Postanowiłam usiąść i zacząć pisać, zupełnie bez planu.

Niech powiedzie dusza…

Ale gdzie? W jakie zakątki tym razem poprowadzi? Czego dotknie? O czym zaśpiewa?

Zobaczymy…

Dziś o zmianach w nas samych i o pogodzeniu.

Obserwuję ostatnio siebie i jestem zdumiona. To co nie tak dawno pasowało jak ulał, dziś ni jak nie jest moje. Mam znajomego, którego uwielbiam. Jego ironia, żartobliwość, szybkość dedukcji, zawsze mnie ogromnie pociągały. Każde spotkanie było jak przygoda… Tym razem było inaczej, siedziałam słuchałam, on w swoim żywiole, bawił całe towarzystwo… Wszystkich, tylko nie mnie.

Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć… Jeszcze miesiąc temu było tak inaczej.

Ta cała ironia podszyta zagubieniem i chęcią dominacji. Żartobliwość oparta na ocenianiu… Siedziałam i czułam się jak w filmie, gdzie widzę wszystko to, co ze mnie odpadło… Z czym byłam spójna.

Dziwiłam się co mnie w tym pociągało. Tyle było w tym jego zachowaniu bólu i chęci zwrócenia na siebie uwagi. Tyle ukrywania prawdziwego siebie… Odpadła łuska, ze mnie odpadła i nie ma nic już co by mnie w nim pociągało, co by bawiło.

Patrzysz i nie wierzysz…

No i nie musisz, wystarczy, że czujesz…

I to właśnie nas czeka kochani.

Odpadanie łusek, łusek ułudy… O samym sobie, świecie, o tym kim jesteśmy tak na prawdę.

I nagle Ci co stanowili część nas, przestają być ważni.

Przepracowaliśmy razem to, co mieliśmy, zobaczyliśmy to, co mieliśmy…

Bo życie lekcją jest zrozumienia: To już nie moje! Czas pobiec dalej…

 

Pisała dla Was: Izabela Trędowicz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany