Wybrałam się wczoraj na spacer.

Cudowny dzień, pełen słońca i pierwszych oddechów wiosny.

Szłam, a wszystko budziło się do życia…

Drzewa wypuszczały pączki, żonkile wychylały głowy, a muszki fruwały radośnie…

Uniosłam głowę i spojrzałam na błękitne niebo… A tam chemtrails… (dla niewtajemniczonych to te białe smugi rozpuszczanych przez samoloty, z niewiadomych powodów, chemikali).

– Ojej… – pomyślałam – Znowu nas zatruwają… No trudno. Będzie co ma być…

– Naprawdę? Będzie co ma być? – szepnęła dusza – Czy to co Ty zechcesz?

Aż mnie wstrząsnęło…

A pewnie, że tak jak ja zechcę!

Nie mam zgody na uległość, na cudze teorie, na strachy na lachy…

Niech Ci co czekają… Niech sobie czekają!

Ja biorę w swe ręce, to życie co ze mną się żyje i sama je tworzę!

Co tam chemtrails i inne teorie.

Ja życie chcę przeżyć jak kosz pełen słodyczy…

Sięgam więc ręką i co tam wybiorę?

O! Dziś czekoladka co szczęściem się zowią…

 

Pisała dla Was: Izabela Trędowicz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany