. Świetnie. Szybko odpisałam:

Panie Michale,

Okładka będzie wyjątkowa. Brak mi jedynie pomysłu…

Izabela Bielecka

Jeśli nie wiesz co powiedzieć, powiedz prawdę. Głowa opadła mi na biurko. Dźwięk wiadomości. Redaktor odpisał po minucie.

Szanowna Pani Izabelo,

Brak Pani pomysłu… Czy da Pani wiarę, że w ubiegłym miesiącu jakaś szalona kobieta, rozpaczliwie próbując u nas publikować, złamała nos mojej sekretarce?

Co za determinacja, co za obłęd.

Inspiracji proszę szukać w otoczeniu!

Łączę pozdrowienia,

Redaktor Naczelny,

Michał Żubrowicz

 

– Izabela, pozwól – Darek stanął w swoich drzwiach i skinął na mnie.

Weszłam. Stanęłam przed biurkiem na którym siedział, poprawiając swoje siwiejące włosy.

Patrzył na mój projekt. Zdjął okulary. Spojrzał mi prosto w oczy.

– Iza, przypomnij… Jakich perfum robisz reklamę?

Je t’aime.

– A co to znaczy?

– Coś tam o miłości.

– Iza…

– JaCiękocham – wymamrotałam najszybciej jak umiałam .

– I według Ciebie tak wygląda kobieta, która kocha? – Odwrócił planszę w moją stronę.

– Może rzeczywiście poniosła mnie fantazja artysty.

– Fantazja artysty?! Izabela! Przecież to jest jakaś wściekła BABA! Ściska ten flakon, jakby chciała go zgnieść w ręku! Zaciśnięte usta… I ten bic!

– Dam do tego hasło: „Tak pachnie siła”.

– Chyba: „Tak pachnie wściekła Baba”.

– Za 4 dni wyjeżdżam. Poprawię. Zdążę.

– „Poprawię”? Iza. Tu jest do zmiany wszystko. Począwszy od krwistego tła, kończąc na rozszerzonych nozdrzach tej… kobiety.

Broda zaczęła mi drżeć. Darek wciąż mówił, ale ja już nic nie słyszałam. Patrzyłam przez niego, daleko. Na okno, na to co za oknem, na chmury, wieżowce i dalej, na to co za nimi. Byłam na łące kwietnej. Leżałam. A nade mną krążyły sępy.

– Izabela.

Krążyły, a ja czekałam, aż zaczną mnie rozszarpywać.

– Iza!

Ocknęłam się.

– Gdzie jesteś?

– Daleko stąd, szefie.

Podszedł do mnie. Złapał za ramiona. Potrząsnął mną delikatnie.

-Spójrz na mnie.

Podniosłam wzrok.

– To – wskazał na plakat mojej wściekłej BABY – powiesimy tu. – Podszedł do ściany za swoim fotelem. Zdjął nadmorski pejzaż i zawiesił mój projekt. – Żeby mnie się bardziej w końcu bali.

Zaśmiałam się wycierając oczy.

– A Ty – mówił dalej – jedź do tej Grecji, choćby sama. Odpocznij. Perfumy zrobi Agnieszka. Tylko ją wprowadź. Wrócisz i dam Ci najlepsze projekty. Halo? Kiwnij głową.

Kiwnęłam.

– Ale Żubrowicza nie oddam.

– Nie oddasz. Mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić?

– Przytulisz mnie szefie?

Podszedł do mnie. Rozłożył szeroko ramiona, a ja się w nie wtuliłam i rozpłakałam. Silnie trzymał moje ciało, które całe dygotało. Tak mi było dobrze w jego ramionach. Zawsze brakowało mi ojcowskich ramion, a w takich sytuacjach najbardziej.


Następny→ Odcinek 3: Pudełko wspomnień


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 
Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/

Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Podobne Posty

4 komentarze

  1. NZP

    Genialny tekst!

    Tak jakby ktoś rozumiał co czuje po rozstaniu albo co mogę czuć,bohaterka też świetna taka prawdziwa,naturalna!

    Czekam na jutrzejszy ciąg dalszy 😉

    Odpowiedz
  2. ula

    Jestem trochę rozczarowana… Że takie krótkie,bo się już wkręciłam !!! Mega, w no stylu,więc będę codziennie wyczekiwała !

    Odpowiedz
  3. Aleksandra

    Choć bohaterce nie jest do śmiechu to mnie te teksty rozbawiły, za co jestem wdzięczna. Fantastyczny język, lekka przyjemna fabuła, nie męcząca. BĘDĘ CZYTAĆ DALEJ!

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany