Miałam sześć lat, gdy rodzice zabrali mnie na „Dziadka do orzechów”. Nie pamiętam nic prócz ogromnej choinki sięgającej sufitu (miałam wtedy sześć lat, proszę pamiętać!). Błyszczała srebrnymi lampkami, srebrnymi bombkami i srebrnym anielskim włosem. I zanim jako duża już dziewczynka przypomniałam sobie treść tej opowieści, na sam dźwięk tytułu czułam, że mowa o czymś mi bliskim, budzącym rozrzewnienie i przywołującym uśmiech na usta.

 

„Dziadek do orzechów” – klapa sezonu

Rok 1892 miał przynieść kolejną wyczekiwaną premierę carskiego baletu. Zespół, któremu powierzono pracę nad spektaklem zdawał się gwarantować sukces. Libretto oparte na opowiadaniu bardzo znanego i popularnego w tamtych czasach pisarza E.T.A. Hoffmana, miał napisać doświadczony baletmistrz i choreograf Marius Petipa do muzyki Piotra Czajkowskiego. Niestety, jak to często bywa, pewniak zawiódł. Balet został chłodno przyjęty przez publiczność. Rozczarowaniem była choreografia, opracowana w całości przez Lwa Iwanowa, najbliższego współpracownika Petipy, który z powodu wieku, niewiele wniósł do przedsięwzięcia. Baletowi zarzucano zbyt małą liczbę solowych i zbiorowych scen baletowych wykonywanych przez znane tancerki. Nie podobała się też muzyka uznana za zbyt infantylną. Wesoła i pogodna, pobrzmiewała dziecięcymi zabawami, skrzypieniem śniegu pod butami oraz odświętnością wieczoru wigilijnego. Nie była zupełnie podobna do kompozycji z wcześniejszych baletów Czajkowskiego.  Przychylnych ocen nie zapewniło spektaklowi nawet opracowanie modnego wówczas zestawu ludowych i narodowych tańców. Noty były niskie a balet uznano za nudny.

 

Sukces! Sukces! Sukces!

„Dziadek do orzechów” został ponownie odkryty w XX w. jako balet dla dzieci. Sukces zawdzięczał występom znanego w całej Europie, rosyjskiego zespołu baletowego Diagilewa. Występy tego zespołu w obu Amerykach i Australii zaowocowały rozwojem baletu za oceanem, gdzie wcześniej taka forma artystyczna nie była w ogóle znana. Tam też zrodził się pomysł, aby „Dziadka do orzechów” wystawiać tylko w okresie zimowym. Był to pomysł na tyle logiczny, ponieważ akcja baletu rozgrywa się w wieczór wigilijny i następujący po nim poranek. Oddanie spektaklu dziecięcej widowni oraz ograniczenie liczby wystawień zapewniło spektaklowi sukces i miejsce w klasycznym repertuarze każdej niemal opery baletowej.

 

Czar baletu

Balet, pozbawiony słów, komunikuje się z widzem poprzez taniec i gest. Oddziałuje muzyką, strojami i scenografią. To właśnie w ten sposób porusza emocje, nawet te ukryte głęboko lub nieuświadomione. Brak przekazu słownego zmusza widza do interpretacji ruchu scenicznego, rozwija wyobraźnię i wrażliwość, otwiera na inne formy przekazu niż słowo. Otwartość na sztukę rodzi się w kontakcie z różnymi jej formami. Niekiedy, zwłaszcza wobec mniej doświadczonego odbiorcy, potrzebne jest objaśnienie, wskazówka. Przekaz artystyczny wymaga wiedzy, której, zwłaszcza młodszy widz, nie ma. Klasyczny balet może okazać się wspaniałym wstępem do poznawania coraz trudniejszych form sztuki, jeśli tylko zapoznamy dziecko z treścią libretta, nie będziemy narzucać własnych interpretacji i zaakceptujemy dziecięce odczucia.

Kto ma ochotę rozpocząć edukację sztuki baletowej od obejrzenia „Dziadka do orzechów” powinien się pospieszyć. Bilety na spektakle w styczniu i lutym są już prawie wyprzedane!

O Autorze

WYCHOWANIE

Racjonalna i logiczna. Marzycielka (ciekawe połączenie, pozorna sprzeczność ale możliwa, jestem wszak kobietą). Niepoprawna optymistka i matka dzieciom (dorosłym). Kobieta pracująca, miłośniczka slowlife, pływania, literatury i filmów z Azji. Podróżniczka - póki co tylko palcem po mapie bo wszystko przede mną w drugiej połowie życia!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany