Księga Przysłów 18,21

 „Życie i śmierć są w mocy języka [jak] kto go lubi [używać], tak i spożywać zeń owoc”.

 

Czym dziś jest dla Ciebie słowo? Czy zastanawiałaś/eś się kiedykolwiek czy ma to dla Ciebie znaczenie? To co mówisz? To co słyszysz? Do czego dziś używasz słów i co Twoja mowa robi Tobie i innym?

Słowem możemy doceniać, dawać zachętę, nieść pocieszenie, budować, troszczyć się…

Albo narzekać, krytykować, zniechęcać, plotkować, przeklinać, osądzać, niszczyć…

Nasze słowa są pełne mocy ku dobremu albo ku złemu i w zasadzie otrzymujemy to, co wypowiadamy – „spożywamy zeń owoce”.

Co dziś słowem wnoszę w świat? W inne ludzkie życie? W swoje własne?

Jak czuję się, kiedy ktoś mówi mi coś miłego, dobrego, pocieszającego, a kiedy właśnie słowem sprawia ogromną przykrość. Szczególnie ktoś naprawdę bliski. Jak wielka jest wtedy siła i możliwość zranienia słowem…

Jeśli chętnie mówię o innych źle, krytykuję, złorzeczę, to dlaczego to robię? Co mi to daje?

Czy czuję się lepiej, kiedy kogoś poniżam?

Czy mówię też źle o sobie?

Czy uniżam też siebie?

Skąd to wynika?

Co to mówi o moim poczuciu własnej wartości?

Być może jakieś zdarzenie spowodowało, że moja mowa jest tak „zatruta”, może nie potrafię wybaczyć sobie. Jak wiele może być przyczyn…

Skoro Bóg stworzył mnie na swoje podobieństwo, zostałam stworzona do miłości, to dlaczego moje słowa nie wyrażają miłości?

Więc jeśli tkwię w toksycznym myśleniu i mówieniu, a chcę to zmienić zapanuję nad swoim językiem.

Zawsze, w każdej minucie życia to JA wybieram co mówię.

A co kiedy ktoś mnie obraża, wyzywa, poniża?

O kim to świadczy? O mnie czy o nim? Ktoś, kto dobrze myśli o sobie, zna swoją wartość, naprawdę kocha siebie, nie ma potrzeby poniżania innych.

 


Pamiętam czas dorastania mojej córki, okres jej buntu. Ja wtedy postawiłam na rozwój osobisty. Przez prawie dwa lata prowadziłyśmy ze sobą „krwawą słowną wojnę”. Wiele wylanych łez i żalu…

Jedna i druga miała poranione serce.

Pewnego dnia rano, powiedziałam „dość”! To „dość” powiedziałam sobie. Postanowiłam „okiełznać mój język ”. Przestałam odwdzięczać się jej przykrym słowem. Było to bardzo trudne, ale któraś z nas musiała zrezygnować i zrobiłam to ja.

Odpuściłam. Otworzyłam serce, przestałam reagować złością i zaczęłam używać języka miłości…

Wojna zamieniła się w dialog, a dialog w relację.

Może ktoś zada pytanie: No jak to, pozwalać sobie wchodzić na głowę?

Dla niektórych tak to wygląda ale mowa miłości jest dobrym początkiem, by naprawić relację.

 To, co sieję to zbieram, to odwieczne prawo natury.

Podświadomość to „ziemia”, która wcześniej czy później da „plon”. Więc czego chcę? Czy pięknego ogrodu, czy porośniętego chwastami pola?

 

 

Mam dla Ciebie zadanie

  1. Przez miesiąc znajdź w kimś coś dobrego, dostrzeż mocną stronę i chociaż raz dziennie powiedz komuś bądź sobie coś dobrego (nie na siłę, tylko z serca) i oglądaj reakcję.

 

Umysł to najpotężniejsza po Bogu siła we wszechświecie, możesz nad nim zapanować i używać tak, żeby wypływała z niego dobra mowa –  masz wpływ na swoje myśli tym bardziej masz wpływ na to, jakich słów używasz 😊

 

Pisała dla Was: Kasia Kosińska

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany