Rodzina, z której pochodzę, była duża. Będąc dzieckiem, święta spędzałam w tłumie ludzi. Sprawiali to bracia i siostry moich dziadków. Było ich po pięcioro z każdej strony. Razy dwa. Bo jeszcze współmałżonkowie. Babcia, dziadek i ich rodzeństwo tworzyli dużą grupę ludzi celebrujących wspólnie wszelakie święta rodzinne.

Pamiętam imieniny babci, obowiązkowy punkt rodzinnego programu. Aby dla wszystkich gości znalazło się miejsce, trzeba było zdejmować ze strychu specjalny stół. Wielki, rozkładany, przy którym mogło się pomieścić nawet 20 osób. Pamiętam, jak przyjeżdżali bracia dziadka spod wielkomiejskiej wsi. Jeden był rolnikiem, drugi uprawiał sad i pola truskawkowe. Ich pojawienie się wywoływało radość innych. Ten stół był dla mnie wtedy symbolem rodzinnych więzi. Z czasem przestał być potrzebny… Bracia przestali przyjeżdżać, bo zdrowie już „nie to”. Potem ktoś umarł. Z roku na rok było nas coraz mniej. Z hucznych, wielopokoleniowych i wieloosobowych imprez pozostały kameralne świąteczne spotkania w wąskim gronie.

W pokoleniu ludzi urodzonych między wojnami normą były rodziny wielodzietne, inaczej niż teraz. Bo teraz przy stole nas mniej. Nie tylko z tego powodu. Każda rodzina przechodzi cykl wymiany pokoleń. Z licznych – stają się wraz z odejściem seniorów rodu – nieliczne, aby ponownie urosnąć, gdy dorosłe dzieci zakładają swoje rodziny, rodzą się kolejne pokolenia.

Jak śpiewali Starsi Panowie „Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest…” Często traktujemy rodzinne spotkania jako prawdziwy dopust boży. Związany z założeniem nielubianego garnituru, ze słuchaniem gadania starej ciotki, spotkaniem z teściową. Często ich urok doceniamy dopiero wtedy, gdy bezpowrotnie przeminą wraz z odejściem ich głównych bohaterów. Może więc w tym roku, zasiadając przy świątecznym stole, będziemy bardziej wyrozumiali dla starej ciotki, uśmiechniemy się zamiast złościć się na teściową, a garnitur potraktujemy z przymrużeniem oka…

Póki jest jeszcze z kim się spotykać…

O Autorze

WYCHOWANIE

Racjonalna i logiczna. Marzycielka (ciekawe połączenie, pozorna sprzeczność ale możliwa, jestem wszak kobietą). Niepoprawna optymistka i matka dzieciom (dorosłym). Kobieta pracująca, miłośniczka slowlife, pływania, literatury i filmów z Azji. Podróżniczka - póki co tylko palcem po mapie bo wszystko przede mną w drugiej połowie życia!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany