Wybrałam się na Sri Lankę… i mam mieszane odczucia, chyba z przewagą tych negatywnych. Cejlon zachęca pięknymi plażami i świetną pogodą. Już po wyjściu z lotniska o 5 nad ranem żałowałam, że nie zmieniłam w samolocie ubrań na letnie! Otaczająca mnie roślinność sprawiła, że odebrany mi wcześniej przez zmęczenie humor, powrócił ze zdwojoną siłą. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co takiego na tej odległej wyspie nie przypadło mi do gustu, zapraszam do dalszego czytania.

 

Zderzenie z azjatycką rzeczywistością

Sri Lanka położona jest w Azji Południowej i znana jest przede wszystkim z herbaty. Jako miejsca docelowe mojej podróży wybrałam tętniącą życiem Unawatunę i słynącą z ocenianej jako najlepszą na TripAdvisorze plaży, Bentotę. Moja podróż na wyspę trwała bardzo długo i po wyjściu z samolotu marzyłam tylko o hotelu!

W autobusie z lotniska do Kolombo – stolicy Sri Lanki, spotkałam mężczyznę, który przekazał mi i reszcie ekipy wiele przydatnych informacji, m.in. jakie ceny powinniśmy negocjować w tuk tukach. Zabrał nas także do położonej w stolicy świątyni, gdzie mogliśmy oglądać przeróżne figurki Buddy. Następnie udaliśmy się tuk tukiem na dworzec kolejowy. Już wtedy zaczęliśmy się zastanawiać, czy istnieją tam jakieś przepisy dotyczące prowadzenia pojazdów… Mieliśmy wrażenie, że każdy jeździ jak chce, a przez cały pobyt nie raz zdarzyło się, że o mały włos, nasz tuk tukarz nie wjechał w inny pojazd, bądź osobę. Ponadto nadmierne używanie klaksonów sprawia, że pozostawanie w niewielkiej odległości od ulicy staje się bardzo uciążliwe.

Nasza pierwsza podróż pociągiem trwała bardzo długo. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało, ponieważ siedząc w upalny dzień w zatłoczonym pociągu, gdzie między siedzeniami co chwilę przechodzili handlarze oferujący różnego rodzaju produkty, marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się w cichym pokoju z klimatyzacją i w końcu pójść spać.

 

Unawatuna i Bentota  – dwa różne światy

Nasz pierwszy hotel, zarezerwowany przez serwis booking.com nosił nazwę Sunworld Villa i jestem z niego zadowolona. Właściciel był bardzo pomocny, a samo miejsce ładne i czyste. Unawatuna to miejsce turystyczne i w przeciwieństwie do Bentoty tętniące życiem. Prawie każdego dnia podczas naszego pobytu odbywała się jakaś dyskoteka. Na plaży było mnóstwo restauracji z atrakcyjnymi cenami, a stoliki na plaży zawsze przyciągały nas na kolację, gdzie przy niepowtarzalnym klimacie mogliśmy spróbować grillowanego kraba czy krewetek.

W weekend pojechaliśmy na safari do Udawalawe National Park, gdzie zobaczyliśmy słonie, krokodyle i bawoły. W niedzielę przenieśliśmy się do wspomnianej Bentoty. O tak przyjemnych knajpkach i cenach jak na Unawatunie można było tylko pomarzyć. Co prawda plaża była ładniejsza (choć nie tak piękna, jak się spodziewałam), to jednak nie było tam za bardzo co robić. Podobno można tam spotkać żółwie, jednak nam żadnego nie udało się zobaczyć. Jedyną wycieczką na jaką udaliśmy się w tym miejscu było Boat Safari na rzece. Zabawne, że nasz „przewodnik” umówił się z nami o 6 rano i nie przyszedł. Jeden z przechodniów zapytał, czy nie potrzebujemy pomocy. Wyjaśniliśmy tylko, że od pół godziny czekamy na wycieczkę, a on wówczas zaprowadził nas w inne miejsce, z którego od razu wsiedliśmy na łódkę i popłynęliśmy na safari. Można było tam zobaczyć nietoperze, małe krokodyle, węże, kameleona, ptactwo. Największą obiecywaną atrakcją miał być mały krokodyl, którego można będzie wziąć na ręce. Niestety, okazało się, że ten krokodyl należy do mężczyzny, który pływa łódką po rzece i jego usługi wiążą się z dodatkową opłatą. Nie byliśmy na to przygotowani, ale wygrzebaliśmy jakieś pieniądze, po czym okazało się, że owego mężczyzny dzisiaj w ogóle nie będzie. Wycieczka skończyła się więc naszym rozczarowaniem i zdenerwowaniem.

 

Białoskóra turystka = chodzący portfel

Na Sri Lance jest jedna szczególnie męcząca rzecz: będąc osobą białą nie można spokojnie przejść ulicą. Co chwilę ktoś do Ciebie podchodzi oferując rzeczy, których w ogóle nie potrzebujesz. Tuk tukarze zatrzymują się koło Ciebie co 3 sekundy, a ludzi chcących wskazać Ci drogę jest na pęczki. Czasami naprawdę trudno jest się zorientować, czy pewne ich zachowania wynikają z chęci naciągnięcia na coś turystów, czy ze zwykłej życzliwości. Niektórzy Lankijczycy potrafią być naprawdę wspaniali, ale jest też mnóstwo takich, którzy tylko czekają, aby Cię oszukać. Dwa razy spotkaliśmy się z sytuacją, gdzie wcześniej ustalona przez nas cena za przejazd po dotarciu na miejsce nagle zmieniła się na wyższą. W takich sytuacjach trzeba być stanowczym i nie odpuszczać, ponieważ  te ceny dla turystów i tak są wyższe niż dla miejscowych. Ponadto, wraz z koleżanką byłyśmy wielokrotnie nagabywane przez mężczyzn, którym ciężko było się zorientować, że nie chcemy z nimi rozmawiać. Były momenty, w których nie można było spokojnie poleżeć na plaży, bo bardzo chcieli nam opowiadać, ile willi posiadają (w tak biednym kraju, ciekawe). To, co rzuca się w oczy zaraz po przyjeździe na wyspę, to również ogromna bieda. W samym Kolombo budynki znajdują się w opłakanym stanie. Poza miastem nie raz widzieliśmy sklepy, które wyglądają jakby się miały zaraz zawalić. Jeżeli chodzi o tamtejszą kuchnię, to opiera się przede wszystkim na ryżu z curry i makaronie.

Sri Lanka to kraj dziwny i bardzo odmienny od mojego. Na pewno skłania do refleksji. Życie tam wygląda zupełnie inaczej. Należy pamiętać o tym, że większość tamtejszych ludzi straciła cały swój dorobek w wyniku tsunami. Czy pojechałabym tam jeszcze raz ? Myślę, że wybrałabym Tajlandię lub Filipiny.

O Autorze

Studentka uwielbiająca podróże – szczególnie zimą, kiedy w Polsce wszyscy pracują i marzną. Lubi próbować nowych rzeczy i podejmować spontaniczne decyzje. Żyje chwilą, nie tworzy zbyt wielu planów. Od dziecka miłośniczka gimnastyki sportowej.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany