Właśnie dotarłam do takiego punktu w moim życiorysie, że – jak dziecku – życie wydaje mi się wyłącznie barwnym pasmem przyjemności, kolorowym pasmem zabaw. Tak, bawię się życiem, słowo daję, co nie znaczy że osiadłam na laurach (gdzie te laury???) że nic nie robię i tylko korzystam, a pieczone gołąbki same wpadają mi do gąbki. Zasuwam, zasuwam, to wykład, to odczyt, jakieś spotkanie z czytelnikami, jakieś uczestnictwo w Kongresie, czasem pokaz mody na którym występuję w roli modelki (ach, myślicie że to łatwo, tak długo i intensywnie wciągać brzuch???) albo jakakolwiek inna forma pracy, jak na przykład pisanie kolejnej książki, artykułu albo i tego na przykład tekstu.

Wstaję czasem i o piątej, jak mam poranny samolot, turlam się autem długimi godzinami, trzęsę się w autobusie jak inaczej się nie da, mam paraliżującą tremę, wypisz  – wymaluj jak za czasów pierwszych występów, ponad pół wieku temu – tak i teraz, serce mi wali ze strachu, pocę się, jak mysz – czy aby będę na poziomie?  Czy się nie zakrztuszę, nie dostanę chrypki podczas tego gadania, nie stracę nagle wątku, czy słuchaczom to odpowiada, czy ich nie zanudzę? Nie, gołąbki same nie wpadają do gąbki!

Gołąbki? Nie, nie wpadają, osobiście je wiję od czasu do czasu, choć do gotowania się nadaję, tak jak do  klasztoru, znaczy nieszczególnie – ale wiję, zawijam, płaczę od krojenia tej cebuli, brzydzę się wkładania rąk w mielone mięso (a używam trzech rodzajów – wołowe, cielęce i wieprzowe, za to ani ziarnka ryżu – no, tylko trochę mokrej bułki)  – bo dzieci chcą tych moich gołąbków, jeszcze kotlecików mielonych, buraczków na ciepło i gulaszu. No bo kto im w tym Paryżu poda takie dania? Ośmiornice smażone, surowe ostrygi, udka żabie i ślimaki w skorupkach mogą mieć na co dzień, no ale – gołąbki? Nawet jakby się przetłumaczyło, kucharz francuski poda w najlepszym wypadku upieczone gołębie, nałapane z ulicy…

A przecież każde dziecko ma jakieś mamine wspomnienia kulinarne, coś – co było najlepsze u mamusi, coś – co w formie symbolu zostaje na całe życie…

No to wiję te gołąbki, bawię się w to!
A w co się bawię aktualnie? Jutro są urodziny mego męża, wprawdzie rozwiedzionego od trzydziestu paru lat, no ale  z ojcem parki dzieci rozwieść się tak na całość nie da, więc go niby nigdy nic zaprosiłam, nakupiłam prezentów, zamówię sushi (wnuki uwielbiają) i w formie niespodzianki sprosiłam wszystkie moje dzieci i wnuki z przyległościami. Będzie kilkanaście osób, każdemu przykazałam przynieść prezent dla tej mojej byłej męskiej ofiary, ale będzie zabawa!!!

Ale – dzień szybko przeminie, trzeba wymyślać następne zabawy. Już wiem! Wezmę mego wnuczka (teraz kolej wypada na ośmiolatka, dziesięciolatek był w lipcu ze mną w Mikołajkach, a dwulatka i pięciolatek odbyli podróż do Lwowa w sierpniu) na ferie z okazji Zaduszek (Francuzi dają dzieciom wolne dwa tygodnie!) do Warszawy.

Wszystko już obmyśliłam, przewertowałam internet, zakupiłam bilety do cyrku, z koleżanką w odpowiednim wieku pójdą poskakać na trampolinach, dwójka wnuków mojej przyjaciółki dołączy się do wspólnych zabaw w parku, wezmę go do wesołego miasteczka, na koncert do Wilanowa, na spacer do Łazienek i do Centrum Kopernika. Kto da więcej? Mam nadzieję, że będzie zadowolony – ja w każdym razie tak się cieszę, że aż nie mogę się doczekać! Może nie będzie nam się chciało codziennie brać prysznica czy myć zębów przed i po jedzeniu, może nie będziemy się odżywiać racjonalnie, przesadzimy w słodyczach i lodach, ale – jak będzie bosko!!!

No dobrze, zastanowię się jakoś na poważnie i następnym razem napiszę wam o polowaniu na mężczyzn, o szukaniu partnerów przez internet, dookoła mnie aż się roi od takich par, które się w ten sposób poznały. Może też spróbować?

Ale, czy myślicie, że mam szansę znaleźć partnera w odpowiednim wieku, ale żeby był szalenie przystojny, ujmująco miły, niezwykle inteligentny, bez nałogów, wolny, wierny – już nawet nie musi być bogaty, damy radę.

Dobrze by było, żeby umiał albo przynajmniej lubił gotować.
Sprząta u mnie miła Ukrainka, obejdzie się.
Acha, no i – starszy ode mnie, żeby mnie nie podejrzewano, że jestem « kugar » i że szukam młodszego.
Czyli, po osiemdziesiątce.
Znajdę???
E, to chyba dalej nadal będę się zabawiała z wnukami…

 


Pisała dla Was: Krystyna Mazurówna

 

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany