Uwaga, niech te z Was, które mają dyplom ukończenia szkoły idealnych matek, podniosą rękę do góry. No dalej! Musiałyście chodzić na wykłady z zarządzania czasem w rodzinie, reagowania na kolki dziecka, robienia obiadu na czas. A może warsztaty z rozpoznawania 100 rodzajów płaczu już po pierwszej nutce?

 

Pytam, bo znalazłam w sieci wpis… powiedzmy Oli – nie przedstawia się, chce być anonimowa. Pewnie wstydzi się swojego problemu, w końcu uważa, że jest złą matką.

Ola ma 11-miesięczną, zdrową córeczkę. Jednak nie potrafi się tym cieszyć.

Są dni, a nawet tygodnie, kiedy czuję się szczęśliwa. Potem znowu szukam pretekstu, żeby nie zajmować się małą. Spycham jak najwięcej obowiązków na męża, organizuję małej spanie z dziadkami. Robię wszystko, żeby tylko nie zostać z nią sama. Kiedy jestem z nią sama, bardzo mnie denerwuje. Nie mam do niej cierpliwości. Czasami wręcz zostawiam ją samą w pokoju jak płacze, bo mam ochotę ją udusić. Po prostu idę do kuchni albo do łazienki i tam próbuję się uspokoić. Ale jest mi coraz trudniej. Boję się, że za którymś razem nie zapanuję nad sobą.

 

Problem jest duży i wydaje się tym większy, że Ola czuje się z nim sama. Mąż bagatelizuje jej stan, twierdząc, że żona widzi wszystko w czarnych kolorach.

No to sprawdźmy, jak to widzi seniorka rodu – 82-letnia Alinka, matka trzech synów, babcia dziesięciorga wnucząt, Internautka bez sieci.

 

„Lecz się, matko!”

Babcia nie mówi tego zaczepnie. Na serio uważa, że po prawie roku od urodzenia dziecka, stan, w jakim jest Ola, jest poważny i tu potrzeba pomocy lekarza.

A może tego męża trzeba trochę uruchomić, babciu? Dlaczego Ola ma dawać sobie radę sama?

Alinka wspomina, że ona na męża liczyć nie mogła i nie mówi tego z wyrzutem. Wszystkie kobiety tak miały. Na każdą z nich spadało wychowanie dzieci i nie oczekiwały pomocy od mężczyzny. Obawiam się, że i to po części radzi Oli, oczywiście oprócz konsultacji z lekarzem. Kiedy doktor już doradzi, to trzeba samej postawić tę sytuację na nogi i doprowadzić ją do porządku.

I szczerze – sugeruje Alinka – im szybciej tym lepiej!

A teraz rada, która aż boli od kłującej logiki i bezsilności wynikającej z różnicy płci.

„Jeśli kobieta zacznie zaniedbywać swojego mężczyznę z powodu płaczącego dziecka i, o losie!, przestanie spać z mężem, to ten mąż zacznie czuć złość na dziecko i przestanie je kochać.”

To bardzo siermiężny mechanizm – taki babcia zna ze swojego pokolenia. Nie walczyła z nim, wiedziała, jak to działa i wiedziała, że nie ma alternatywy. Mądrości nie przekazywała jej matka, Alinka zaobserwowała to sama, pasywnie analizując, co trzeba robić, żeby było dobrze.

Zapytałam o książki, poradniki – może coś czytała, żeby się doszkolić w byciu matką idealną? Okazuje się, całkiem logicznie, ale warto przypomnieć, że w 1956 roku, kiedy urodziła mojego tatę, jakoś wybitnie nie szkolono z zakresu zajmowania się dziećmi. Jedynym miejscem, gdzie Alina mogła przeczytać, jak wychować syna, był gabinet lekarski. Książek nie wolno było zabierać do domu – można było zrobić sobie notatki albo dobrze zapamiętać.

 

Także, Olu, jakkolwiek masz na imię, masz problem, ale masz też o wiele więcej dróg pomocy i kierunków w wychowywaniu dziecka, niż miała kobieta w latach 50. XX wieku. Weź się kurczę w garść! Alinka by tak zrobiła. A Ty masz naprawdę mnóstwo możliwości i żyjesz w roku 2018 ! 🙂

 

Teoria babci Alinki – co o niej sądzicie ?

Pisała dla Was: Agnieszka Grabarska

 

CZYTAJ: MALUJ SIĘ, BY ROZPALIĆ SWÓJ ZWIĄZEK – RADY BABCI ALINKI

 

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany