Według statystyk GUS w ubiegłym roku zawarliśmy 188 tys. małżeństw. Rozpadowi uległo 67 tys. związków. Jeżeli dodamy do tego liczbę rodzin, które rozpadły się z powodu śmierci jednego ze współmałżonków oraz rozstania partnerów żyjących w wolnych związkach, liczba ta prawdopodobnie sięgnęłaby 100 tys. Każdy rozwieziony rodzic może zrekonstruować rodzinę, tworząc nową, potocznie nazywaną patchworkową.

 

Bagaż rodziny patchworkowej

Rodzina patchworkowa jest obszerna. W jej skład wchodzą: mama, tata oraz dzieci, ale jest ich często więcej niż zwykle, bo pochodzą z poprzednich i aktualnych związków małżonków. Są to, zarówno te z nich, które mieszkają pod jednym dachem w nowej rodzinie, jak i te, które pozostają pod opieką rodzica, któremu przypadła ona po rozwodzie. Na dalszym planie pojawiają się byli partnerzy małżonków i rodzice całej czwórki dorosłych. W zrekonstruowanej rodzinie każdy ma swoją przeszłość budowaną oddzielnie. Ma też głęboko zakorzenione przekonania, kształtujące się przez wiele lat, w czym nie brali udziału ani nowi partnerzy, ani ich dzieci, tylko poprzednia rodzina. Dodatkowo tradycyjna rodzina posiada wypracowane przez pokolenia wartości i wzorce, do których może się odwołać. W patchworku tych wielopokoleniowych schematów brak, a powstające tworzą się metodą prób i błędów. To trudny i często dzielący bagaż. To co wspólne też nie jest łatwe. Bo wspólne jest doświadczenie rozpadu rodziny. Niezależnie od tego, jak przebiegał. W skali stresu T. Holmesa i R. Rahe’a, zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, to drugie, najbardziej stresogenne doświadczenie życiowe po śmierci współmałżonka czy rodzica. Nic więc dziwnego, że tworzenie nowego, posklejanego z różnych osób związku jest skomplikowaną sztuką. Co ciekawe, relacje budowane w rodzinie rekonstruowanej, w porównaniu z tą pierwszą, są często trwalsze, choć więź między członkami patchworku jest zwykle słabsza.

 

Nowy partner kontra stare dzieci

To, że rozwiedzeni rodzice próbują ponownie założyć rodzinę, jest naturalną tendencją. Wiele osób po rozwdzie jest jeszcze młodych i chce zaznać szczęścia. Często mają nadzieję, że w nowym partnerze znajdą wsparcie w wychowaniu dzieci,  że stworzy on chociaż namiastkę brakującego rodzica. Rekonstrukcja rodziny, niezależnie od tego, ile dobrego może przynieść dziecku, zawsze jest dla niego bardzo trudnym doświadczeniem. Z wielu powodów.

Po pierwsze, decyzje podejmuje rodzic i jego nowy partner, dziecko nie ma nic do powiedzenia. Brak kontroli, jaki doznaje, sprawia, że przeżywa frustrację, złość, czuje się osamotnione i nieważne.

Po drugie, jeśli miało nadzieję na ponowne zejście się rodziców, nowy związek jednego z nich przekreśla ją, co potęguje negatywne odczucie. Nie zwraca złości przeciwko rodzicowi, bezpieczniejszym obiektem jest nowy partner. Na nim można wyładować emocje bez obawy o utratę miłości i akceptacji.

Po trzecie, starsze i dorosłe dzieci rodziców wchodzących w kolejne związki mają różne obawy związane z ich nowym partnerem. Czy na pewno będzie dobry dla mamy czy taty? Czy nie zawiedzie jego nadziei na szczęście i nie narazi na ponowny ból rozstania? Czy nie oszuka go, zwłaszcza finansowo? Czy jest godny zaufania, otwarcia się i powierzenia rodzinnych historii i tajemnic?

Po czwarte, dzieci mogą czuć się odsunięte, ponieważ będąc w nowym związku, mama lub tata część swojego czasu, dawanego dotąd dziecku, poświęca partnerowi. Powodów do frustracji i niepokoju jest jeszcze więcej.

 

Czas leczy rany

Działa też w przypadku dzieci w rodzinach patchworkowych. Badania pokazują, że młodsze dzieci potrzebują 5-7 lat, aby przyzwyczaić się do nowej roli i dobrze w niej odnaleźć. Dlatego potrzebuje czasu i cierpliwości ze strony dorosłych. Dzięki temu będzie mogło spokojnie przyjrzeć się nowym członkom rodziny, nauczyć się z nimi postępować. Ale też nabrać zaufania, sprawdzić, jak daleko może się posunąć, czy zostanie uznane i uszanowane. Starsze i dorosłe dzieci często przyznają, że dobrze się dzieje, gdy mama czy tata układają sobie ponownie życie we dwoje, ale nad emocjami trudno im zapanować. Do wszystkiego więc trzeba przede wszystkim czasu. Choć nie tylko. Gdyby czas rzeczywiście wystarczał do uleczenia ran, świat byłby cudownym miejscem.

 

O Autorze

WYCHOWANIE

Pedagog z prawie dwudziestoletnim doświadczeniem, pracująca z dziećmi w wieku od przedszkolaka po gimnazjalistę. Trener kompetencji rodzicielskich. Racjonalna i logiczna. Marzycielka (ciekawe połączenie, pozorna sprzeczność ale możliwa, jest wszak kobietą). Niepoprawna optymistka i matka dzieciom (dorosłym). Kobieta pracująca, miłośniczka slowlife, pływania, czytania książek, oglądania filmów z Azji. Podróżniczka - póki co, tylko palcem po mapie bo wszystko przede nią w drugiej połowie życia!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany