Wtorek, 6.15 rano. Prawe oko, lewe oko – rzęsy w górę. Kołdra na bok, nogi na podłogę. Mamo, siku! Szlak by to – czemu znów tak daleko do weekendu? Odliczam. Jeśli się uda, odpocznę najdalej za cztery dni (wyłączając oczywiście dzisiejszy). Niech tylko przeżyję środę, czwartek, piątek, i sobotę. To będzie niedziela.

W zasadzie nie wiem, o której mowa

Mniej więcej od pół roku testuję indywidualny tryb eksploatacyjny. Zamiast czuć się jak króliczek Playboya, zaczynam czuć się jak króliczek Duracella. Padłeś? Powstań! Popraw koronę i do przodu.

W pracy wyłączam komputer tylko po to, żeby w domu uruchomić laptopa. W ciągu dwóch godzin między wystawieniem nogi poza biuro, a wstawieniem jej pod domowy stół roboczy zawsze zdążę tysiąc razy zemleć w ustach tonę niecenzuralnych słów. Razem ze śmieciową kanapką. Pomijam fakt, że od dwóch tygodni warczę jak stary odkurzacz. Grom wie, czy to spadek odporności w środku lata, czy może jednak za dużo nikotyny. Kopcę jak lokomotywa. W sumie prycham już coraz ciszej, może więc płuc nie wypluję.

Że też ja zawsze muszę sobie nagrabić. Czasem mam wrażenie, że porwałam się z jakąś marną witką na słońce – nie z motyką. Standardowo trzy razy na sekundę mam ochotę rzucić wiecznie brzęczącym telefonem o podłogę. Mamo, siku! You have a message. Chciałabym w cywilizowany sposób opróżnić swój własny pęcherz, nie ryzykując plam na spodniach zapinanych w locie do drzwi wyjściowych z toalety.

Multifunkcyjność brodzika

Klepię i klepię w tę klawiaturę. Ilość zadań zaczyna mnie przygniatać. Pod prysznic idę najwcześniej jak się da. Może tym razem jednak wysikam się w brodziku? Zawsze to szybciej, a i tak spłynie? Zaoszczędzę czas. I wodę. Czy naprawdę nikt nie sika pod prysznicem? Przecież wszyscy to robią. Wstrzymywanie pęcherza nie jest zdrowe.

Znowu około północy zacznę sobie uświadamiać, że wypadałoby się położyć. Znowu zabieram laptopa pod kołdrę.

Środa. 6.15 rano. Mamo, siku! Jeszcze tylko czwartek, piątek, sobota. I niedziela. Z ręcznikiem na włosach walczę, żeby szczoteczka od tuszu do rzęs jakimś cudem nie obrała innego celu poza okiem. Nie mam czasu na suszenie włosów. Trudno. Lipcowe poranki są o dziwo dość ciepłe w tym roku. Najwyżej przewieje mnie w samochodzie. Czy wspominałam już, że warczę jak stary odkurzacz?

Odpocznę. Mamo, siku! O ile wcześniej nie narobię w majtki. Może zanim mnie piachem przysypią.

***

Epilog: Nie wstrzymuj pęcherza do granic możliwości. Możesz w końcu przegapić najbliższą toaletę.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany