No i tak moi drodzy, coroczne Święta Bożonarodzeniowe już za nami, huczny Sylwester już za chwilę. Koniec roku…i tak wkoło, co roku to samo. My znowu o rok starsi.

Jaki to był rok? Czy piękny? Marzenia spełnione? Cele osiągnięte? Postanowienia?…Ktoś jeszcze  je pamięta czy raczej czas na następne. A może był to rok pełen trosk i kłopotów? Albo co gorsza bólu i cierpienia? Nic co ludzkie nie jest nam przecież obce.

Rok za rokiem mija niepostrzeżenie. Kolejny się kończy, ubolewam nad tym, bo znowu…no właśnie. Z czego tu się cieszyć? Podsumujmy. Co  mi się udało, a co nie, w mijającym roku?

Udało mi się zrobić dwa, no może trzy kroki do przodu z angielskim. Udało mi się napisać jakieś 12 felietonów i trzy wywiady i w dodatku ludzie je czytali. Udało mi się być na ekranie kina przez jakieś 5 sekund.  Byłam na pokazie szalonej, kompletnie nie „casual” mody, a także na wieczorze autorskim, pewnej megapozytywnej kobiety, gdzie nabyłam jej książkę, którą teraz poczytuję w ciemne wieczory. Udało mi się załapać na białą zimę w moich ukochanych Tatrach i pojeździć na nartach. Widziałam na własne oczy niezwykły zachód słońca nad Bałtykiem i kolorową jesień na Bieszczadzkich połoninach. Poznałam nowe fajne osoby i pożegnałam te, z którymi mi już nie po drodze. Kiedyś pewnie nasze drogi znowu się skrzyżują i zapytamy „co słychać”? Spędziłam dużo pozytywnego czasu z fajnymi babkami na babskich wieczorach. W moim domu zamieszkały dwie szalone kocice usiłując codziennie zdemolować dom, zagryźć wszystkie kwiatki i zagonić psa do kąta. A teraz przychodzą codziennie do mojego łóżka i mrucząc ogrzewają mięciutkim futerkiem. No i lato w tym roku było gorące. Wygrzana na słoneczku, zaopatrzona w pokłady witaminy D, delektowałam się kwitnącą działeczką. A na jesieni zebrałam na niej masę winogron, które teraz miło bulgoczą w piwnicy, a także 5 jabłek z nowo posadzonej jabłonki, 4 pigwy i polne zioła, które popijam w zdrowych herbatkach. Kupiłam sobie elegancką kieckę, którą miałam nawet możliwość założyć na jedną wypasioną imprezkę. Spędziłam dużo wesołego czasu z przyjaciółmi i…. mogłabym wymieniać chyba tak bez końca. Wiecie co? Dużo tego i co więcej, tego co mi się udało, czyli nie jest tak źle. A to wszystko w ten jeden rok co tak szybko zleciał. Chyba właśnie dlatego.

Więc sobie myślę, że rok to jednak szmat czasu. Tyle się wydarzyło fajnego i niefajnego też. Niefajne też potrzebne, żeby wyciągnąć wnioski, żeby się czegoś nauczyć, żeby się dowiedzieć, co potrafię rozwikłać, a co zagmatwać.

Ktoś powie, cóż to takiego, nic wielkiego nie osiągnęłaś, nie ma się czym chwalić! No, w sumie?! Nie udało mi się zarobić mnóstwa pieniędzy. Nie udało mi się wygrać w totolotka, ani w żadną inną grę. A przepraszam raz wygrałam 5 złoty, kiedy kupiłam paczkę niezdrowych chipsów. To dziwne, jak kupuję coś zdrowego, to nigdy nie ma nic do wygrania. Nie wyjechałam na egzotyczne wakacje do dalekich przegorących krajów, ale ja przecież nie lubię kiedy jest gorąco. Nie udało mi się…..i co z tego? Więcej mi się udało, a że nie takie spektakularne, no cóż, ale moje i sprawiło mi ogromną frajdę.

Marzyć trzeba o wielkich rzeczach i zdobyczach, a cieszyć się drobnymi. Może wtedy z tych małych rzeczy zbudujemy coś wielkiego, wartościowego. Bo cokolwiek wysyłasz myślą czy słowem powróci w tej samej postaci, zmaterializuje się, jeśli oczywiście bardzo w to wierzysz, tak, że nie może być inaczej. Ale tak na wszelki wypadek rusz też do dzieła, podążaj czynami za myślami. Wtedy Sukces murowany!

Może więc też zrobicie takie podsumowanie roku i okaże się, że to był Dobry Rok. I skupcie się na pozytywach, one zaczarują czas na następne 365 dni. Spójrzcie w głąb siebie. Tam spotkacie kogoś, komu trzeba powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, uda się. Przecież najlepiej wiesz czego chcesz.

Życzyliśmy też sobie świątecznie i a teraz noworocznie wszystkiego najlepszego, najweselszego, zdrowia, ciepła i miłości, a że nie zawsze się to spełnia? Czyżby życzenia były nieszczere?

Może i niekiedy rzeczywiście nieco wymuszone, może i nie wszyscy wzbudzają w nas uczucie miłości do bliźnich, może czasem trzeba uścisnąć dłoń tego, kto nam sprawił przykrość. Że to fałszywe powiecie, nieszczere?

A może właśnie to uczy nas pokory, która sprawia, że choć na chwilę nasze ego pozbywa się tego zadęcia, zrzuca z siebie ciężar żalu czy nawet zawiści,…a potem nasze wnętrze wypełnia ciepło, spokój i lekkość. A może nasze skurczone, stłamszone ego, odnajdzie w tym uścisku spokój i pomoże nam, przytulić siebie i powiedzieć sobie, Kocham Cię. Jesteś warta czy warty wszystkiego co najlepsze. Jeśli w Tobie będzie to co najlepsze, ta radość i miłość,  to będziesz mogła podzielić się tym z innymi, w szczery, uczciwy sposób.

Bo czy właśnie nie po to jest ten Koniec Starego Roku, żeby pożegnać stare waśnie, nieporozumienia, powyciągać zadry z duszy, oczyścić się, by móc z optymizmem, z nowymi marzeniami i postanowieniami Przywitać Nowy Rok, nową nadzieję na szczęśliwe, radosne, pełne miłości życie.

Carpe diem…moi drodzy, chwytajcie każdy Dzień Nowego Życia w 2019.

Do Siego Roku!

Wasza Dorota

O Autorze

Praktyczna i zorganizowana optymistka. Bardzo dojrzała kobieta pracująca, w posiadaniu dojrzałego męża, dorosłych dzieciaków, uroczej suczki i dwóch szalonych kotów. Lubię włóczyć się po wszelkich ciekawych miejscach, urządzać, aranżować i dopieszczać swoją działkę. Ponieważ lubię wyzwania i babski świat, to chyba nie przestanę pisać. No cóż…to ja, Baba.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany