7 listopada przypada święto pań, które utożsamiają się z ideą feminizmu. Za początki tego ruchu można uznać XIX wiek, chociaż po rewolucji francuskiej kobiety też widziały problem w braku pełni praw. Gorąco zrobiło się, kiedy to Panie, nazywane sufrażystkami, rozpoczęły działalność, której celem miało być równouprawnienie.

W ramach protestów poddawały się głodówkom. Niektóre nawet, aby zwrócić na siebie uwagę, kładły się pod tramwaje. Były zdesperowane, że pochodząc z dobrych domów, mając dużą wiedzę, nadal postrzegane są przez mężczyzn jako istotę niższą. Nikt przecież nie powie, że mądra kobieta nie zasługiwała na pełną paletę praw obywatelskich, a jakiś robotnik, który był alkoholikiem – tak.

Druga fala feminizmu

Uważa się, że kiedy kobiety uzyskały prawa wyborcze i zaczęto je traktować na równi względem prawa, cel sufrażystek został osiągnięty. Nie zgadzając się z tą tezą, rozpoczęły swą działalność feministki tzw. drugiej fali. Ich manifest zaprezentowany był w książce ,,Mistyka kobiecości’’ z 1963 roku. Tutaj pole, w jakie wkracza feminizm, było szersze. Różnice kulturowe, płciowe, zwiększenie udziału kobiet w różnych dziedzinach życia, parytety – to tylko nieliczne tematy, którymi zajmują się dziś feministki.

Jak świętować 7 listopada?

Zastanówmy się, jak można poprawić swoją sytuację, jak pomóc innym kobietom. Działając na rzecz kobiet można świętować 7 listopada. Nie znaczy to, że jeśli mężczyzna otworzy nam drzwi, trzeba uderzyć go w twarz i wyzwać. Większość feministek lubi mężczyzn i pragnie z nimi żyć na zasadzie partnerskiej relacji. Czy to święto jest w ogóle potrzebne? Można go nie świętować, ale warto sobie przemyśleć czym jest feminizm, czy ja go potrzebuję i ile mu zawdzięczam. Ten dzień skłania do refleksji wszystkie Panie.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany