4 Lipca, wtorek

Dostałam offa już od dziś. Za trzy dni moje wakacje. Ju – hu. Obudziłam się po 10. Nim wygrzebałam się z łóżka, rozejrzałam się po moim malutkim mieszkaniu. Mały stół. Dwa małe krzesła. Aneks kuchenny. Malutka łazienka, miniaturowy balkon. Jednoosobowe łóżko. Zawsze nam tu było ciasno razem… Mały telewizor i wielka szafa. Jedyna duża rzecz w tym mieszkaniu, to 4-drzwiowa szafa. Jak tu cicho… Wojtek bywał u mnie prawie codziennie. W zasadzie, to rzadko byłam sama. A teraz… Z rozmyślań wyrwał mnie telefon.

– Tak, mamo.

– Cześć Izuś, jak tam?

– Dobrze.

– Spakowana?

– No właśnie się pakuję mama.

– A Wojtuś?

– Halo? Mama? Halo? Chyba znów nie masz zasięgu na tej wsi…

– Iza. Iza?

– Halooo?

Rozłączyłam się. Perfidne, ale nie chcę o tym gadać. Zwłaszcza z mamą. Jej histeria, jest mi teraz najmniej potrzebna.

Muszę się spakować. Wstałam i sennym krokiem poszłam po stołek. Wspięłam się na nim jeszcze na palce. Otworzyłam pawlacz. Owiały mnie kłęby kurzu. Zlokalizować walizkę… Jest. Chwyciłam za rączkę. Ani drgnie. Coś ją musiało przygnieść! Szarpnęłam mocno. Nic. I jeszcze raz! Puściło! A ja tym samym straciłam równowagę i spadłam ze stołka. Walizka na mnie. Dostałam w głowę jej najtwardszą częścią. Leżąc na podłodze, dotknęłam czoła. Potwornie bolało. Będzie guz. Zepchnęłam z siebie walizę, rozmasowałam żebra. Oprócz niej spadło coś jeszcze – małe, drewniane pudełko. To musiało mnie walnąć w ten głupi łeb.  „Pudełko wspomnień”…  Założyłyśmy je z Angelą jeszcze w podstawówce. Trafiły tam wszystkie ważne papierki po cukierkach, liściki pisane na lekcjach, ususzone kwiatki, zdjęcia, bilety do kina… Wszystko, co przypominało nam o czymś, o czym zapomnieć nie chciałyśmy nigdy.

Otworzyłam wieczko. Dotarł do mnie zapach lawendy i wosku, a z pudełka wyleciały powoli białe pyłki. Coś tu musiało zakwitnąć i przekwitnąć. Rzeczywiście zapach lawendy nie był przypadkowy. Wzięłam do ręki ususzony i związany kokardką bukiecik. Pamiętam ten dzień, ogród jej babci… Zajrzałam do środka. Moją uwagę przykuła czerwona koperta. Wzięłam ją do ręki. Była wygnieciona i przetarta w wielu miejscach. W środku kartka pocztowa, wypisana dziecięcym pismem.

Kochana Izuniu,

Nad możem jest super. Kompiemy się i jemy lody.

Jemy też dużo frytek. Kupiłam ci kałczuka.

Pozdrów mamę od mojej mamy.

Angelika

Ale byłam głupia… Tyle lat przyjaźni zmarnowane dla tego…  Od roku nie mam kontaktu z Angelą. Raz, przypadkiem widziałam ją na przystanku, ale szybko zawróciłam. Wojtek jej nie lubił. Od początku. Pewnie dlatego, że i ona nie lubiła jego. Powtarzała: Izunia, mi się on nie podoba. On nie jest szczery. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego. Po prostu tak czuła, od pierwszego spotkania z nim. Jakoś jednak to wszystko łączyłam, starałam się ich godzić. Minął rok. Pewnego wieczora przyszła do mnie zapłakana.

– Iza… – zaczęła – a ja wiedziałam, że to poważne. Bardzo rzadko mówiła do mnie Iza. – Coś się stało. Wojtek…

– Co z nim?! – serce mi stanęło, a w głowie już miałam obrazy jego zmasakrowanego ciała. – No mów!

– Przystawiał się do mnie!

Zamarłam. Poczułam jakby ktoś z całej siły kopnął mnie w brzuch. Nie mogłam nic z siebie wydusić.

– Iza, no powiedz coś…

– Nie.

Przyszedł…pogadać. Nie chciałam go wpuszczać do mieszkania. Sam wszedł. Mówił, że wie, że go nie lubię, że się uwzięłam. I że je –je –jesteśmy tacy sami – dławiła się łzami. A ja nie potrafiłam jej przytulić. Nic nie potrafiłam zrobić. Stałam, a moje serce z każdym jej słowem lodowaciało coraz bardziej na jej rozpacz. – Przycisnął mnie do ściany. Próbował mnie pocałować. Odepchnęłam go. Poszedł. Nic więcej nie zrobił. Iza! Nie możesz z nim być! – Podeszła do mnie rozkładając ręce. Odsunęłam się.

– Iza… Co Ty?

– A Ty?

– Nie wierzysz mi? – spytała roztrzęsiona.

„Czy ja jej wierzę? – zastanawiałam się. Angela była śliczna. Blondynka o delikatnych rysach, miała w sobie ogrom seksapilu. Nie chodzi o to, że ubierała się wyzywająco. To po prostu w niej było. W jej spojrzeniu, ruchach, śmiechu. Nie wiem czy jej wierzyłam. Na pewno nie chciałam. Nim zdążyłam odpowiedzieć sama przed sobą, czy wierzę, do mieszkania wpadł Wojtek.

– Co tu robisz?! – rzucił wściekły do Angeli. – Wynoś się! – Szarpnął ją za ramię.

– Zostaw mnie! – krzyknęła. – Iza, musisz mi uwierzyć!

– Izka! Ona nas chce skłócić. – Podszedł do mnie i chwycił mocno za twarz. – Ona chce nas skłócić od początku. Wiesz co dziś zrobiła?! Chciała mnie uwieść!

Wyrwałam mu się. Odeszłam parę kroków w tył. Nie wiedziałam co robić. Może rzeczywiście Angela chciała go uwieść. Wojtek jest taki przystojny… Wysoki, kasztanowe włosy, błękitne oczy, cudny uśmiech. Zakryłam twarz dłońmi. I zrobiłam jedyne na co było mnie stać – rozpłakałam się. Wojtek wyrzucił w tym czasie Angelę z mieszkania, a mnie tulił w ramionach i zapewniał o swej miłości. Uwierzyłam mu. Podjęłam decyzję.

A teraz jestem sama. I wiem, że zawierzyłam złej osobie. Mimo że ją znałam 17 lat, a jego rok, to jemu uwierzyłam… Tak bardzo chciałam męskiej miłości.

Odłożyłam kartkę do koperty. Zamknęłam pudełko. Położyłam się na podłodze. Guz wciąż bolał. Pulsował gorąco. Może słusznie dostałam tym pudełkiem w łeb.

Wstałam. Ubrałam się. Wyszłam. Całą drogę myślałam: „Czy ona mnie przyjmie? Czy wysłucha, kiedy ja jej słuchać nie potrafiłam? Czy ma już nową przyjaciółkę? A może nawet nie mieszka już na tym osiedlu… Przez rok mogło się tyle zmienić. Może jesteśmy już sobie obce…”. W głowie próbowałam ułożyć, co jej powiem. Ale wszystko brzmiało tak beznadziejnie… Tak infantylnie, tak nie na miejscu.

Po pół godziny, stanęłam przed jej blokiem. Nie mam już nic do stracenia – ruszyłam.

 


Poprzedni → Odcinek 1 i 2: Wściekła Baba

Następny → Odcinek 4: Przyjaźń na zawsze?


Zdjęcie i grafika: Monika Smykowska-Golec

Makijaż i charakteryzacja: Anna Mańturzyk, Aleksandra Nędziak

Modelka: Izabela Perkowska

Recenzja: Magdalena Szymańska

Korekta: Magdalena Perkowska

Autorka serialu: Klaudia Paź
 
Dziękujemy studiu OFICYNA: https://www.facebook.com/studiooficyna/

Patronat medialny nad serialem:

O Autorze

REDAKTOR NACZELNA

O sobie mogę powiedzieć tyle, że piszę. Piszę, gdy siedzę sama w domu. Piszę, gdy mi się nudzi. Piszę, gdy czekam na tramwaj i gdy uda mi się w nim usiąść. Więc tyle o mnie. Piszę. To jedynie mi wychodzi, więc tego się trzymam. 23 lata, panna, bezdzietna. Zainteresowania: podróże, których nie odbyłam z braku odwagi; sztuka, której coraz mniej; fałszywe antyki na Kole.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany