Opowieść o szkolnej rzeczywistości nad Wisłą

Scena 1. W placówce edukacyjnej. Pierwszy dzień po feriach.

Grupa leniwie zbiera się na zajęcia. Powoli zakładają fartuchy, myją ręce. Opowiadają, gdzie byli podczas ferii.  Większość jest z czwartej klasy. Jest kilkoro młodszych, kilkoro starszych. Przyszli na warsztaty kulinarne. Dzisiaj w  programie ciasteczka owsiano – marchewkowe. Łatwe i przyjemne zadanie. Instruktorka po urlopie, więc trudno ruszyć pierwszego dnia  „z kopyta” czymś bardziej skomplikowanym. Na wyrafinowane potrawy będzie jeszcze czas w semestrze.

– Wam też tak ciężko wrócić po feriach?- pyta.

No, strasznie ciężko – Ola z czwartej klasy obiera marchewkę. – Przedwczoraj byłam jeszcze w Barcelonie. Widziałam tę ławkę, o której  mówiła pani przed feriami. To zrobił ten, no, jak on się nazywał?

– Gaudi.

– O właśnie! Widziałam jeszcze ten park i Casa Batlo i Casa Mila.

– My wróciliśmy wczoraj– mówi Paweł, jeden z trojaczków z trzeciej klasy, a jego siostra Zosia dodaje:

Późno, bo rano wyjechaliśmy z Białki. W korku staliśmy na Zakopiance.

A Pani też trudno? – pyta rezolutna Marysia, też trzecioklasistka.

– Oczywiście. Cały tydzień byłam na urlopie. Jeśli dodać weekendy to dziewięć dni życia na luzie. Pewnie, że mi trudno.

A wiem Pani, że już dzisiaj mieliśmy klasówkę?- Ola przerywa obieranie marchewki – Od razu pierwszego dnia!

My mamy jutro! Z matematyki! – Zuza z piątej klasy jest wyraźnie oburzona.- A kiedy miałam się nauczyć? Byłam na zimowisku przez dwa tygodnie!

My mamy trzy klasówki w tym tygodniu – mówi Ala, klasa czwarta – Dzisiaj, w środę i w czwartek. I przez ferie mieliśmy przeczytać lekturę. Tajemniczy ogród, nudna strasznie. Jutro mamy z niej kartkówkę.

No i zaczyna się na dobre. Każde z dziesięciorga dzieciaków, niezależnie, do której szkoły i klasy chodzi, miało zadane przeczytanie lektur i naukę do sprawdzianów, zapowiedzianych na pierwsze dni po feriach.

 

Scena 2. W tej samej placówce edukacyjnej. Dwa dni później.

O, dobrze, że panią widzę – mówi tata chłopca chodzącego na zajęcia kulinarne – Kacpra nie było w poniedziałek na zajęciach, bo uczył się na dziś do klasówki.

Współczuję – mówi  instruktorka – od razu po feriach sprawdzian…

Tata wyraźnie nie chwyta o co jej chodzi.

Współczuję, że tak od razu po feriach.  Wszystkie dzieciaki miały na dzień dobry albo odpytywanie z lektur albo klasówki.

Mieli przecież dwa tygodnie na naukę – odpala tata, a jego mina wskazuje wyraźnie, że pojął wreszcie o co chodzi.

–  A Pan jak idzie na urlop to chce pracować?

Ojciec patrzy zdumionym wzrokiem, a potem…

– No, właściwie, jak by na to tak spojrzeć– zaczyna niepewnie – to rzeczywiście, powinni wypoczywać w czasie ferii a nie uczyć się. Minę ma taką jakby pierwszy raz o tym pomyślał, jakby ta myśl spadła na niego niczym grom z jasnego nieba.

 

To po co są w końcu te ferie zimowe, na naukę, czy na odpoczynek?

 

Imiona zmienione, sytuacja prawdziwa.

 

O Autorze

WYCHOWANIE

Pedagog z prawie dwudziestoletnim doświadczeniem, pracująca z dziećmi w wieku od przedszkolaka po gimnazjalistę. Trener kompetencji rodzicielskich. Racjonalna i logiczna. Marzycielka (ciekawe połączenie, pozorna sprzeczność ale możliwa, jest wszak kobietą). Niepoprawna optymistka i matka dzieciom (dorosłym). Kobieta pracująca, miłośniczka slowlife, pływania, czytania książek, oglądania filmów z Azji. Podróżniczka - póki co, tylko palcem po mapie bo wszystko przede nią w drugiej połowie życia!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany