Wybrałam się na niedzielny spacer do mojego ulubionego parku Isabelli. Jak go nie kochać? Wszak stworzyła go moja imienniczka.

Uwielbiam go, bo cały rok kwitnie… W marcu to dosłownie kaskady różaneczników i azalii…

Ale ja przyszłam w lutym, a ogród już budził się do życia. Byłam w nim kiedyś w styczniu i wtedy też znalazłam kwiaty, które jakby wbrew wszystkiemu po prostu kwitły.

Tym razem ogród znów mnie zaskoczył. Spodziewałam się co prawda gardenii, które obficie zroszone kwieciem witały przechodniów ale, że rododendrony się już obudziły? Czy aby nie za wcześnie?

Wszędzie roiło się od pąków i pączków, mimo iż zima jeszcze wszędzie rządziła parkiem…

Pomyślałam o sobie, o tym co jeszcze trzymam bo niby trzeba, bo tak wypada…

Jak często skupiam się właśnie na tym, co z zeszłej zimy, zamiast wystawić twarz swą do słońca i zacząć nowe…

Był taki moment, gdzieś w moim życiu… Jakiś czas temu, gdy już nie mogłam sobie poradzić z uczuciem osamotnienia…

– Zajmij czymś myśli! – szepnęła dusza…

 Tak też zrobiłam… Zajęłam się planowaniem warsztatów, które miałam poprowadzić i uczucie zniknęło…

Ileż to razy tak jest, że czuję że dopada mnie któraś ze starych koleżanek: smutek czy rozpamiętywanie… Zabieram się za coś co mnie pochłonie. Piszę, maluję, czytam…

I wtedy śpiewa ma dusza pieśni…

,,Nie daję liściom co zeszła zima strąciła z drzewa, pokryć mnie całą, zrzucę je z ramion siłą tworzenia, niech sobie leżą, jak w parku wiosną… Gdzieś blisko ziemi. Tak znowu zrobię. Znów zakiełkuję i zacznę tworzyć. Jak ziemia wiosną…”

 

Pisała dla Was: Izabela Trędowicz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany