Strasznie, strasznie lubię podróżować. Przemieszczam się bezustannie – samoloty, autobusy, pociągi a nawet metro, tramwaje i taksówki są moim ulubionym sposobem spędzania czasu.

Na moich najnowszych wizytówkach widnieje tylko adres mailowy i adnotacja  „Krystyna Mazurowna – w podróży” , który to pomysł bezczelnie ściągnęłam ze znanej a mojej ulubionej powieści…

Pomyślcie tylko: jeszcze  trzy dni temu byłam w  Bydgoszczy, uczestniczyłam w kręceniu krótkiego filmu, wcielając się w postać „satanicznej tancerki” jak określił mnie reżyser. Wczoraj – miałam super sesję zdjęciową w Warszawie, znany i znakomity fotograf przyjechał specjalnie ze swego Poznania, zdjęcia miały miejsce w hali w Wytwórni Filmowej przy Chełmskiej, gdzie bywałam częstym gościem … w latach sześćdziesiątych! Niewiele się zmieniło, no, może ja trochę, ale jeszcze daję radę…

Dziś dla odmiany jestem nad polskim morzem, w Darłowie, super miejscowość, super pogoda, super hotel, super publiczność – bo miałam właśnie spotkanie z czytelnikami, a właściwie tłumem wczasowiczów którzy uczestniczyli – świadomie lub przypadkiem – w akcji  „Lato z książką”. Tak, jest to organizowane co tydzień przez całe lato w najróżniejszych letnich miejscowościach wypoczynkowych, i – oczywiście – zawsze z moim, między innymi autorami oczywiście – udziałem.

Że co? Że kiedy wrócę do mego paryskiego domu, żeby trochę odpocząć? A, właśnie jutro, wskoczę jeszcze na chwilę do Gdańska do ulubionego sklepu na zakupy, i lecę do Paryża. Odpocznę, poleżę na mojej kanapce, pooglądam sto kilkadziesiąt kanałów telewizji, wszystkie równie tandetne i nieciekawe, jak i te, które oglądam w polskich hotelach… Czy długo będę wypoczywać? Cały dzień, bo następnego lecę do Lwowa! Nie, nie na żadne występy, wywiady ani zdjęcia. Lecę z rodziną, zafundowałam tygodniowy pobyt w moim rodzinnym mieście córeczce i jej mężowi, oraz trójce wnucząt. Opowiem im część historii rodzinnej, niech wiedzą, skąd mają te dziwne, poplątane korzenie! Tyle, że oni zostają cały tydzień, a ja w międzyczasie wyskoczę na dzień – dwa do Wrocławia, mam spotkanie autorskie w Gryfowie Śląskim..

Chyba mam jakieś ADHD, albo nieuleczalną gorączkę? Ale – uwielbiam podróże, loty samolotami przyprawiają mnie o dreszcze rozkoszy, w pociągach mam nareszcie czas, żeby robić plany (na następne wyjazdy, oczywiście) w metrze i tramwajach obserwuję podróżnych z zaciekawieniem, a w długich podróżach autami – opowiadam całe moje życie przygodnym kierowcom. Chociaż wiem, że najzdrowiej jest jeździć rowerem, i chodzić pieszo! Ale na rowerze utrzymuję się tylko, jak jest on solidnie przytwierdzony mocnymi śrubami do podłogi, a pieszo – chętnie, no ale się nie wyrabiam,  nie mam tyle czasu, no bo ile czasu  by taka piesza wycieczka mi zajęła,  z tego Lwowa na przykład do mego Paryża???

Ale – jak macie wolną chwilę, przespacerujcie się pieszo, choćby tylko tam i z powrotem, myśląc o mnie!

 


 

Pisała dla Was: Krystyna Mazurówna

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany