Wybrałam się na spacer, jak zwykle do mojego ulubionego parku. Chyba to zaskakuje mnie w Londynie najbardziej – skrawki zieleni schowane tuż za domami.

Malutkie wejście między płotami a potem…ogrom zieleni. Tak naprawdę to trzy połączone ze sobą parki, ukryte…

Jedziesz ulicą i niczego nie widzisz, a w środku… zachwyt.

Mam w nim taką ulubioną ścieżkę, biegnie na skraju, głęboko w gąszczu zieleni, pod dachem z drzew…

Nie byłam tu z dwa tygodnie, a gdy wędrowałam, ciągle zahaczałam o wystające krzewy, palące pokrzywy i wysoką trawę…uhh.  Pomyślałam, że to pewnie ostatki, że już nie przejdę tą piękną trasą. A jednak, gdy tylko znalazłam się w parku, skręciłam w ulubioną ścieżkę, nieco zaniepokojona, czy aby zdołam nią przejść… Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ktoś zwyczajnie o nią zadbał, wykosił trawę.

Szłam szeroką aleją, dotykając ręką zieleni tylko wtedy gdy chciałam…

Jakże ja to uwielbiam, być częścią matki ziemi… ten zapach, szum liści…

Szłam, a w mojej głowie kłębiły się myśli, ileż to razy początkowe trudności zniechęciły mnie przed pójściem dalej, spróbowaniem ponownie, przed podjęciem decyzji… A może po prostu nie byłam gotowa? Albo nie był to właściwy moment w mym życiu? Mówią, żeby nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki… A jeśli życie to rzeka? A w niej tysiące nurtów… miliony odnóg…

Może i wczoraj była za rwąca, a jednak dzisiaj… jestem gotowa! Wystarczy wejść w nią, po raz kolejny… bo mam już siłę, by mnie nie zmyła. I wszystko czeka na mą decyzję… i może wtedy znów się okaże, że wszystkie krzewy, wszystkie zapory dawno zniknęły, a może były tylko w mej głowie? Jak się przekonam, gdy nie spróbuję?

 

Pisała dla Was: Izabela Trędowicz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany